Kategorie
Ciąża Ciąża i narodziny

„Zamknij lodówkę i więcej się ruszaj”? Fatfobia może mieć długofalowe konsekwencje

Fatfobia, o której stało się głośno miedzy innymi za sprawą wpisu babkibabkom, często dotyka już kilkuletnich dzieci. A efekty upokarzania człowieka z powodu jego wagi utrzymają się dłużej, niż sama nadwaga.

Zaczyna się często niewinnie: kolegę z klasy dzieci nazywają „Pulpetem”, a koleżance ktoś na lekcji wf sugeruje, że na pewno przeskoczyłaby przez kozła, gdyby schudła parę kilo. Czasem matka powie córce, że z taką okrągłą buzią nie znajdzie chłopaka. A jeśli dziecko jest aktywne w internecie – to nierzadko pod zdjęciem dostanie komentarz w stylu „omg, co za grubas xD”. I tak, ziarnko do ziarnka, zbiera się niemała miarka kompleksów, która utrudnia normalne funkcjonowanie także w dorosłości. Fatfobia wcale nie pomaga ludziom schudnąć, a niszczy ich poczucie wartości.

Uwaga! Reklama do czytania

Cud rodzicielstwa

Piękna i mądra książka o istocie życia – rodzicielstwie.

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

Fatfobia w domu i w szkole – matka kazała schudnąć, dzieci się śmiały ze zdrowego jedzenia

Emilia przez lata zmagała się z bulimią. Ewa była, jak mówi, „uzależniona” od diet odchudzających i suplementów. Nikt nie wiedział, że młoda „królowa sportu” samookalecza się i ma depresję. Wspólny mianownik? Doświadczenie fatfobii. W przypadku Emilii matka nie kryła z niechęcią do osób z nadwagą: „Matka mówiła, że grubi ludzie śmierdzą, a mężczyźni brzydzą się takimi kobietami” – opowiada kobieta mająca dziś 33 lata. 

„Matka chełpiła się tym, że nigdy nie ważyła więcej niż 60 kg, nawet w ciąży. Kiedy w okresie dojrzewania zaczęłam tyć w biodrach i mieć rozstępy, zasugerowała mi dietę kapuścianą i zabroniła chodzić ze znajomymi na pizzę. Po godzinie osiemnastej nie mogłam zjeść nic bez poczucia winy. Nawet wzięcie sobie banana spotykało się z negatywnymi komentarzami. Ale i tak, jedząc mało i dużo się ruszając, przytyłam. Byłam wtedy na początku liceum. I stałam się obiektem drwin w klasie – bo niby zdrowo jadłam (odmawiałam nawet wzięcia cukierka, gdy ktoś przynosił je na urodziny!). Byłam nazywana „Rubensikiem” oraz „Kluchą”. 

„Mówiono to z uśmiechem, a ja cierpiałam. W domu ciągle matka kazała mi schudnąć. W końcu nauczyłam się odreagowywać całą wściekłość i wstręt do siebie poprzez wymioty. Rzygałam prawie do trzydziestki. Czasem nadal mam ochotę, gdy jest mi ciężko i się stresuję, ale umiem już inaczej sobie radzić. A matka? Mówi, że robię jej na złość. I uważa, że po ojcu nie umiem kontrolować swojego apetytu, więc pewnie w końcu znów przytyję. To jej największe zmartwienie”. 

Fatfobia w sieci – wuefistka pobudzała klasę do drwienia

Z kolei Ewa z fatfobią, która do dziś utrudnia jej życie, spotkała się przede wszystkim w sieci: „Mam dwadzieścia cztery lata i jestem dzieckiem internetu” – zaczyna rozmowę z uśmiechem. „Zawsze byłam pulchnym dzieckiem. Jak byłam mała, to mówiono, że to urocze, a gdy zaczęłam dojrzewać – nagle stało się problemem dla mojego otoczenia. Rodzice i brat czasem mówili, że widocznie jestem grubszej kości po jakiejś prababci, która podobno nawet podczas wojny była tęga”.

„Ale w szkole miałam już problemy. Wuefistka, gdy nie mogłam przebiec 600 m, pobudzała klasę do drwienia ze mnie, mówiąc, że inne dziewczyny skończą jak ja, jeśli nie będą jadły dużo warzyw i nie będą chciały angażować się w ćwiczenia. A potem dowiedziałam się jeszcze, że moja klasa założyła sobie na portalu społecznościowym grupę, na której wyśmiewano moja zdjęcia, zrobione bez mojej zgody. Pisano tam okropne komentarze i wyśmiewano moje ubrania (nosiłam luźne rzeczy, żeby nie było widać, że jestem grubsza niż koleżanki)” – mówi Ewa. 

„Załamałam się wtedy – zwłaszcza że do tej grupy dołączało coraz więcej osób… bałam się, że zostanę memem. Rodzice, kiedy im o tym powiedziałam, kazali mi nie rozmawiać z ludźmi z klasy, ale jak miałam się niby do wszystkich nie odzywać? Zaczęłam więc intensywnie ćwiczyć, obsesyjnie liczyć kalorie i stosować samoopalacz, bo podobno opalona kobieta wygląda na szczuplejszą. Przeszłam metamorfozę. Ale i tak nie byłam szczęśliwa. Zaczęłam się samookaleczać. Po licencjacie zaliczyłam też pierwszy poważny epizod depresyjny. Pomogły leki. Teraz jestem w terapii. W końcu zaczynam rozumieć, że to nie w mojej wadze był problem”.

Uwaga! Reklama do czytania

Granice dzieci i dorosłych

Prosta w zastosowaniu koncepcja granic osobistych pomaga porozumiewać się i współpracować z dzieckiem, unikać nieporozumień i codziennych dramatów.

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

Fatfobia: hejterom grubych osób nie chodzi o zdrowie

Dlaczego to właśnie osoby plus size mierzą się dzisiaj z hejtem ze strony innych? Na pewno wpływ na tę sytuację ma obecność w mediach (zwłaszcza w tych społecznościowych) smukłych i gładkich ciał, jakich wielu z nas – nawet przy stosowaniu zdrowej diety i dużej ilości ćwiczeń – po prostu mieć nie będzie. Porównujemy między sobą celebrytów, porównujemy innych, porównujemy siebie z innymi. A estetyzowana rzeczywistość Instagrama sprawia, że poprzeczka jest zawieszona naprawdę wysoko. Osoby grubsze (ale także np. te z chorobami skory) nie pasują do sztucznie stworzonego „kanonu”. Są więc wyśmiewane. Nie jest to oczywiście bezpośrednią konsekwencją ich wyglądu, ale braku edukacji antydyskryminacyjnej i otwartości na szeroko rozumianą inność

W naszym późnokapitalistycznym społeczeństwie cenimy sobie również sprawczość i kontrolę. Osoby z otyłością wielu ludziom kojarzą się z brakiem tych cech. „Uosabiają” to, co wydaje się wielu ludziom najbardziej przerażające. A lęk – choćby przed utratą kontroli – nierzadko wywołuje agresję. W dodatku uprzedzenia wobec osób z nadwaga czy otyłością łatwo jest zracjonalizować. Można przecież powiedzieć, że kieruje nami troska o zdrowie. W podobny sposób „broniła się” lekarka, której post o zamienianiu się ciężarnych w wieloryby podpalił internet. Tymczasem hejterom nie chodzi przecież o zdrowie, a o „ulżenie sobie”. Niestety czyimś kosztem.

Otyłość się leczy, a nie wyśmiewa 

Oczywiście otyłość jest poważnym problemem zdrowotnym, którym należy się zająć. W przypadku tej choroby nie wystarczy jednak „mniej żreć i ruszyć tyłek”, jak radzą niektórzy influencerzy. Takie teksty potęgują jedynie poczucie winy u osób z otyłością oraz wzmagają niechęć do nich u innych członków społeczeństwa. Otyłość to choroba wieloczynnikowa. Wymaga więc złożonego leczenia. 

Z jednej strony potrzebna jest odpowiedzialna edukacja żywieniowa i dostęp do zdrowej żywności dla wszystkich. W chwili obecnej możliwość zdrowego odżywiania się często jest przywilejem. Nad polskim morzem zapiekanka i lody kosztują mniej niż zdrowy obiad. Potrzebujemy także mądrze prowadzonych lekcji wf, podczas których młodzi ludzie mogliby nauczyć się cieszyć aktywnością fizyczną, a nie tylko skakać przez kozła lub nosić gumkę do włosów w dni, w które odbywa się wf. Ponieważ otyłości sprzyjają również niektóre inne choroby, a także przewlekły stres, to musimy zapewniać wszystkim obywatelom dostęp do lekarzy specjalistów, dietetyków, a także psychologów i psychoterapeutów. 

Kompleksowe działania w zakresie ochrony zdrowia są oczywiście kosztowne. Jednak w przeciwieństwie do fatfobicznych komentarzy i celebryckich wywodów pełnych uprzedzeń, naprawdę mają szansę pomóc tym osobom, które tego potrzebują.

Autor/ka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Psycholożka, psychoterapeutka, dziennikarka. Pracuje na uczelni jako asystentka oraz w gabinecie jako psychoterapeutka. Razem z mężem prowadzi blog i fanpage „Katolwica&Mąż”.

1 odpowiedź na “„Zamknij lodówkę i więcej się ruszaj”? Fatfobia może mieć długofalowe konsekwencje”

Ludzie przestańcie krytyke nazywać hejtem! Fatfobia? Powiedzenie grubej osobie, że jest gruba. Lepiej się zdrowo odżywiać dla samego choćby zdrowia. Autorka popiera tuczenie ludzi i niezdrową patologiczną sytuacje żywieniową. To po prostu brak kompetencji mimo wykształcenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.