Kategorie
wychowanie

Wychodźmy na spacer codziennie!

Mieszkasz w mieście. Jest jesień lub zima. Dziecko rano odwozisz do przedszkola. Tam przez kilka dobrych godzin bawi się i pracuje w przestrzeni zamkniętej tzn. odizolowanej od świeżego powietrza. Czy taki tryb życia umożliwia dziecku pełnowartościowy i jak najlepszy rozwój?

Mieszkasz w mieście. Jest jesień lub zima. Dziecko rano odwozisz do przedszkola. Tam przez kilka dobrych godzin bawi się i pracuje w przestrzeni zamkniętej tzn. odizolowanej od świeżego powietrza. Przywozisz dziecko do domu, jeśli to możliwe, po piętnastej, szesnastej, czyli gdy w zasadzie jest ciemno lub zmierzcha. Niebo jest szaro-bure, może nawet zanosi się na deszcz, jest zimno. Poza tym miałeś ciężki dzień w pracy i niewiele sił Ci pozostało. Wskakujecie więc do domu. I znów do wieczora przestrzeń zamknięta, czyli, nazwijmy to po imieniu – bardzo mało ruchu i bardzo mało świeżego powietrza. Czy taki tryb życia umożliwia dziecku pełnowartościowy i jak najlepszy rozwój? Czy taki tryb życia jest jedynym możliwym scenariuszem codzienności z dzieckiem w tych niezielonych porach roku? Co zrobić, by dziecko na co dzień pracowało na dobrą kondycję?

Seria Rodzicielska

Jak zrozumieć małe dziecko

#StopTrenowaniu – przeczytaj książkę, która wprowadzi i rozwinie Twoje świadome rodzicielstwo. Rodzicielstwo bez „instrukcji obsługi” i szkodliwych rad.

Zaciśnięte zęby rodzica

Odpowiedź na wszystkie postawione wyżej pytania brzmi;  nie. Po stokroć nie. Nasze dziecko nie musi być skazane na spędzanie całego niemal tygodnia w pomieszczeniach, bez sportu i ruchu. I my sami jako rodzice – też nie musimy tak żyć , a nawet nie powinniśmy – bo to od nas, od naszego wysiłku , samozaparcia i w pewnym sensie także od naszej kondycji zależy kondycja naszego dziecka.

spacery

Aby  zapewnić dziecku, oprócz rozwoju emocjonalno-duchowego,  plastycznego, muzycznego itp. (to wszystko zapewniamy w domach my jako rodzice oraz przedszkola z ich programem edukacyjnym),  także rozwój fizyczny – wcale nie jest konieczne wydawanie pieniędzy na dodatkowe zajęcia sportowe dla maluchów (zresztą takich zajęć edukujących sportowo jest niestety na naszym rynku bardzo mało w porównaniu z bogatą ofertą wszelakich warsztatów ceramiczno-plastycznych czy muzycznych).  Wystarczy zacisnąć zęby, przemóc w sobie niechęć do wyjścia późnym popołudniem z domu i po prostu wyjść – choćby na 30-40 minut, każdego dnia, nawet po ciemku. Codzienna dawka ruchu na świeżym powietrzu to absolutna podstawa i świetny grunt pod rozwój fizyczny dziecka, które w ten sposób nauczy się, że ów ruch i przebywanie na zewnątrz to nie tyle niedzielny luksus, ale naturalny element ludzkiego życia, dobrego samopoczucia, a w konsekwencji zdrowia. Jak takie wyjście ma wyglądać i co wówczas z dzieckiem robić?

Zobaczyć, czy zamarzły kałuże

Pomysłów jest niemal nieskończenie wiele, wszak wszystko zależy od twórczego wysiłku rodziców. Nie potrzeba nigdzie jechać autem, starczy wykorzystać to, co znajduje się w najbliższej okolicy. Bardzo ważna jest przemiana konwencji zwykłego spaceru  każdorazowo w przygodę, połączoną z jakimś zadaniem np. idziemy nad Wisłę pokarmić kaczki, idziemy na pobliski plac zabaw zobaczyć, czy zamarzły kałuże, czy leży śnieg na zjeżdżalni albo czy są tam jakieś dzieci. Zapewne owych dzieci tam nie będzie, wówczas możemy poczuć, że jesteśmy wyjątkowi i dzielni, bo wszyscy teraz siedzą w domach, a my eksplorujemy świat. Przecież każde dziecko tak bardzo lubi poczuć  wyjątkowość…

Natomiast w pobliskim nam parku czy choćby kawałku osiedlowego, zielonego „skwerku” możemy urządzić świetną gonitwę pomiędzy drzewami, pobawić się w chowanego,  w udawanie dźwięków leśnych zwierząt, potworów, czy innych stworzeń.  Najzwyklejszym patykiem możemy przemieniać się nawzajem w przeróżne istoty, które albo nas gonią i straszą, albo czegoś wymagają.

Gdy natomiast mamy w pobliżu jakąkolwiek wewnątrzmiejską rzekę czy  kanał – to i one mogą się dla nas stać prawdziwym placem do zabawy – wówczas organizujemy konkurs rzucania kamieni do wody na odległość, udajemy wędkarzy, bądź karmimy ptaki kawałkami zeschłego pieczywa…

Oczywiście najlepiej, gdy mamy nieopodal domu choćby skrawek parku, skwerku z drzewami, czy placu zabaw, ale i to nie jest niezbędne, by móc sensownie poprzebywać na zewnątrz. Gdy nie mamy w pobliżu żadnego placu zabaw, to wystarczy, że zrobimy z dzieckiem jakąś rundę po okolicy, połączoną ze zbieraniem liści czy szyszek, strącaniem śniegu z okołochodnikowych gałęzi, bądź odbijaniem swoich śladów na śniegu.  Dzieci w wieku przedszkolnym bardzo lubią wszelkie zabawy w chowanie się czy uciekanie – można zrobić coś na kształt minipodchodów tzn. z patyków na chodniku budować strzałki, które doprowadzają do jakiegoś skarbu, a tym skarbem może być nawet zaułek za blokiem, jakiś krzak – potrzeba naprawdę niewiele, by ze zwykłej przestrzeni miejskiej zrobić niezwykłą krainę. Za każdym razem może nam towarzyszyć wyimaginowany Kubuś Puchatek, samochód z ulubionej bajki, z którym się ścigamy, przed którym uciekamy albo na który zastawiamy pułapki.  Można też przemienić spacer w lekcję oznaczeń drogowych, czyli idąc, zauważać znaki i wyjaśniać, co oznaczają. To świetna zabawa nie tylko dla chłopców!

Codzienne wypady to kuźnia pasji

Ilu nas, rodziców, tyle pomysłów. Im więcej próbujemy, tym lepsi się w tym stajemy. Jako mama 4-letniego dziecka gwarantuję, że dzieci z czasem uwielbiają i doceniają takie wypady, a dodatkowych korzyści z nich płynących – nie sposób wyliczyć i nazwać.

Codzienne wypady przede wszystkim stymulują rozwój fizyczny – małymi krokami, ale na co dzień osiąga się najwięcej, to zasada znana każdemu sportowcowi. Owszem, dzieci mają ogromny rezerwuar energii, ale wcale nie jest tak, że nie jest im potrzebny trening do lepszego rozwoju fizycznego. Dziecko, które jest nauczone codziennego wychodzenia z domu, jest świetnie przygotowane do aktywnego spędzenia zimowych ferii czy wakacji w lecie. Jest w stanie czerpać radość z jazdy na nartach, z wycieczki w góry, czy pływania w jeziorze – bo najzwyczajniej w świecie ta aktywność nie przemęcza go fizycznie.

Różowe środy
21,91 PLN
Rodzina i dziecko z chorobą przewlekłą
26,03 PLN

Wyspa mojej siostry
PROMOCJA 21,91 PLN

Poza tym takie dziecko jest w przyszłości mniej narażone na pułapkę siedzącego trybu życia czy uzależnienia od gier komputerowych – bo jego ciało po prostu domaga się codziennej dawki powietrza i ruchu.

Codzienne wypady to inwestycja w charakter dziecka – hartowanie jego ducha oraz nauka tego, ze często do zdobycia tego, co cenne – potrzeba wysiłku  i „zaciśnięcia zębów”.  Często jest tak, że dziecko wcale nie jest chętne do wyjścia z ciepłego i przytulnego mieszkania. Ono też, podobnie jak my, musi pokonać wewnętrzny opór ciała i zmysłów przed wyjściem na zewnątrz zimą. Ale gdy już wyjdzie i przeżyje z nami tą wypadową miniprzygodę – za każdym razem jest pełne radości, odświeżone i następnym razem rozumie, że warto się zebrać i wyjść z domu.

Ponad wszystko codzienne wypady, wzbudzające i stymulujące zainteresowanie światem zewnętrznym, przyrodą (nawet tą miejską) to wykuwanie późniejszych pasji dziecka, które bez wątpienia w przyszłości doceni nasz trud – zwłaszcza ten mały, codzienny i najmniej spektakularny, bo po ciemku i w niepogodzie.

Autor/ka: Magda Derezińska-Osiecka

Doktorantka filozofii UJ, przewodnik tatrzański, utytułowana zawodniczka w skialpinizmie. Współorganizatorka warsztatów i obozów sportowo-przyrodniczych dla dzieci Tatra Running Kids (www.tatrarunning.pl/kids), oraz mama 4-letniego Henia.

8 odpowiedzi na “Wychodźmy na spacer codziennie!”

przecież w przedszkolach to norma wychodzenie na podwórko-nauczyciele wolą z dziecmi wyjsc bo 1.wybiegają się 2.nawdychają powietrza 3.nie trzeba zajec prowadzic, trzymac grupy w ryzach 4.mimo że trzeba pilnować dzieciaczki to jednak jest to relaks,o ile sa w ogrodzie przedszkolnym

niestety w Krakowie mamy ciągle wysokie stężenie smogu… i wszystkie zakazy odstraszają… a szkoda bardzo bo nie ma niczego lepszego niż ruch zimą!

Ja kazdego dnia tlumacze to mojemu mezowi, ktory jest dzieckiem wychowanym w domu domatorem, ktoremu ciezko ruszyc sie
z domu…..mieszkamy w Grecji i klimat tu jest sprzyjajacy codziennym spacerom z dziecmi, mimo to Grecy wychowuja dzieci “po amerykansku “, cala zime nie spotkalam ani jednego dziecka na placu zabaw nawet przy 14 stopniach celcjusza….za to zakopcone bary i restauracje kazdego dnia goszcz rodzicow z dziecmi, ktorym poznym wieczorem serwuje sie frytki i kebaby…..nadwaga greckich dzieci jest zastraszjaca i mimo tego, ze moja corcia tez jest malym lakomczuszkiem i uwielbia siedziec na kanapie i ogladac bajki……nie pozwalam jej na takie zycie i co dzien, nawet w czasie deszczu wyciagam na spacer,ktory okauje sie dla niej najwieksza przygoda i zrodlem emocji…..pozywieniem dla mozgu jest swieze powietrze, tylko tak moze sie rozwijac odpowiednio….i czego, jak czego, ale swiezego powietrza nie powinno nam i dzieciom zabraknac….

Zgadzam się absolutnie – mam silny imperatyw wewnętrzny, który każe mi dzieci wietrzyć każdego dnia, niezależnie od pogody. ALE – ptaków nie karmimy suchym pieczywem, w ogóle ich nie karmimy pieczywem – szkodzi im. Jeśli coś robimy z dziećmi, warto to robić dobrze, prawda?

ogólnie słusznie, tylko sporo tu tego “zaciskania zębów” wg mnie…
co drugi dzien spacer też da radę. jak padamy na pysk (a ja zazwyczaj padam gdy wracam z pracy) to dajmy sobie tez prawo do tego zeby sobie odpuscic. to rowniez bardzo cenna lekcja dla naszych dzieci – mama jest czlowiekiem, ma prawo do zmeczenia itd, należy szanowac jej uczucia, byc dla niej wyrozumialym, empatycznym.

To wszystko prawda tylko zróbmy najpierw cos z kupami na chodnikach i skwerach bo teraz jak jest odwilż jedyna “zabawą” może byc slalom gigant miedzy psią kupą

“ogólnie słusznie” ??? Moim zdaniem to najlepszy tekst jaki przeczytałam! Trzeba zadać sobie przede wszystkim pytanie: dlaczego “padam na pysk”? :) Bo ja owszem również bywam zmęczona, jak każdy człowiek. Nie ma jednak porównania zmęczenie po treningu na świeżym powietrzu, który mnie wzmacnia, hartuje i sprawia, że mam uśmiech na twarzy od rana do wieczora, do zwykłego zmęczenia po całym dniu pracy. Wiem, że warto “zacisnąć zęby”, bo dzięki temu – mam energię, nie padam na pysk, nie narzekam, nie wyżywam się na innych członkach rodziny[ a przyznaję, że miałam z tym problem kiedyś – bo po pracy “padałam na pysk”], a dziecku daję najlepszy przykład i wiem, że to inwestycja bezcenna! Jestem z tego dumna, że rano wstaję pół godziny wcześniej aby dziecko zaprowadzić do przedszkola pieszo [ jeśli jest śnieg, w pozostałych przypadkach moja córka jedzie rowerkiem i wzbudza powszechną litość nad nią oraz wrogość do mojej osoby – bo: ” jak mogę tak męczyć biedne dziecko??” – Śmieszy mnie to:))] . Nie rozumiem dlaczego tak powszechne stało się wspólne użalanie się nad własnym losem, takie w dobrym stylu jest tłumaczenie własnego lenistwa i niechlujstwa przeróżnymi wymówkami?? A najgorsze jest to, że osobiście to nie znam ani jednej osoby, która potrafiłby się przynajmniej przyznać ze skruchą, że jest leniem. A szkoda, bo najczęściej w momencie uświadomienia sobie problemu zaczynamy dążyć do jego rozwiązania.

Fajnie, że zaczyna się coś zmieniać w Polsce [bardzo pomalutku].. , że jest moda na zdrowie. Mam tylko nadzieję, że nie przeminie, bo ogromna większość ludzi w naszym kraju woli wsuwać hamburgery, pić piwko i siedzieć na kanapie:(( Czy ta mądra i silna mniejszość wygra? Czas pokaże. Jak na razie żniwo zbierają choroby cywilizacyjne i nic nie wskazuje na poprawę. Wolimy zwalczać objawy zamiast usuwać przyczyny – nie tędy droga..

A jeśli chodzi o przedszkola, to proponuję się dokładnie przyjrzeć czy dzieci są codziennie na powietrzu. W przedszkolu mojego dziecka w okresie jesienno-zimowym nie wychodzą. Pierwsze wyjście w tym roku 4 marca. Z tego co mi wiadomo to powszechna praktyka, która jest niestety wspierana również przez rodziców. Istnieje bowiem taki “przesąd”, że jak dziecko wyjdzie w zimie, na zimne i wilgotne powietrze to od razu zachoruje.

No i tu jest ten pies pogrzebany!! Proszę przeczytać uważnie artykuł Pani Magdy i zrozumieć sens. Tylko małymi kroczkami można osiągnąć sukces. Jeśli więc dziecko przez większość dni w okresie jesienno- zimowym nie ma kontaktu ze świeżym powietrzem, to rzeczywiście po jednorazowym, okazjonalnym wyjściu może zachorować. Organizm nie jest zahartowany i często osłabiony nieracjonalną dietą. Koło się zamyka. Nic tylko ZACISKAĆ ZĘBY

pozdrawiam serdecznie autorkę tekstu oraz wszystkich fanów zaciskania zębów:)

Agnieszka

Na szczescie u nas nie ma tego problemu: dzieci codziennie niezaleznie od pogody wychodza na dwor w przedszkolu. W szkolach dzieci tez wychodza codziennie. Codzienne wychodzenie po ciemku z malym dzieckiem, ktore po 10 godzinach w placowce ma czesto mniej niz 2h, zeby zjesc obiad, kolacje, pobawic sie domowymi zabawkami i ogolnie nacieszyc domem, nie jest moim zdaniem dobrym pomyslem… Pracujmy nad prz
edszkolami i szkolami, takie jest moje zdanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *