Kategorie
Adaptacja szkolna Edukacja Rozwój społeczny

Wracamy do szkoły i co teraz…

Wracamy 1 września i mamy ogromną nadzieję, że przed nami 10 miesięcy stacjonarnej nauki. Długo nas nie było w szkolnych murach, więc i powrót, i pierwsze kilka tygodni mogą być naszym wspólnym świętem. Świętem Spotkania.

Myśląc o nowym roku szkolnym, warto pierwsze tygodnie zaplanować tak, by odpowiadały na potrzeby tych, bez których szkoły nie ma: dzieci. Przed nauczycielami niemałe wyzwanie: odbudowanie społeczności klasowej i społeczności szkolnej po czasie, gdy ikonka, apka, komunikator i czarny ekran determinowały relacje między nauczycielem a jego uczniami, a także między rówieśnikami. 

Nasza wspólna sprawa

Odbudowanie relacji i grupy jest naszą wspólną sprawą. Wszystkich bez wyjątku: nauczycieli, dyrekcji, rodziców, ministerstwa też, choć ono na ten moment wybiera nieco inaczej. Ministerstwo postawiło bowiem na „nadrobienie zaległości”, „wyrównanie dysproporcji” i dlatego od września czeka nasze dzieci dodatkowo 1 godzina tygodniowo z przedmiotów wskazanych przez szkołę, a później ponoć liczba ma wzrosnąć do 3 dodatkowych godzin. Nie wiadomo tylko z ilu przedmiotów. Ministerstwo wybrało więc w pierwszej kolejności wsparcie intelektualne naszych dzieci. O wsparcie emocjonalne, bez którego na nic intelektualne, zatroszczmy się więc my, nauczyciele i rodzice. 

Jak zrozumieć się w rodzinie
Jak zrozumieć małe dziecko
Kiedy szkoła jest problemem

Wracamy do szkoły po bardzo długiej przerwie (z krótkim czasem wspólnego bycia tuż przed wakacjami, krótszym jednak niż same wakacje). To oznacza, że wracamy do nowej, w dużej mierze zapomnianej już przez nas rzeczywistości. Pewnikiem są sale lekcyjne, ławki, dzwonki, gwar na korytarzu.

Do szkół wracają inne dzieci i inni dorośli. Gdzieś usłyszałam określenie „pokolenie pandemiczne”. Wracamy z dziurawymi zasobami, niższą odpornością psychiczną, większymi obawami i wyższym poziomem stresu, z mniejszą zdolnością bycia w grupie czy wreszcie z bagażem trudnych, a czasem dramatycznych doświadczeń rodzinnych. 

Dzieci potrzebują bezpiecznej przestrzeni 

Naszym zadaniem jako dorosłych jest stworzenie w szkole przestrzeni, w której będziemy troszczyć się o dzieci (i o siebie nawzajem), odbudowywać ich poczucie bezpieczeństwa, wspierać ich sprawstwo, akceptować trudności i towarzyszyć pojawiającym się wyzwaniom. A tych będzie od groma.

Na powrót do szkoły warto popatrzeć przez pryzmat tego, co w szkole naturalnie się dzieje i te obszary wesprzeć w pierwszej kolejności. Pamiętajmy, że szkoła jest najpierw miejscem spotkania, a dopiero potem nauki. Przekraczając próg szkoły najpierw nasze dzieci spotykają panią na portierni, koleżankę z klasy i starszego kolegę, swoją wychowawczynię i nauczyciela biologii. Dopiero potem wchodzą do klasy i uczą się równań, interpretacji wiersza, pojęć historycznych itd. Spotkania są naturalnym elementem szkolnej rzeczywistości, dlatego to w nie powinniśmy zainwestować. Spotkania rozwijają przecież kompetencje społeczno-emocjonalne, zaniedbane lub nadszarpnięte w trakcie edukacji zdalnej.

Szkoła miejscem spotkań 

Nie potrzeba niczego poza ludźmi, by odbyło się spotkanie. Ale jest wiele elementów, które mogą sprawić, że spotkanie zamieni się w wykład, prelekcję, przemowę. Kontrola, presja, sprawdzanie, dociekanie, pouczanie – one nie służą spotkaniu. Inaczej ma się rzecz z ciekawością, otwartością, życzliwością, troską. 

Łatwiej o spotkanie, kiedy widzę Tomka, Magdę, Kajetana, a nie przewodniczącego klasy, uczennicę z 5 c czy nowego ucznia w 7b. Widzę dzieci z ich potrzebami, marzeniami i obawami. Widzę i reaguję na to, z czym do mnie przychodzą. Odpowiadam na pytania. Przysiadam się i słucham. Pytam, co słychać. Jak się mają i czego potrzebują. Jestem przy nich z szacunkiem dla ich potrzeby odpoczynku, zmęczenia po 5 lekcji, zniechęcenia po matematyce i ekscytacji po plastyce. Jestem, by akceptować, rozumieć, wyjaśniać, nazywać, pokazywać, dodawać nadziei czy wiary. 

Spotkaniem może być każda  lekcja. Kreatywność, współpraca, inicjatywność to dowody, że oto trwa spotkanie. Kiedy więc zaplanujemy na naszej lekcji takie działania, które wspierają te umiejętności, to budujemy przestrzeń do spotkań właśnie. Każde wspólne zajęcia fizyczne, plastyczne, muzyczne, wyrażanie siebie przez taniec, sztukę – oto formy spotkania. I nie są one zarezerwowane wyłącznie dla plastyki, techniki czy wychowania fizycznego. Te formy ekspresji mogą być obecna na każdym przedmiocie, i wydaje się, że to jest ten moment, w którym warto by świadomie je tam zaprosić. Czasem łatwiej, szczególnie dzieciom w starszych klasach, narysować, wydeptać, pokazać to, co dzieje się w ich świecie wewnętrznym, niż o tym opowiedzieć. 

seria edukacyjna

Nowa szkoła

Książka dla nauczycieli i rodziców, która z pewnością przyczyni się do zmiany polskiej szkoły.

Postawmy na zabawę

O wartości zabawy napisano całe książki, więc ja tu tylko przypomnę, że zabawa to naturalna i bezpieczna aktywność, w czasie której dzieci mogą spotkać się z tym, co bolesne i przepracować różne trudności, a także z tym, co radosne i co „napełnia ich kubeczki”, czyli poprawia dobrostan i pozwala zadbać o dobre samopoczucie. Zabawa z rówieśnikami jest strategią na powrót do tych potrzeb, które bardzo szybko przestały być zaspokajanie w świecie izolacji i edukacji zdalnej. Bawiąc się, dzieci w szybkim tempie zaspokajają m.in potrzebę kontaktu, autentyczności, wyrażania siebie, wpływu, współzależności czy sprawczości. 

Przerwa to czas zabawy. Warto więc pozwolić dzieciom bawić się w chowanego, berka, puszczanie samolotów, prowadzenie na sznurku psów z pomponów. Warto wychodzić na dwór, by dzieci mogły pobiegać, poskakać, popiszczeć, poturlać się. 15 minut to naprawdę sporo czasu, jeśli tylko odpuścimy zmianę obuwia (zapowiadają słoneczny i ciepły wrzesień, choć dziś trudno w to uwierzyć :),  zadajmy sobie zresztą pytanie: co jest ważniejsze – podłoga czy dobrostan uczniów?). 

Bezpieczny dorosły 

Choć nasz powrót pełen jest znaków zapytania i niewiadomych, to wszyscy potrzebujemy nadziei i zaufania do świata, że będzie dobrze. Dzieci wracają z bardzo różnymi doświadczeniami pandemicznymi (utrata pracy przez rodzica, choroba, śmierć czy nawet sam obezwładniający niepokój związany z komunikatami w mediach i samotność przed ekranem). To wystarczający powód, by potrzebować otoczyć się teraz bezpiecznymi, przewidywalnymi, ciepłymi i spokojnymi dorosłymi. Dorosłymi, którzy wybierają bycie z dziećmi zamiast bycia w politycznych rozważaniach, ocenach ministerialnych decyzji, widmie zdalności, hybrydowości czy demonach zaległości programowych.

I nie chodzi o to, by nie mieć swojego zdania, stanowiska czy nie wygłaszać swoich opinii. Chodzi o to, by być w świecie dzieci. Chodzi o to, by dzielić się z nimi swoją wiarą, swoim entuzjazmem. By czerpały z naszego spokoju. Kontenerem naszych niepokojów, frustracji, a może i październikowej bezsilności niech zawsze będzie innych dorosły, nigdy dziecko. 

Pozytywna rutyna 

Oprócz empatycznego dorosłego poziom bezpieczeństwa podnosi to, co dzieci znają i co pozytywnie wpływa na ich dobrostan. Mowa o rutynach czy rytuałach.  Zanim zacznie się wrzesień warto poszukać rutynowych aktywności, które przyczyniają się do zmniejszenia lęku i stresu, a zwiększenia poczucia zadowolenia, spełnienia, szczęścia. Internet kipi od przykładów takich form, np.: 

  • codzienna praktyka uważności na jednej lekcji. Wystarczy nawet taka 5-minutowa. 
  • formy przywitania z uczniami (przybicie sobie piątki, uścisk dłoni, przytulenie). Nawet w reżimie sanitarnym kontakt fizyczny uaktywnia oksytocynę :) 
  • seanse muzyczne. Wszak muzyka nie tylko koi obyczaje, ale też zaprasza nas do kontaktu z sobą. A może zamiast dzwonka kilka przyjemnych akordów? 
  • ściana wdzięczności, przy której kończymy dzień, lub klasowy słoik dobrych chwil. 

1 września już za kilka dni. Zaplanujmy powrót, by było nam wszystkim łatwiej.

Autor/ka: Monika Szczepanik

Mama dwóch dziewczynek, trenerka empatycznej komunikacji, pedagog. Autorka książki "Jak zrozumieć się w rodzinie". Organizuje zimowe i letnie obozy rodzinne w duchu Porozumienia bez Przemocy. Wierzy słowom Rosenberga, że "wystarczy, aby jedna osoba znała język PbP, i to już zwiększa zrozumienie i więź w komunikacji". Współorganizatorka Konferencji Empatii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *