Kategorie
wychowanie

O wychowaniu w duchu szacunku do dziecka

O wychowaniu w duchu szacunku do dziecka, empatycznej komunikacji, odejścia od kar i nagród na rzecz budowania trwałej relacji itd., słyszy się coraz więcej. Słyszy się różnie: a to o bezstresowym wychowaniu, a to o eksperymencie na własnych dzieciach, a to o psychologicznych bredniach

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Często jest też to podejście przyjmowane ciepło i życzliwie, jednakże z pewnym ALE:

  • Fajna sprawa, ale jak się ma dwójkę dzieci, to się tak nie da.
  • Teoria teorią, ale życie życiem.
  • Wszystko pięknie, ale z moim dzieckiem się po prostu nie da tego stosować.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

książki dla rodziców

Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny

30,36 PLN

Stwórz empatyczną rodzinę, w której każdy czuje się ważny.

Czego oczekujemy?

Myślę, że wiele zależy od tego, czego oczekujemy od tego podejścia i jak je rozumiemy. Jeśli bowiem mamy wizję, że to empatyczne podejście to wielogodzinne tłumaczenie dziecku, dlaczego nie może wkładać bratu palca do oka, tłumaczenie ze słodkim uśmiechem i bardzo spokojnym tonem; że to gotowość do bycia na każde zawołanie dziecka, bycie zawsze cierpliwym, zadowolonym, zrelaksowanym rodzicem otwartym na to, co też dzisiaj nasza pociecha wymyśli – to tak chyba się nie da nawet mając tylko jedno dziecko. Jeśli oczekujemy, że wprowadzimy tę rewolucję do naszego życia, i nagle nasze wymagające uwagi, cierpliwości i zrozumienia dziecko zamieni się w istotę spokojną, opanowaną i wdzięczną za wszystko, co otrzymuje – czeka nas rozczarowanie.

Ja widzę to podejście jako inwestycję. Inwestycja, jak wiadomo, nie musi generować zysków w sposób natychmiastowy. Wymaga czasu. I cierpliwości. I tak rozumiem właśnie swoją rolę – jako inwestora. Kogoś, kto daje swój majątek, by go powiększyć. Daję zatem swoją empatię, czas, zrozumienie, wsparcie, słowa, które budują – to wszystko, co mam najlepszego – i chcę, aby przyniosło zyski. Komu? Nam wszystkim: dzieciom, mnie, otoczeniu, może kiedyś moim wnukom…

Czytasz artykuł … i bardzo dobrze

Piszemy i wydajemy książki, tworzymy magazyn dla rodziców, prowadzimy super księgarnię. Jeśli nas nie znasz… kliknij i

Jak to jest?

Ale zanim dojdę do tego wzruszającego momentu, gdy zasiane ziarenko wyda soczysty owoc, muszę wielokrotnie zagryzać wargi, przyjmować dzielnie trudne sytuacje, radzić sobie z dziecięcym „nie”. Obserwować, jak dzieci się kłócą, biją, odmawiają podzielenia się czymś z siostrą/bratem, obserwować to wszystko i zastanawiać się niepewnie: czy idę dobrą drogą? Czy aby na pewno nie przesadzamy?
A potem często okazuje się, że za którymś wreszcie razem podzielili się, dogadali, troszczyli o siebie. Zamiast napyskować, mówią konkretnie i rzeczowo: „denerwuję się, gdy przekładasz moje rzeczy”. Przyjmują wreszcie naszą odmowę i nie rzucają się na ziemię w akcie rozpaczy. Tak, to jest ten moment, gdy wiemy, że szliśmy dobrze.

Dlaczego inwestuję?

Oczywiście przede wszystkim dlatego że chcę, aby moje dzieci wyrosły na ludzi wolnych, świadomych siebie, autentycznych, potrafiących budować relacje, empatycznych, wrażliwych, itd. Ale jest w tym też nutka egocentryzmu, mówiąc przewrotnie. Nie, nie chodzi o słynną szklankę wody na łożu śmierci – ja po prostu patrzę długofalowo. Teraz, gdy dzieci są małe, łatwo jest mi tupnąć, krzyknąć, powiedzieć coś, co sprawi, aby zachowywały się w pożądany sposób. Czasem zresztą to mi się zdarza i wtedy przez parę godzin „chodzą jak w zegarku”. Tylko co dalej? Po pierwsze, chodzą tylko przez parę godzin, więc musiałabym tupać dość często. Po drugie, częsta ekspozycja na tupanie osłabiłaby jego moc, czyli po niedługim czasie musiałabym tupnąć z podskokiem, potem z okrzykiem, potem z wrzaskiem – pomysły na kontynuację kończą mi się dość szybko…
Po trzecie, i najważniejsze, mam absolutną świadomość faktu, że moje dzieci lada moment poczują swoją siłę i przestanę mieć „przewagę”.
Co wtedy? Jak się dogadamy, skoro przez wiele lat będziemy bazować tylko na mojej „wyższości”? Jak się odnajdziemy w świecie, w którym obowiązywały zasady silniejszych, a pozorny szacunek wobec nich był tylko desperacką próbą przetrwania?

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Basia i przedszkole 
17,51 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Uczucia Gucia. Gucio się boi 
11,35 PLN

Staramy się

Jako mama trójki dzieci codziennie podejmuję wysiłek dopasowania siebie i założonej wizji rodzicielstwa  do temperamentu każdego z dzieci. Każde ma inne potrzeby i wymaga innych „sposobów” komunikacji – różnych, choć wypływających z tego samego źródła. Mam swoje ograniczenia i słabości, a dzieci generują mnóstwo zadań. Nie mam czasu zastanawiać się, czy każdy  mój krok jest stawiany w duchu Attachment Parenting. Pewnie nie jest, ale zamiast to roztrząsać, dążę do meritum: tam, gdzie tylko jest to możliwe, staram się stwarzać dzieciom warunki do jak najlepszego wzrastania. Jeśli akurat się nie da, daję znać, że chciałabym inaczej, ale nie mogę/nie umiem/nie jestem w stanie. I że postaram się kolejnym razem zorganizować to inaczej – jeśli będzie taka możliwość.

Mam bardzo silne przekonanie, że w takim ujęciu da się to zrobić z każdym dzieckiem, niezależnie, ile tych dzieci mamy. I że – ze wszystkich podejść, które znam – jest to podejście najbardziej bliskie życiu.

Małgorzata Musiał

Autor/ka: Małgorzata Musiał

Na co dzień pracuje w toruńskim stowarzyszeniu Rodzina Inspiruje!, prowadząc warsztaty dot. wychowywania, realizując program „Szkoła dla rodziców” i organizując eventy dla rodzin z małymi dziećmi. Jest doradczynią noszenia w chustach oraz jednym z niewielu w Polsce mentorem grup SAFE, profesjonalnie wspierającym świeżo upieczonych rodziców. Skończyła studia pedagogiczne, jednak największym polem doświadczalnym jest dla niej – rzecz jasna – matkowanie trójce potomków. Tym doświadczeniem dzieli się na blogu www.dobrarelacja.pl

1 odpowiedź na “O wychowaniu w duchu szacunku do dziecka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *