Kategorie
wychowanie

Warunkowe rodzicielstwo – nagrody i kary

Wychowanie dzieci podlega pewnym modom. Są takie „techniki wychowawcze”, które szczególnie często polecają sobie nawzajem zaniepokojeni rodzice. Napiszę o dwóch takich modnych metodach. O jednej karze i jednej nagrodzie.

Zacznę od kary…

W najszerszym znaczeniu kara ta znana jest jako time-out, w Polsce rozpropagowana została pod postacią karnego jeżyka. Na czym to polega? Za pewne swoje, nieakceptowane przez nas zachowania dziecko zostaje posadzone na specjalnej poduszce (specjalnym krzesełku) i musi tam spędzić określoną ilość czasu. I warto oczywiście, żeby okazało skruchę.

Jeśli komuś się to kojarzy ze starym, tradycyjnym staniem w kącie albo wychodzeniem za drzwi, to są to skojarzenia jak najbardziej prawidłowe. Wszystkie te sposoby opierają się na jednej zasadzie: wiemy, jak trudnym doświadczeniem jest dla dziecka izolacja od rodzica i jego akceptacji.

Dlaczego ta kara „działa”?

Dlatego, że dziecko bardzo boi się odrzucenia, jest zależne od aprobaty rodzica i potrzebuje kontaktu z nim i jest w stanie wiele zrobić, żeby tego go nie stracić. A jednak… nie do końca działa. Najlepszym dowodem na nieskuteczność tej metody jest czas, po jakim trzeba ją stosować ponownie do podobnego lub nawet tego samego zachowania.

[reklama id=”67740″]

Jestem zdecydowaną przeciwniczką time-out i mam kilka poważnych argumentów przeciw tej metodzie:

  • dziecko, które siedzi na jeżyku bądź stoi w kącie, rzadko odczuwa skruchę i chęć poprawy. Dużo częściej czuje się skrzywdzone i niezrozumiane. Zazwyczaj jest wściekłe na osobę, która je ukarała, a z drugiej strony bardzo boi się utraty relacji z tą osobą
  • dzieci, które „robią coś źle”, nie robią tego dla przyjemności ani z chęci dokuczenia. Robią tak, ponieważ nie radzą sobie z emocjami, a także kiedy nie potrafią znaleźć innego sposobu na zaspokojenie swoich potrzeb. Jeżyk nie uczy samokontroli oraz radzenia sobie z trudnościami. Uczy za to tłumienia emocji i tego, że potrzeby dziecka są dla rodziców mało ważne, najważniejszy jest spokój. Zamiast budować zaufanie, sami je w ten sposób niszczymy
  • bardzo często karny jeżyk używany jest w sposób zupełnie destrukcyjny: w celu ukarania dziecka za przeżywanie i okazywanie uczuć, które trudno nam zaakceptować. Dziecko najczęściej nie potrafi sobie z nimi poradzić i zaczyna zachowywać się coraz gorzej albo wręcz przeciwnie: zamyka się w sobie.

A co z nagrodą?

Druga, równie popularna metoda to nagroda w postaci naklejek, żetonów, punktów, uśmiechniętych buziek. Dziecko dostaje ją za to, że zrobiło coś pożądanego, a czasem po prostu za to, że było grzeczne.

Ta metoda, choć jej stosowanie jest bardzo kuszące, ma bardzo wiele minusów:

  • każda nagroda jest w pewnej perspektywy karą. Kiedy nagradzamy za coś dziecko, równocześnie dopuszczamy możliwość, że kiedyś tej nagrody może nie dostać. To wprowadza w nasze relacje element warunkowej akceptacji
  • pragniemy, aby dzieci zachowywały się w określony sposób nie dlatego, że liczą na nagrodę, tylko dlatego, że cenią i rozumieją wartości, jakie za tym zachowaniem stoją. Nagradzanie dzieci pozbawia je wewnętrznej motywacji do robienia rzeczy, za które je nagradzamy, a czasem uniemożliwia jej rozwinięcie się.
  • nalepki, słoneczka itp. bardzo często stosowane są też w miejscach, gdzie jest wiele dzieci, powodując zawsze rywalizację i poczucie porażki u tych, którym nie udaje się być najlepszymi. A zwłaszcza u tych, które są najgorsze
  • równie częste jest odraczanie nagrody nawet u bardzo małych dzieci. Dziecko jest grzeczne w przedszkolu, to w domu dostaje w nagrodę słoneczko. Najczęściej jest przy tym tak, że dziecko już nie za dobrze pamięta za co ta nagroda jest.

Stosowanie time-out i nalepek przypomina mi podawanie syropu na gorączkę dziecku, które ma zapalenie płuc. Zamiast znaleźć przyczynę zachowania dziecka, zajmujemy się najbardziej kłopotliwym objawem, który w dodatku często jest sposobem, w jaki dziecko radzi sobie z trudną dla siebie sytuacją. W dodatku dzieci zaczynają wierzyć w to, czego dowiadują się od nas na swój temat. Zaczynają wierzyć, że są niegrzeczne i tak się zachowują.

Co więc zamiast tego?

  • zamiast time-out polecam time-in czyli pielęgnowanie bliskich relacji z dzieckiem, wspieranie go w wyrażaniu swoich potrzeb, wzmacnianie go, bycie przy nim, gdy przeżywa silne emocje,
  • zamiast warunkowych nagród, gdy dziecko jest grzeczne, okazywanie mu zainteresowania, obdarzanie niewartościującą uwagą, spędzanie wspólnego czasu na co dzień.

Te sposoby nie dają może tak szybkich efektów, ale kiedy te efekty się już pojawią, są dużo bardziej trwałe.

Agnieszka Stein

Autor/ka: Agnieszka Stein

Psycholog dziecięcy. Zajmuje się wspieraniem rodziców w ich wysiłkach wychowawczych i pomocą w kryzysowych sytuacjach. Prowadzi warsztaty umiejętności wychowawczych dla rodziców i wspiera profesjonalistów pracujących z dziećmi. Jest autorką książek z nurtu rodzicielstwa bliskości: "Dziecko z bliska" i "Dziecko z bliska idzie w świat". Prywatnie jest mamą chłopca w wieku szkolnym.

10 odpowiedzi na “Warunkowe rodzicielstwo – nagrody i kary”

Gdyby była mamą kilkorga, a przynajmniej 2-3 dzieci w wieku dorosłym (które prowadzą uczciwe i szczęśliwe życie!) mogłabym słuchać jej pouczeń.
Ma za małe doświadczenie, żeby uczyć setki czy tysiące rodziców. A wykształcenie… No cóż.. psychologia to psychologia. Teoria tylko..

Zupełnie dziwna logika myślenia mamo.
W myśl tego co piszesz, bezsensowne jest w ogóle jakikolwiek kształcenie się i wykształcenie. Może i jest nieco prawdy w tym, że np. często w tej czy innej dolegliwości pomoże prędzej starsza Pani “znachorka” niż młody lekarz albo też lepiej doradzi ci w problemie prawnym ktoś dojrzały, kto sam przez jakąś matnię prawną przeszedł aniżeli pierwszy lepszy młody prawnik, ALE… Nie znaczy to, że każdy młody lekarz, prawnik, czy też przedstawiciel każdego innego zawodu musi być z zasady nic nie wart w tym co robi tylko dlatego, że jest młody.
Według mnie Pani Agnieszka ma rację. A mądre wychowanie dziecka jest procesem trwającym całe jego życie, każdego jednego dnia i w każdej jednej godzinie, a nadto często stoi w sprzeczności z otaczającym nas współczesnym, szalony, biegnącym za modą i materią światem…

A cóż też takiego w tekście jest, z czym się szanowna “mama” nie zgadza i co sprawia, iż rzekomy brak doświadczenia autorce wytyka?
Może w takim razie niech się podzieli własnym, skoro, najwyraźniej, czegoś innego “mamę” nauczyło.

dobry post – wystarczy pomyśleć o bodźcach rządzących dziećmi jak i dorosłymi, spojrzeć z punktu widzenia dziecka (z punktu widzenia psychologii eksperymentalnej). Proces współpracy i komunikacji otwartej (tłumaczenie, edukowania dziecka) to najlepsza droga jego rozwoju zamiast kar i nagród.

Życie nie polega na karach i nagrodach (może praca, a nawet w pracy prędzej rozwiązuje się problemy komunikacją i współpracą, zamiast reglamentowanymi karami).

No takie proste i jakie skuteczne! Swietnie opisane metody!
Szczególnie porada czym zastapic te nieskuteczne i prechistoryczne metoty rodem z epoki kamienia łupanego!
2 proste metody szczegółowo tu opisane i uargumentowane dają mi poczucie jasnosci drogi, teraz juz wiem co nalezy robić!
Dziękuję!
Dzis dzieki temu wpisowi po tym jak nasz Jaś utopił kota Leona w sedesie uznalismy ze razem ze zrozumieniem dokończony dzieła! Razem z mezem i 8 letnim Jasiem po utopieniu Leona obcielismy mu lapki a korpus zrzucilismy z dachu (10 pietro) Leon rozmaslił sie na chdniku tuz obok wozeczka dziecka nszych sąsiadów. To bardzo nas do siebie zblizylo! Teraz juz wiem jak stosować metlde time in! Tylko nie moge pojąć sasiadow dlaczego krzyczelu ze dziecka o malo im nie zabilismy i że sadystami jesteśmy. .. Leon i tak juz stary byl i nudny, utykal na lape i nie chciał sie bawic z naszym Jasiem… to dla tego dal sie jelop utopic w kiblu naszemu guwniarzowi :) dziekuje Ci Agnieszko teraz damy sobie rade :D

Nikt nie ma racji i wszyscy maja racje. Gdyby istnial swietny, uniwersalny sposob wychowywania dzieci, ludzkosc pewnie juz by sie zorientowala na czym on polega. Dzieci, rodzice, otoczenie, sytuacja, dieta, pora roku, godzina, samopoczucie to za duzo zmiennych zeby opracowac staly system.

Zgadzam się w 100%. Każdy człowiek jest inny i żyjemy w różnych środowiskach, z tąd nie da rady opracować jednej jedynej metody wychowawczej. Za to posiadamy coś takiego cennego jak INTUICJA. Ja np. stosuje metodę “time out” wtedy kiedy czuję, że w danym momencie to pomoże mojemu dziecku. Jednak nie każe synkowi siedzieć na jakimś dywaniku ileś tam minut. Idę z nim do jego pokoju, mówię żeby ochłonął i sobie przemyślał całą sytuację. Po czym wychodzę z jego pokoju mówiąc, że jak już “przemyśli ” i ochłonie to czekam na niego… Syn przychodzi czasem od razu, czasem po paru minutach uśmiechnięty, spokojny, a i ja jestem spokojna i sama mam czas na przemyślenie i kilka głębszych oddechów. Uważam, że w ten sposób dziecko uczy się jak radzić sobie z negatywnymi emocjami, a przede wszystkim uczy się wyciszania. Mnie np tego nie nauczono i jestem, a raczej byłam znerwicowanym człowiekiem. Dopiero wychowując syna uczę się samej siebie i naprawiam w sobie to, co było zepsute. Pozdrawiam :)

mamaAga,
jest różnica pomiędzy “posiedź chwilę w spokoju i ochłoń i wtedy porozmawiamy” a “marsz do kąta/jeżyka/Bóg wie co jeszcze nienormalni “rodzice” wymyślą/ i przemyś swoje zachowanie”.
Pamiętajmy, że dziecko to pełnoprawny CZŁOWIEK któy niczego jeszcze nie wie i zasługuje na poszanowanie jego godności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *