Kategorie
wychowanie

Zabawa – ostatnia deska ratunku w kryzysowych sytuacjach

Dzieci nauczyły mnie wielu rzeczy. Brzmi banalnie, ale jest na wskroś prawdziwe. Tak, jasne, nauczyły mnie zdumiewać się światem, prosić wytrwale, ufać bezgranicznie i masy innych spraw. Ale to, czego na bank nie znalazłabym w sobie, gdyby nie one – to przekonanie, że życie jest nieustającą okazją do zabawy

Gdzie ta zabawa?

Rano trzeba się szybko wyszykować do pracy, szkoły, przedszkola, do obowiązków. W obowiązkach nie ma raczej nic radosnego. Potem trzeba szybko ogarnąć popołudnie – zakupy, obiad, zmywanie i cała reszta. Zero relaksu. I na dobitkę nadchodzi wieczór. Kolacja, mycie, rytuały przekonujące dzieci do orfeuszowych ramion –  krew, pot i łzy. A jutro… to samo od nowa. To gdzie ta okazja do zabawy i spontanicznego śmiechu? Czasem jakaś się zdarzy, ale żeby tak „nieustająco”?

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

książki dla rodziców

Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny

30,36 PLN

Stwórz empatyczną rodzinę, w której każdy czuje się ważny.

Okazja jest wszędzie tam, gdzie mój cudowny plan się załamuje. Gdy mam szybko wyjść, a dziecko właśnie ma inny pomysł na najbliższy kwadrans. Gdy kończę przygotowywać obiad, a dzieci skaczą mi z nudów po głowie. Gdy na myśl o wieczornym obrządku mam gęsią skórkę. I w ogóle wszędzie. O ile przypomnę sobie w odpowiednim momencie o tym, że to jest właśnie ta chwila, by chwycić się brzytwy.

Prawie niezawodnie działa więc u nas samolot transportujący do mycia, kucharz pilnujący, aby serwis obiadowy nie trafił na stół w jadalni (oczywiście kucharz jest ciut tępawy i z pomocą dzieci serwis zawsze wygrywa), oraz potwór uwielbiający bałagan w dziecięcym pokoju (każdy centymetr porządku przyprawia go o efektowne drgawki – zabawki znikają zatem z podłogi w ekspresowym tempie).

Czasem jednak potrzeba wytrwałości

Próbowałam zachęcić kiedyś swoją dwuipółlatkę, aby założyła skarpetki – podłogi zimne, katar do pasa, stopy jak kawałki lodu. Mogłam założyć jej skarpety siłą, ale bardziej niż pewne było, że natychmiast je zdejmie. A poza tym nie chciałam się z nią siłować.
Spróbowałam inaczej.
– Jesteśmy twoimi skarpetkami i właśnie łapiemy twoje nóżki! – zaczęłam człapać w stronę córki, ale ta stanowczo osadziła mnie na miejscu nie pozostawiającym wątpliwości „NIE” – bezwględnie zakazującym.
Chwila konsternacji i próba numer dwa.
– Ojej, to może złapiemy te nóżki – nieudolnie usiłowałam naciągnąć skarpety na swoje stopy.
Kolejne bezwględne „NIE”.

Właściwie chciałam powiedzieć ze zniecierpliwieniem, że nie mam czasu na fochy, proszę natentychmiast zakładać skarpetki i już! Ale jakoś dałam sobie trzecią szansę.
– No gdzie te nóżki, gdzie te nóżki… – posapywałam pod nosem, zakładając młodej skarpetki na uszy. O! Pasuje jak ulał! Wykrzyknęłam triumfalnie po chwili.
– Nie, nie pasuje – sprostowała córka, wciąż jeszcze poważna, ale już nie tak bezwględnie stanowcza.
– Ojej, faktycznie, pomyliłyśmy się. No, tu pasuje! – tym razem skarpetki wylądowały na dłoniach.
– Nie, nie pasuje! – teraz już okrzyk był radosny.

Uff, chyba mamy porozumienie.
– Ojojoj, coś tu nie gra…Może tak? – Skarpety hop na głowę.
– Nie, nie, nie! – śmiech już gulgotał z emocji.
–A.. a może tutaj? – nie spieszę się zbytnio, chwila jest fajna. Skarpety wtykam jej za spodnie.
Kiedy w końcu zabawa się wypala – nie, nie jest to pięć godzin później – córka pozwala sobie założyć skarpetki na stopy, komplementując mnie soczyście – w końcu udało mi się zrobić to tak, jak należy.

Czytasz artykuł … i bardzo dobrze

Piszemy i wydajemy książki, tworzymy magazyn dla rodziców, prowadzimy super księgarnię. Jeśli nas nie znasz… kliknij i

Argument przeciw?

Ile to wymaga zaangażowania i ogromnej energii! Nie mam na to siły. Ani czasu. Uczciwie trzeba przyznać – napominanie, przypominanie, poganianie, straszenie, krzyki, groźby, prośby i cała otoczka – zabierają równie dużo energii. Często nawet więcej. Jednak w pierwszej sytuacji na końcu jesteśmy zadowoleni – z siebie, jako fajnych rodziców, i z naszych fajnych dzieci. A w drugiej mamy dość wszystkiego i wszystkich. Dzieci są w naszych oczach leniwe, nie chcą współpracować, my czujemy się nieudolni i zmęczeni.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Playful Parenting. Rodzicielstwo przez zabawę 
35,11 PLN
Zamiast wychowania. O sile relacji z dzieckiem
26,01 PLN
Potęga obecności 
35,11 PLN

Nie działa? Nie musi

Zabawa z rodzicem jest dla dziecka bardzo ważną, intymną wręcz aktywnością. Usłyszałam kiedyś porównanie zabawy do sytuacji między kochankami – wydaje mi się bardzo trafione. Tego języka miłości trudno uczyć się według sztywnych instrukcji. Można się czymś zainspirować, ale sztywne kopiowanie nie jest dobrą drogą. Wszędzie, a w tym obszarze zwłaszcza – kluczem do sukcesu jest szukanie własnych rozwiązań.

Przy odrobinie wprawy można odkryć, że to trudne, wymagające i pełne obowiązków życie, może mieć inną twarz. Radosną, lekką, taką przyjazną. I to jest chyba najzabawniejsze:)

Małgorzata Musiał

Autor/ka: Małgorzata Musiał

Na co dzień pracuje w toruńskim stowarzyszeniu Rodzina Inspiruje!, prowadząc warsztaty dot. wychowywania, realizując program „Szkoła dla rodziców” i organizując eventy dla rodzin z małymi dziećmi. Jest doradczynią noszenia w chustach oraz jednym z niewielu w Polsce mentorem grup SAFE, profesjonalnie wspierającym świeżo upieczonych rodziców. Skończyła studia pedagogiczne, jednak największym polem doświadczalnym jest dla niej – rzecz jasna – matkowanie trójce potomków. Tym doświadczeniem dzieli się na blogu www.dobrarelacja.pl

4 odpowiedzi na “Zabawa – ostatnia deska ratunku w kryzysowych sytuacjach”

Staram sie robic dokladnie to samo z moim 1,5rocznym Synkiem, czesto efekty bardzo mnie zaskakuja :) ostatnio dalam mu nowe danie i zamiast zachecac Go blagac zeby sprobowal po prostu postawilam przed nim miske i zajelam sie czyms innym, po chwili lyzka byla w buzi i nowe jedzonko bardzo zasmakowalo :) chodzi o to by nie dreczyc swojego dziecka nieustannymi nakazami, zakazami (wiem czasami trzeba, w koncu nie pozwole mu bawic sie nozem czy kuchenka) ale wychowywac je intuicyjnie, to dziala :) zamiast nieustannie krzyczec przy ubieraniu: “stoj, nie wierc sie”, zagadac: “jak robi kotek” itp itd, kiedy nie chce wyjsc z wanny, wystarczy powiedziec: “mozesz wziac jedna zabawke i wychodzimy” tym sposobem pozbylam sie problemow z wrzeszczacym, mokrym bobasem wsciekle latajacym po lazience:) u mnie dziala i to jak!!! :)

Ja też staram się wygłupiać z dzieciakami:) faktycznie zabawa jest najlepszym sposobem na wszystko, tylko czasem brakuje mi pomysłów i cierpliwości:) macie jakieś sprawdzone pomysły na przywołanie dzieci do porządku? przydałaby się jakaś skarbnica sprawdzonych sposobów na dzieci:) a potworka bałaganiarza wypróbuję jeszcze dziś:)

Super! Niech wszyscy czytaja! My, na szczescie, tez juz jakis czas temu odkrylismy ta metode…Na przyklad jak Julia ocigala sie ze wstawaniem rano, nie wolalam jej milion razy, ani sila nie sciagalam niezadowolnej z lozka. Nie! Zdecydowanie NIE! Gwizdalam natomiast i cmokalam na psa Latka i udawalam zmartwinie, ze gdzies przepadl…no i za chwilke Julka przylatywala na czworakach, podszczekujac radosnie(((: Niezaprzeczalnie o wiele mniej energii kosztuje to rozwiazanie a ile daje radosci i jak fajnie pozwala rozpoczac dzien.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *