NOWOŚĆ: Rozwój seksualny dzieci
| „Czas związany z rodzeniem pozostaje w pamięci do końca życia”. Rozmowa z Katarzyną Oleś

„Czas związany z rodzeniem pozostaje w pamięci do końca życia”. Rozmowa z Katarzyną Oleś

Rozmowa z Katarzyną Oleś – niezależną położną z 30-letnim doświadczeniem, także w przyjmowaniu porodów domowych, autorką książki „Poród naturalny” wydanej przez Wydawnictwo Natuli i Dziecisawazne.pl.

Aga Nuckowska: Obserwujemy skrajnie różne podejścia do porodu dla jednych kobiet to najpiękniejsze duchowe przeżycie, do którego długo się przygotowują, a dla innych to przede wszystkim stres, ból, a nawet najgorsze doświadczenie w życiu. Skąd te dwie postawy?

Katarzyna Oleś: To prawda, że można zaobserwować dwie skrajne postawy, o które pani pyta. A między nimi jeszcze mnóstwo innych sposobów przeżywania porodu… Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze ludzie są po prostu różni i różnych rzeczy oczekują od życia, w tym i od porodu. Niektórzy szukają informacji i dążą do tego, żeby dostać to, czego chcą, inni wolą zaufać profesjonalistom i nie wiedzieć „zbyt wiele”, choć mają wtedy mniejszą szansę, że poród będzie odpowiadał na ich indywidualne potrzeby. Drugim ważnym czynnikiem jest tu przekaz, z którym spotkała się matka. W naszej kulturze o porodzie nieczęsto mówi się dobrze, więc można się spodziewać, że właśnie z takimi relacjami miała do czynienia kobieta. Jeśli przekaz płynie od bliskich kobiet albo utrwala się wielokrotnie powtarzany w mediach, to trzeba naprawdę hartu ducha i świadomego wysiłku, żeby spojrzeć na rodzenie inaczej. Sporo piszę o tym w książce, zamieściłam nawet listę pytań, które kobieta oczekująca dziecka może sobie zadać, żeby odkryć, czego jej potrzeba. No i w końcu, poród nie jest łatwym przeżyciem, angażuje ciało, emocje, ducha. Jest w tym wydarzeniu olbrzymi potencjał, któremu kierunek nadają ludzie –nie tylko sama rodząca, ale także osoby obecne podczas narodzin. Stąd wniosek, że warto poświęcić uwagę wyborowi najlepszych dla siebie towarzyszy porodu.

Rodzaj porodu to dzisiaj kwestia wyboru – cesarskie cięcie na życzenie zaczyna być w Polsce powszechną opcją i kobiety w ciąży często stają przed „dylematem”: poród siłami natury czy cesarka. Oczywiście mają do tego prawo, ale czy te sposoby porodu są sobie równe? Jak wpływają na zdrowie matki i dziecka?

Oczywiście poród naturalny i poród przez cc nie są sobie równe. To dwa różne sposoby rodzenia zupełnie inaczej angażujące mamę i dziecko. Nie potrafię jednak powiedzieć, że poród naturalny jest zawsze lepszy niż cc – czasem wcale nie. Dlatego nie przeciwstawiałabym sobie tych dwu sposobów rodzenia, bo wywołuje to wyłącznie złe emocje. Można dobrze urodzić zarówno naturalnie, jak i przez cc. Wiemy jednak, że statystycznie cc obarczone jest większym procentem komplikacji dla mamy i dziecka i jego przeprowadzenie powinno mieć jasno określony powód. WHO szacuje, że odsetek cc w żadnym rejonie świata nie powinien przekraczać 10–15% – z badań wynika, że taką liczbę usprawiedliwiają powody medyczne. U nas w tej chwili liczba cięć oscyluje w granicach 50%. Warto zadać sobie pytanie dlaczego? Według mnie chodzi o lęk kobiet. Dlatego uważam, że koniecznie trzeba dokonać zmian w opiece okołoporodowej w Polsce w ten sposób, żeby wszystkie kobiety miały realne wsparcie w ciąży, dostęp do pełnej informacji i możliwość skorzystania z różnych opcji rodzenia. Bo to nieprawda, że naturalne porody górą – w Polsce w bardzo niewielu miejscach można urodzić naprawdę naturalnie zamiast drogami natury.

Nie da się też jednoznacznie odpowiedzieć, jak rodzaj porodu wpływa na zdrowie matki i dziecka, bo to zależy. Czasem najlepiej wpływa cc, ale dla zdrowej kobiety rodzącej w niepowikłany sposób zdrowe dziecko zawsze korzystniejszy jest poród naturalny, bo do tego jesteśmy przystosowane my i nasze dzieci.

W swojej książce pisze pani, że umiejętność rodzenia mamy zakodowaną w genach. Ale mam wrażenie, że często trudno nam skontaktować się z tą pierwotną siłą. Czego potrzebuje kobieta, by naturalnie urodzić dziecko?

Kontaktu z pierwotną siłą! Wiary w siebie i naturę. Chęci zmierzenia się z niepewnością, lękiem. Mało z nas to ma. Trzeba więc wysiłku, aby pozbyć się cywilizacyjnego balastu. To niełatwe zadanie, wcale nie wszystkie kobiety chcą się go podjąć. A te, które chcą, muszą wiedzieć, że napotkają przeszkody na drodze. Myślę jednak, że warto podjąć się tego zadania – bo w nagrodę dostaje się nie tylko kontakt z samą sobą, ale też płynącą ze środka pewność siebie. To tak, jak z zanieczyszczeniem światłem – nadmiar sztucznego światła (które przecież niewątpliwie ułatwia nam życie) uniemożliwia ujrzenie w pełni piękna nocnego nieba. Dopiero znalezienie się w odludnym miejscu daje szansę na oszołomienie głębią i pięknem gwiazd; czegoś, co przecież codziennie widzimy… Można więc powiedzieć, idąc dalej za metaforą, że kobieta, żeby urodzić naturalnie, potrzebuje swojego kawałka pustyni.

Nasze mamy rodziły w szpitalu – nie miały innego wyboru. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Obecnie mamy możliwość porodu nie tylko szpitalnego, ale i domowego czy w domu narodzin. Co różni te porody?

No, nie całkiem tak było. I ja, i mój mąż urodziliśmy się w domu w asyście położnej.

A jeszcze nie tak dawno działały w Polsce izby porodowe prowadzone przez położne. Ostatnią, w Lędzinach na Śląsku, zamknięto w 2008 roku po części właśnie dlatego, że kobiety, które wybierały ją na miejsce narodzin swojego dziecka, wychwalały ten sposób opieki pod niebiosa – co było solą w oku pobliskich szpitali. Kobiety podkreślały zindywidualizowaną opiekę położnych, intymność, rodzinną atmosferę, brak rutynowych interwencji medycznych, to, że w każdej chwili mogli je odwiedzać bliscy. W tej chwili podobnie mają działać domy narodzin, odpowiadając na te same potrzeby. Szpitalne porodówki i zwyczaje na nich są bardzo różne: niektóre pozwalają na poród taki, jak w izbie porodowej, inne są bardzo zmedykalizowane (szczególnie, z natury rzeczy, szpitale o wysokim, III stopniu referencyjności).

Różny jest też stopień niezależności położnych pracujących w szpitalach – dlatego warto zasięgnąć języka, kiedy wybiera się miejsce narodzin dziecka. Poród w domu toczy się w naturalny sposób w miejscu, w którym gospodarzami są sami rodzice. To zmienia układ sił między profesjonalistami a rodzicami. Położna jest gościem – i dosłownie, i metaforycznie. Zawsze „przyjmuje poród”, a nie „odbiera go”.

Jeśli chodzi o poród pozaszpitalny, to zawsze potrzebna jest kwalifikacja do niego, aby potwierdzić całkowicie fizjologiczny przebieg ciąży. Szpital przyjmuje wszystkie kobiety, ponieważ ma możliwość udzielenia fachowej pomocy także wtedy, kiedy pojawiają się wątpliwości czy przeszkody natury medycznej.

Z tego, co napisałam powyżej, wynika też inna ważna kwestia – dzielenie odpowiedzialności za poród. W domu i w domu narodzin odpowiedzialność rozłożona jest mniej więcej równo – na rodziców i położną. Oczywiście dotyczy to różnych aspektów rodzenia, ale rodzice niewątpliwie biorą udział w decydowaniu o kształcie całego wydarzenia. W szpitalu, siłą rzeczy, jest to zwykle mniej realne, choć nie niemożliwe.

I jeszcze: zmieniłabym pytanie na takie: co łączy te porody? To, że celem jest optymalne przyjście na świat dziecka i poczucie matki, że zrobiła wszystko, żeby tak się stało.

A jak dzisiaj wygląda opieka okołoporodowa (również w połogu). Czy jest lepiej, niż było kiedyś?

Choć czasem narzekamy na stan położnictwa, to myślę, że dziś jest zdecydowanie lepiej, niż było jeszcze nie tak dawno. Przysługująca każdej kobiecie spodziewającej się dziecka opieka położnej i lekarza, możliwość wyboru miejsca rodzenia, w tym większa dostępność porodów w domu, ale i lepsze wyposażenie wysokospecjalistycznych oddziałów szpitalnych, technologia na usługach profesjonalistów (USG, KTG – to przecież wszystkim znane skróty), dostępność i powszechność badań laboratoryjnych, możliwość znieczulenia porodu, urodzenia w wodzie… To wszystko powoduje, że jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż jeszcze 20 lat temu. I rewolucja – otwarte dla osób towarzyszących sale porodowe i oddziały położnicze. Powolne odwracanie się od rutynowych działań podczas porodu – dużo tych zmian na korzyść. Z drugiej strony bardzo dobrze byłoby, gdyby wszystko toczyło się jeszcze szybciej, a zmiany były trwałe. Najpilniejsze w tej chwili są chyba zmiany dotyczące relacji profesjonaliści–kobiety. Ale to zależy od nas wszystkich.

Podkreśla pani ogromną rolę hormonów w całym procesie porodu. Co możemy zrobić, by nie przeszkadzać ciału podczas rodzenia?

Uwierzyć, że poród to coś sensownego i logicznego, dostosowanego do konkretnej pary mama–dziecko, a nie ciąg przypadkowych, uciążliwych wydarzeń nieskładających się w całość. Nasze ciało wie, a hormony pilnują, żeby nic nie zaburzało tego porządku. Im bezpieczniej czuje się kobieta, tym łatwiej podda się temu, żeby nie korzystać z kory mózgowej (no, powiedzmy: korzystać jak najmniej) – wtedy jest prowadzona przez poród bez udziału swojej świadomości. Ona akceptuje poród, a nie walczy z nim – a on się dzieje.

Gdybym miała podać jakąś jedną receptę na udany naturalny poród, to powiedziałabym: „Zrób wszystko, żeby się nie bać”.

Mówi się, że ból jest sprzymierzeńcem rodzącej, a nie jej wrogiem. Co to znaczy?

Ból sam w sobie nie jest ani zły, ani dobry – jest sygnałem. Często kojarzy się z porodem, ale wcale nie musi być obecny, żeby urodzić. Źle, kiedy przekracza możliwości wytrzymania go przez rodzącą – to poważna komplikacja zagrażająca dziecku i matce. Jest wiele sposobów, żeby rodząca dawała sobie radę z bólem: od psychoprofilaktyki (chodzi głównie o wiedzę o porodzie i zmniejszenie w ten sposób lęku, który potęguje ból), przez inne środki niefarmakologiczne (na przykład kąpiel, masaże, oddychanie), po zastosowanie farmakologii i znieczulenia zewnątrzoponowego. Duża część rodzących kobiet nie musi korzystać z tych możliwości – jeśli tylko uda im się utrzymać ból na akceptowalnym poziomie. Wtedy właśnie to, co czuje ciało rodzącej, jest cenną wskazówką. Powoduje, że mama szukając ulgi, wybiera najkorzystniejszą pozycję ciała, ułatwiając rodzenie się dziecka – dzieje się to nieświadomie. Poza tym zwykle nie pamiętamy, że wcale nie cały czas podczas rodzenia boli – to sygnał kurczącej się macicy. Ból może też być sygnałem ostrzegawczym. Nie powiedziałabym, że kobiety lubią ból porodowy, ale wiele z nas potrafi go zaakceptować i okiełznać, a to daje duże poczucie satysfakcji.

Czy w ogóle możliwy jest naturalny poród bez bólu?

Są rodzące, które nie czują bólu, są takie, które tak dobrze reagują na naturalne metody łagodzenia bólu, na przykład na immersję wodną, że rodzą niemal bezboleśnie. Ale to naprawdę rzadkość.

Myślę o porodzie jako pewnej współpracy matki i dziecka – nie tylko ja rodzę fizycznie, wypychając je przez kanał rodny, ale i rodzi się ono, próbując przez ten kanał przejść. Czy rodzaj porodu ma dla dziecka znaczenie? Albo: czy z perspektywy dziecka rodzaj porodu ma znaczenie?

Tak, oczywiście. Poród naturalny pozwala na domknięcie się wielu procesów fizjologicznych u dziecka, na przykład ułatwia podjęcie efektywnego oddychania po narodzinach, bo ucisk ścian kanału rodnego korzystnie wpływa na płuca. Przechodzenie przez drogi rodne ma duże znaczenie dla układu nerwowego dziecka – pozwala mu się zintegrować, utrwalają się istniejące już połączenia nerwowe, inicjują nowe. Dziecko ma też podczas porodu kontakt z drobnoustrojami zasiedlającymi ciało mamy; przechodzą one na nie, powodując, że bakterie ze świata zewnętrznego nie mają już wolnej przestrzeni do osiedlania się w organizmie dziecka, a ono dostaje wraz matczyną mikroflorą przeciwciała, które je chronią. Rodzące się dziecko doznaje też działania hormonów mamy, które wpływają korzystnie na jego układ hormonalny. Te wszystkie cuda mają miejsce podczas naturalnego porodu. Cały proces rodzenia się wydaje się po prostu sprzyjać adaptacji dziecka do innych warunków życia.

Pisze pani, że „czas związany z rodzeniem pozostaje w pamięci do końca życia”. O co powinnyśmy zadbać, by był to dobry czas?

O to, żeby wiedzieć, czego potrzebujemy, chcemy, co jest dla nas ważne podczas porodu. I o to, żeby umieć o tym jasno powiedzieć. I koniecznie trzeba zadbać o to, żeby mieć w sobie gotowość na zmianę planów, jeśli to okaże się konieczne to na pewno przyda się i potem, kiedy maluch już będzie na świecie.

Katarzyna Oleś (dobrzeurodzeni.pl) – 

niezależna (bardzo) położna rodzinna specjalistka, coacherka, trenerka, tutorka, członkini Ashoki. Współzałożycielka i długoletnia prezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Od prawie 30 lat przyjmuje porody domowe, a największą satysfakcję daje jej świadomość, że jej wnuki mogły przyjść na świat tak, jak pragnęły tego ich matki. Wierzy, że sposób, w jaki rodzą się ludzie, wpływa na losy świata. Autorka książki “Poród naturalny” wydanej przez Wydawnictwo Natuli.

Inne książki wydane przez Wydawnictwo Natuli i Dziecisawazne.pl do kupienia tylko w naszej Księgarni Natuli

Zdjęcie autorki: Agnieszka Dziduszkiewicz/FotoSister


Agnieszka Nuckowska

Redaktor prowadząca dziecisawazne. Terapeutka Gestalt i polonistka. Inicjatorka wielu działań na rzecz dzieci w Polsce i poza nią. Mieszka na wyspie na Pacyfiku.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Poronienie to strata, która zasługuje na żałobę

Juul na poniedziałek, cz. 103 – Zadaniem nauczycieli jest przewodzić w dialogu z uczniami i rodzicami

W jaki sposób technologia może wspierać edukację?

Przejdz do: