Kategorie
Rodzicielstwo Rodzina

O świadomym puszczaniu kontroli w rodzicielstwie

Potrzeba kontroli to prawdziwa plaga naszych czasów. Nie jesteśmy od niej wolni nawet w rodzicielstwie. Nieraz przybiera subtelne formy, które racjonalizujemy. Warto przyjrzeć się naszym lękom i przekonaniom stojącym za kontrolą, a potem zamienić ją na wpływ i poszukiwanie rozwiązań.

Potrzeba kontroli pełni w naszym życiu ważną funkcję: motywuje do działania. Sprawia, że chce nam się chcieć. Ale z drugiej strony żyjemy w świecie zdominowanym przez kontrolę. Proponuje się nam cudowne środki na jej zwiększenie: łyknij tabletkę, a gazy przejdą. Masz biegunkę? Weź środek X i maszeruj raźno do pracy. Kontroluj, co oglądasz, co czytasz, z kim przebywasz. Jednak czy zawsze jest ona najlepszym rozwiązaniem?

Piloci szybowców wiedzą, że w locie jest taki moment, kiedy na chwilę puszczamy drążek po to, żeby złapać ślizg. Niekiedy warto w ten sposób pomyśleć o swojej potrzebie kontroli. Odczuwamy ją wszyscy. Jej celem jest przywrócenie poczucia bezpieczeństwa. W tym sensie potrzeba kontroli odpowiada za nasze przetrwanie i nie da się jej całkowicie wyeliminować z życia. Ale warto jej się przyjrzeć, zwłaszcza jeśli reagujemy nadmiarową kontrolą lub kiedy czujemy, że to ona steruje nami, a nie my nią.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik świadomego rodzicielstwa

Cud rodzicielstwa

Wsłuchaj się naprawdę w głos swojego dziecka

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Skąd wiem, że kontroluję?

Może nam się wydawać, że wcale nie mamy potrzeby kontroli i dajemy naszemu dziecku mnóstwo wolności. Jednak kontrola (potrzeba kontroli) często przejawia się w zachowaniach, które łatwo racjonalizujemy. Krytykujemy dziecko „dla jego dobra”. Dajemy dobre rady. Nagradzamy lub karzemy.

Formy kontroli, które przejawiamy na co dzień wobec siebie i innych, to:

  • krytyka,
  • dobre rady,
  • zakazy i nakazy (bez sprawdzenia, czy coś jest rzeczywiście zagrożeniem),
  • kary i nagrody,
  • szantaż („Jeśli natychmiast nie pójdziesz do domu, nie obejrzysz bajeczki”),
  • obwinianie siebie i innych,
  • przemoc i zastraszanie („Ja już idę sama, papa”),
  • roszczeniowość,
  • idealizowanie (są to te wszystkie nasze oczekiwania, rozpoczynające się od Gdyby tylko… Te fantazje zdaniem Lindsay C. Gibson towarzyszą nam od dzieciństwa: wszystkie spragnione uczuć dzieci snują fantazje o tym, że kiedyś otrzymają w końcu to, czego potrzebują [1]).

Impuls kontroli stosunkowo łatwo rozpoznać w ciele, gdyż towarzyszy mu nagła sztywność. Na poziomie mentalnym uruchamia się myślenie tunelowe, które sprawia, że przestajemy szukać rozwiązań, a działamy na poziomie starego schematu zachowań, który nie znosi sprzeciwu.

Warto pamiętać, że tam, gdzie pojawia się impuls, pojawia się też wybór. Możemy za tym impulsem podążyć albo wybrać inną strategię.

Kontrola a lęk

Skąd się bierze w nas potrzeba kontroli? Specjaliści twierdzą, że z lęku. Filozof i psycholog Leszek Koczanowicz twierdzi, że kontrola stanowi mechanizm wyparcia niepokoju [2]. Działa to na zasadzie racjonalizacji, czyli nadawania znaczenia zdarzeniom, które go nie posiadają. Nasz mózg lubi sens. Poszukujemy go, gdyż w siatce zracjonalizowanych wydarzeń czujemy się bezpiecznie.

Skonfrontowanie się z faktem, że jesteśmy samotni wobec własnego losu, jest trudnym i bolesnym doświadczeniem. Wymaga dojrzałości, odwagi i nieustannej introspekcji. Dlatego wolimy ten fakt wypierać, m. in. kontrolując rzeczywistość.

Jednak ta strategia bywa zgubna. Doświadczyliśmy tego aż nadto w trakcie trwającej pandemii. Oto nagle okazało się, że na świecie istnieją rzeczy, tak maleńkie jak wirusy, których nie jesteśmy w stanie całkowicie kontrolować. Lęk zaatakował ze zdwojoną siłą i natychmiast zaserwowaliśmy mu podwójną dawkę kontroli, zamykając się w domach. To błędne koło jest typowe dla pętli lęk-kontrola. Gdy okazuje się, że nie możemy mieć pełnej kontroli, budzi to w nas lęk, a wtedy jeszcze bardziej podkręcamy potencjometr z kontrolą.

Uwaga! Reklama do czytania

Uwaga! Złość

Jak zapanować nad reakcją na złość?

Życie seksualne rodziców

Zacznij świadomie budować swoją relację z partnerem

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Kontrola z perspektywy rodzica

Kontrola w rodzicielstwie związana jest zarówno z nadopiekuńczością (czyli przekonaniem, że wiem i robię lepiej niż dziecko), jak i z dominacją (tłumaczę sobie, że nie mam wyjścia). Często wiąże się także z bezradnością: nie wiem, jak towarzyszyć dziecku w trudnych emocjach, więc zrobię wszystko, żeby ich nie doświadczało.

Warto pamiętać, że dzieci nie są strategią na lęki dorosłych. Nie możemy posługiwać się nimi, aby obsłużyły nasz osobisty lęk. Drogą do poradzenia sobie z nasiloną potrzebą kontroli będzie zatem zaopiekowanie się swoim dorosłym lękiem.

Rozkoduj swój lęk

Często rodzicielstwu zdominowanemu przez potrzebę kontroli towarzyszą następujące przekonania:

  • „Dobrym rodzicem się rodzisz. Nie musisz się tego uczyć”.
  • „W rodzicielstwie i wychowaniu najważniejsze jest dziecko”.
  • „Dzieci potrzebują dyscypliny/granic. Nie mogę pozwolić, żeby dziecko weszło mi na głowę”.
  • „Trzeba go zahartować, bo świat nie będzie się z nim pieścił”.
  • „Ale ja go tak kocham! Robię to z miłości”.

Za tymi przekonaniami stoją bardzo konkretne lęki i potrzeby: potrzeba przynależności, autonomii, poczucia bezpieczeństwa, lęk przed zniknięciem w relacji itd. Wiedząc, że reaguję kontrolą, a także mając świadomość co lub kto ją we mnie uruchamia, jestem w stanie:

  1. skontaktować się odczuwaną emocją,
  2. zauważyć głębszą potrzebę i zaspokoić ją w inny sposób,
  3. nie wpaść w stare koleiny, ale poszerzyć swoją perspektywę i odpowiedzieć na impuls z pozycji wpływu.

W ten sposób aktywnie zmieniamy swoje zachowanie, co bezpośrednio przekłada się na zmianę zachowania naszych bliskich.

Lek na lęk

Sprawdzonym sposobem na redukcję lęku jest codzienność. Stosujemy ten lek od dawien dawna, od początków ludzkiej cywilizacji. Powtarzalność, przewidywalność, praca, reguły i rytuały to najskuteczniejsze narzędzia, chroniące nas przed autodestrukcją. Są źródłem poczucia bezpieczeństwa.

Niestety, także nudy. Na ten fenomen wskazuje także profesor Koczanowski [2]. Ale nudy płynącej z codziennej rutyny nie oceniajmy negatywnie. Bowiem, owszem to niezwykłe wydarzenia wyrywają nas z jej objęć i pozwalają nam poczuć realność naszego istnienia, ale to nuda pobudza nas do zmiany – czyli te niecodzienne zdarzenia generuje. Warto korzystać z zasobu tej naturalnej cykliczności.

Na przykład codzienna rutyna praca-dom sprawi, że nabierzemy ochoty na nowy sport, kino, daleką podróż, nową książkę albo przemeblowanie. Albo coś jeszcze bardziej niecodziennego: nocną mikrowyprawę z dziećmi, hamak na środku salonu lub warsztaty rozwojowe. Trudno nie docenić wpływu tych zdarzeń na nasze życie.

Zamieńmy kontrolę na wpływ

Rodzice w swoich codziennych działaniach bardziej potrzebują wpływu niż kontroli. Taka strategia polega na szukaniu rozwiązań i, w przeciwieństwie do kontroli, jest nastawiona na podmiotową relację.

Z pozycji wpływu widzisz zasoby, emocje i potrzeby nie tylko swoje, ale i drugiego człowieka (zamiast skupiać się na jego brakach). Jesteś w stanie myśleć pytaniami (a nie tunelowo), a także dbasz o swoje granice.

Szukanie rozwiązań z tego miejsca zapewnia nam też perspektywę długoterminową, czyli dbałość o relację: poprzez zwrócenie się z ciekawością w stronę drugiej osoby. A to skutkuje wzajemnym rozwojem i wzrastaniem w tej relacji.

Częstym błędem jest zakładanie, że każda sytuacja jest zagrożeniem zdrowia i życia. Dzieci o wiele więcej skorzystają na wiedzy operacyjnej, że latem można dotknąć kominka, a zimą, gdy się tam pali, już nie niż na dyrektywnym komunikacie „Nie wolno dotykać pieca”.

Na przykład, pomyśl, co się stanie, jeśli zgodzisz się na te lody na deptaku? Albo na jeszcze jedną gałkę lodów? Albo, jeśli ustalicie wspólnie limit dzienny oglądania bajek? Albo umówicie się, że można wchodzić na ślizgawkę „od przodu”, kiedy akurat nikt nie zjeżdża? To mogą być ciekawe eksperymenty dla was obojga!

Wpływ nadaje lekkość rodzicielstwu, gdyż nie usztywnia naszego myślenia w kluczowych momentach. Pozwala nam to podejmować decyzje na bieżąco, ze świadomością chwili, wedle naszych aktualnych potrzeb i możliwości, nawet drwiąc sobie z konsekwencji (ale jak mówił Homek z Doliny Muminków, ci nieszczęśliwi rodzice sądzą, że nigdy już nie będzie im wierzył, jeśli choć raz nie dotrzymają słowa).

Niegrzeczne Książeczki

Seria Niegrzeczne Książeczki to opowieści dla małych i dużych, które rozprawiają się z mitami dotyczącymi dzieciństwa. Czy dziecko zawsze powinno być posłuszne, zjadać wszystko z talerza i dzielić się swoimi rzeczami? Książeczki bez jasnego morału, dające przestrzeń na rozmowę i zrozumienie potrzeb, pisane w duchu Porozumienia bez Przemocy.

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

Puść drążek, czyli…

Kiedy puszczamy drążek kontroli, najczęściej wpadamy w panikę. Nic dziwnego, przecież tak długo kurczowo się go trzymaliśmy… Ale nie ma nic przyjemniejszego niż swobodny lot!

Warto pamiętać, że puszczanie kontroli to nie jest poddawanie się. Ono oznacza zaufanie:

  • do dziecka,
  • do partnera,
  • do siebie,
  • do procesu.

Rzeczywiście, takie podejście wymaga większej świadomości i odpowiedzialności. Ale jednocześnie oznacza, że zyskujemy wiedzę na temat samych siebie i tego, na czym nam tak naprawdę zależy w relacji z dzieckiem i innymi ludźmi. Zyskujemy także spójność, poprzez rozkodowanie swoich lęków i schematów. I odpowiedź na niebagatelne pytanie: na czym mi zależy? Co jest dla mnie ważne?

[1] L. C. Gibson, Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców, tłum. M. Szymańska-Błotnicka, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018, s. 112.[2] L. Koczanowicz, Lęk i olśnienie. Eseje o kulturze niepokoju, Instytut Badań Literackich PAN, 2020.

Avatar photo

Autor/ka: Marta Szperlich-Kosmala

Filozofka, pedagożka, terapeutka. Autorka książki Noszenie dzieci (Wydawnictwo Natuli).
Od 2016 uskrzydla rodzicielskie wyzwania, tworząc przestrzeń wsparcia dla rodziców Boska Nioska.
Realizuje projekt zmiany społecznej Tata Przewija pod patronatem Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Nagrywa podcast nie tylko dla rodziców Podwójne espresso.
Niegdyś obywatelka świata: mieszkała od Sztokholmu po Tel Awiw. Teraz mieszka z rodziną w stuletnim domu w Górach Świętokrzyskich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.