High Need Babies – wyjątkowe dzieci o wyjątkowych potrzebach
| High Need Babies – wyjątkowe dzieci o wyjątkowych potrzebach

High Need Babies – wyjątkowe dzieci o wyjątkowych potrzebach

Wobec ich przejmującego płaczu nie da się pozostać obojętnym. Trudno ułożyć je do snu, wybudza je byle szelest. Ukojenie znajdują jedynie przy piersi lub kołysane w ramionach opiekuna. Wywracają do góry nogami życie rodzinne, domagając się 100% uwagi. Zapewnienie im spokoju i komfortu jest dla rodziców ogromnym wyzwaniem. Sielankowa wizja rodzicielstwa bardzo szybko traci rację bytu.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują naszej miłości

Dan Milman

O kim mowa? High Need Babies – dzieci, które potrzebują więcej. Wyjątkowe dzieci, które poprzez swoje zachowania mówią nam o swoich wyjątkowych potrzebach. Dzieci, które przed swoimi rodzicami stawiają wysokie wymagania co do jakości sprawowanej opieki.

Kim są High Need Babies?

Termin High Need Babies został wprowadzony przez Williama i Marthę Searsów, twórców paradygmatu rodzicielstwa bliskości. Zauważyli oni, że są takie dzieci, których wyróżniające się cechy i zachowania (opisane w dalszej części tego artykułu) są wynikiem specyficznego temperamentu, czyli budowy oraz sposobu funkcjonowania układu nerwowego. Zrozumienie tego biologicznego uwarunkowana jest niezbędne, by odciążyć obie strony relacji: rodziców z poczucia winy wynikającej z przekonania o niewystarczających kompetencjach, a dzieci z etykiet o manipulowaniu czy wymuszaniu. Pozwala również spojrzeć na HNB z wyłączeniem ocen, skupić się jedynie na opisie ich zachowań.

Specyficzne zachowania HNB – co widzimy z zewnątrz?

High Need Babies bardzo dużo płaczą, są zaprzeczeniem powiedzenia, że małe dzieci tylko jedzą i śpią. Łatwo przekraczają próg dyskomfortu – przeszkadza im byle dźwięk, światło, fakt, że leżą w wózku, a nie w ramionach rodzica. W skrajnych przypadkach potrafią płakać, zanim otworzą oczy po przebudzeniu i do ostatnich sekund przed zaśnięciem. Jednocześnie ich reakcja na doświadczenie dyskomfortu jest bardzo intensywna – HNB często nie dają rodzicom sygnałów ostrzegawczych w postaci kwęknięć czy pojękiwania – od razu zanoszą się histerycznym płaczem lub wrzaskiem. Dlatego zapewnienie im komfortowych warunków, a tym samym spokoju staje się często nie lada wyzwaniem dla rodziców.

Dzieci, które potrzebują więcej, bardzo słabo śpią. Ich usypianie to gimnastyka na najwyższych obrotach – bujanie, przytulanie, najlepiej jednocześnie z karmieniem piersią. Nigdy nie zasypiają same, a ich rodzice na stwierdzenie „dzieci przecież lubią usypiać w wózku, może spróbuj?” mają łzy w oczach. Bo HNB często nie tolerują wózków, w najlepszym wypadku można je tam odłożyć po kilkudziesięciu minutach usypiania na rękach. Najczęściej i tak przy tym odkładaniu się wybudzają i zdecydowanie lepiej się czują w chustach i nosidłach (choć to też nie jest regułą). Śpiące HNB potrafi wybudzić byle szelest, strzelająca kość w kolanie przy wstawaniu z łóżka, w którym cudem dziecko zasnęło przy piersi. Szczekający pies na spacerze, głośniejsza rozmowa w oddali również oznaczają koniec drzemki. Jednym z trudniejszych pytań, które można zadać rodzicowi HNB, to „czy już przesypia noc?”. HNB budzą się w nocy niezliczoną ilość razy, szukając bliskości. Jeśli nie jest to moment skoku rozwojowego, nie mają problemów z brzuszkiem ani nie ząbkują, to zasypiają z powrotem przy piersi, dając rodzicom trochę odpocząć. Jeśli jednak są w którymś z powyższych rozwojowych momentów, popłakują długie godziny, także w nocy, nie mogąc znów zasnąć.

O rytmach dnia można zapomnieć – godziny ich spania i karmienia są zupełnie nieprzewidywalne. Wieczorami jednego dnia padają o 19 (po wszystkich rytuałach i wyciszaniu), innym razem buszują do 22. Raz przysną na kwadrans, następnego dnia przesypiają 2,5 godziny (rodzic HNB zwykle sprawdza wtedy, czy pociecha oddycha, ponieważ tak długi sen nosi znamiona fenomenu).

O dzieciach HNB mówi się, że są nieodkładalne. Dążenie do bliskości z opiekunem jest normą dla każdego maluszka – w ramionach dorosłych czują się najbezpieczniej. Jednak HNB w tym dążeniu nie znoszą sprzeciwu – próby odłożenia kończą się wrzaskiem i histerycznym płaczem (które często prowadzą do bezdechu). Ciągłe noszenie jest wpisane w opiekę nad HNB – nie tolerują wózków, własnych łóżeczek i samotnych drzemek w ciągu dnia. Jeśli zaakceptują chustę, życie codzienne jest uratowane – daje to możliwość ugotowania obiadu czy przemieszczenia się z pokoju do łazienki. Jeśli jednak chusta także znajdzie się na czarnej liście, pierwsze miesiące oznaczają dla mamy długie godziny leżenia lub siedzenia w fotelu z małym obywatelem przy piersi.

W momentach aktywności – zarówno jako leżące w miejscu maluchy, jak i raczkujące czy chodzące starszaki – wymagają od opiekunów 100% uwagi. Żadna zabawka czy bujaczek nie są w stanie zastąpić mu interakcji z rodzicem, więc ten nie może się oddalić. Nie potrafią zająć się sobą, potrafią być jednak zafascynowane twarzą i minami opiekuna, szukają kontaktu wzrokowego, doświadczają widocznej ulgi, kiedy rodzic jest w zasięgu. Dla rodzica oznacza to bycie non stop i w 100% dla dziecka bez możliwości zajęcia się swoimi sprawami.

Świat z perspektywy HNB

Wyobraź sobie, że spędziłeś tydzień w SPA – przy dźwiękach wyciszonej, odprężającej muzyki relaksowałeś swoje ciało i umysł, oddając się zabiegom pielęgnacyjnym. Obsługa idealnie o ciebie dbała, zapewniając miękkie szlafroki, idealną temperaturę, wspaniałe posiłki. I nagle budzisz się w nowym miejscu zdezorientowany, gdzie świat funduje ci nieprzyjazne światła, dźwięki i różnice temperatury. Twój układ nerwowy, nieprzyzwyczajony do takich wyzwań, wariuje – natychmiast boli cię głowa, mrużysz oczy i masz ochotę uciec – schować się jak najgłębiej – byle dalej od tej przeraźliwej wielości dźwięków.

Tak wygląda świat HNB przez pierwsze miesiące życia. Ich układ nerwowy funkcjonuje tak, jakby został pozbawiony bariery ochronnej. Neutralne dla nas czy innych dzieci bodźce są przez nie doświadczane jak bombardowanie, z którym nie potrafią sobie poradzić. Przemęczone nie potrafią w tych warunkach zasnąć. Jedyny ratunek to pełne troski i zrozumienia ramiona opiekuna. Ramiona, które potrafią ochronić przed nadmiarem dźwięków i obrazów. Ramiona, które poprzez rytmiczne kołysanie, jednostajny dźwięk, np. suszarki, uspokoją i wyciszą układ nerwowy na tyle, żeby mógł się odprężyć i zapaść w spokojny sen.

W świecie HNB wszystko dzieje się intensywniej: szybciej i mocniej. Dlatego również ich reakcje mają taki charakter: są szybkie, nerwowe i mocne. Zachowania HNB odzwierciedlają to, co zachodzi w ich wewnętrznym świecie. Histeryczny płacz to wołanie o pomoc, natychmiastową interwencję ze strony rodzica. Bo choć z naszej perspektywy coś wydaje się małe i nieznaczące, świat HNB może wywracać do góry nogami.

Dlaczego trudno być rodzicem HNB?

Rodzice HNB często bywają zmęczeni ze względu na długotrwały deficyt snu. Są sfrustrowani, bo muszą odłożyć swoje potrzeby na bok, i często bezradni, bo mimo wkładania całego serca i pokładów własnej kreatywności (o które może siebie nawet wcześniej nie podejrzewali) w opiekę ich dziecko nadal pozostaje niezadowolone. Rodzice HNB czują się często przyparci do muru – potrzeby HNB nie znoszą sprzeciwu. Daje to poczucie braku wyboru, co może prowadzić do frustracji. Ze względu na nieprzewidywalność reakcji dziecka, poczucie braku wpływu oraz ciągłe próby dwojenia i trojenia się w celu uniknięcia płaczu malucha codzienne życie przepełnia stres. Rodzi także napięcia w osobie, która zajmuje się dzieckiem, co potem przekłada się na trudności w relacji partnerskiej. Doświadczenie chronicznego napięcia sprawia, że bardzo łatwo o kłótnie, nawet w błahych kwestiach. W najgorszym wypadku w domu panuje atmosfera przerzucania się winą („ciebie ciągle nie ma”, „źle zajmujesz się dzieckiem”). Tym bardziej ma to znaczenie, że w opiece nad HNB zwyczajnie brakuje czasu dla siebie – na własne potrzeby, pielęgnację związku i bliskość.

Trudno też znaleźć odpowiednie wsparcie. Samo zachowanie dziecka nie jest kłopotem, problem się pojawia, gdy zagubiona matka czy ojciec sięgają po poradniki, które okazują się bezużyteczne, bo wskazówki nie znajdują zastosowań przy HNB. Bezskuteczne wprowadzanie rytmów, jak podpowiadają niektórzy autorzy, dodatkowo pogłębia frustrację, a czytanie o tym, że trzymiesięczne dziecko może spokojnie przespać całą noc, nadwątla jedynie zaufanie rodzica do swoich kompetencji. „Dobre rady” podrzucane przez rodziców dobrze śpiących dzieci wywołują irytację i pogłębiają poczucie osamotnienia. Do akcji często wkraczają też dziadkowie, szczególnie jeśli model wychowawczy rodziców nie jest zgodny z ich pomysłem na wychowanie. Wtedy rodzice, w miejsce tak wytęsknionego wsparcia, słyszą oceny: „rozpieszczasz”, „przyzwyczajasz” czy „dajesz sobą manipulować”.

Utrudnienia (czasem zupełnie nie do przekroczenia) pojawiają się również w życiu codziennym. Można zapomnieć o jeździe tramwajem czy spacerze do warzywniaka. A jeśli się to uda – bez towarzyszących wrzasków dziecka, a tym samym cennych rad przechodniów „może jej/jemu zimno?!” – wycieczka nosi znamiona cudu i daje nadzieję. Tym samym ładuje akumulatory rodzica na kolejnych kilka dni. Pozostaje to jednak ciągle wyjątkiem od reguły. Przy HNB trudno cokolwiek zaplanować, umówić się na spacer czy spotkanie na konkretną godzinę, trzeba się uzbroić w spore pokłady elastyczności i oczekiwać sporej dawki wyrozumiałości od innych.

Czego potrzebują rodzice HNB?

W pełnym wyzwań rodzicielstwie HNB bardzo trudno jest się odnaleźć, dlatego każdy sposób, który może wpłynąć na poprawę jakości życia, jest na wagę złota.

Najlepszym wsparciem dla rodziców HNB są inni rodzice HNB. W takiej relacji specyficzne zachowania dzieci stają się normą, dzięki czemu łatwo jest złapać nić porozumienia, zaczerpnąć inspiracji i nowych pomysłów, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. I przede wszystkim odetchnąć z ulgą ze słowami „uff, nie tylko ja mam tak pod górkę!”. Świadomość, że obok rodziców mniej wrażliwych i dobrze śpiących dzieci na świecie występują także rodzice HNB, przynosi ukojenie. Najlepiej znaleźć takich rodziców tuż obok, by móc spotkać się w parku czy na kawie. Są również fora internetowe, grupy, które skupiają rodziców HNB – służą informacją, radą i słowem pocieszenia w kryzysowych sytuacjach.

Warto poszukać osoby lub osób, które są w stanie odciążyć rodziców w codziennych obowiązkach, takich jak pranie, sprzątanie domu czy gotowanie obiadu. Ten element bywa sporym wyzwaniem, gdyż wymaga przełamania się w dwóch obszarach: proszenia o pomoc (dla wielu osób nie jest to łatwe) oraz odpuszczenia przekonania, że ze wszystkim trzeba wyrabiać się samodzielnie w 100%. W końcu lubimy być niezależni i skuteczni we wszystkich dziedzinach życia. Okazuje się jednak, że przy HNB musimy rozstać się z wizją idealnej matki czy pani domu i pozwolić sobie na to, żeby w naszym domu od czasu do czasu panował bałagan, a obiad był jedynie cieniem tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Pomoc w codziennych czynnościach pozwoli nam skupić się na opiece nad dzieckiem, bo w tym jako rodziców (szczególnie przez pierwsze miesiące) nikt nie jest w stanie nas zastąpić.

Po całym dniu, tygodniu, miesiącu spędzonym w domu z dzieckiem warto na godzinę wyrwać się z domu, by zrobić coś dla siebie. Chodzi o taką czynność, która wcześniej sprawiała nam frajdę – zajęcia tańca, kino czy kawa ze znajomymi. Koniecznie musi to być coś, co pochłonie nas na tyle, że zapomnimy o byciu rodzicem, zajmie naszą głowę bez reszty, by móc zresetować umysł i naładować akumulatory. Może nie zmieni to sytuacji w domu, ale pozwoli wrócić do niego ze świeżością, tak bardzo potrzebną w codzienności z HNB.

Bezpieczny kontener dla emocji, czyli spotkanie z kimś, kto zechce nas wysłuchać, komu rodzic może się wypłakać. Zbierając emocje dziecka każdego dnia, próbując je gdzieś pomieścić, rodzice sami doświadczają natłoku własnych emocji: złości, frustracji, bezsilności. Bolące plecy, 40 minut wyciszania i kombinowania, żeby dziecko zamknęło oczy, sprawia, że czasem rodzic ma ochotę wyć z bólu i rozpaczy. Wtedy przyjaciel staje się instytucją niezastąpioną dla zachowania zdrowia psychicznego i stanu względnej równowagi. Spotkanie w zaufaniu, bezpiecznej relacji pozbawionej ocen, a więc i takiej, w której z łatwością można zrzucić maskę idealnego rodzica, pozwala skanalizować trudne emocje. To swoiste katharsis daje miejsce na kolejne doświadczenia. W tym celu wskazane może być również spotkanie z psychologiem czy psychoterapeutą, by w zaciszu gabinetu zająć się sobą – swoimi emocjami i potrzebami, by odzyskać upragniony spokój.

HNB – kolejna etykieta?

Zastanawiałam się, czy przypadkiem HNB nie jest sposobem na przylepianie łatki, podobnie jak bywa z ADHD, które jako etykieta zaczęło żyć własnym życiem. Znajduję jednak kilka różnic, które mnie uspokajają i upewniają, że posługiwanie się terminem High Need Baby nie przynosi szkody dziecku. Po pierwsze, dlatego, że samo myślenie o dziecku, jak o istocie, która potrzebuje więcej, uruchamia we mnie większą uważność oraz pokłady kreatywności. Tym samym jestem gotowa dawać jej wsparcie i bliskość najmądrzej, jak tylko potrafię, z uszanowaniem jej specyfiki – zarówno obszarów mocnych stron, jak i deficytów. Po drugie, nie zwalniam siebie od odpowiedzialności za pomocą stwierdzenia „dziecko tak ma i tyle”, tylko uwalniam z poczucia winy czy przekonania, że nie jestem wystarczająco dobrym rodzicem. A to uwolnienie służy obu stronom, bo energię inwestuję zwrotnie w szukanie zrozumienia oraz nowych sposobów, jak zaspokoić potrzeby dziecka. Po trzecie, mówiąc o dziecku HNB, nie oceniam go – nie staję się sędzią, który przybija stempel na jakimś arkuszu z diagnozą. Pozostaję uczestnikiem relacji, w której coraz lepiej rozumiem drugą stronę i dzięki temu uważniej, z otwartym sercem reaguję i po prostu jestem.

Specyfika HNB staje się bardzo wyraźna na tle innych dzieci – tych, które lepiej śpią czy mniej płaczą. W tym sensie w tle ukryta jest pułapka porównywania, której trzeba być świadomym. Dlatego sposobem na to, żeby jej uniknąć, jest myślenie w kategoriach „inne”. Dzieci HNB nie są lepsze ani gorsze, po prostu różnią się od pozostałych konstrukcją psychofizyczną.

Zamiast podsumowania

Opieka nad dzieckiem, które potrzebuje więcej, to ogrom wyzwań, które stawia przed rodzicem codzienność. Myślę, że nie będzie nadużyciem stwierdzenie, podobnie jak przy okazji opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym, że akceptacja nowej sytuacji wymaga czasu i cierpliwości. Rodzice muszą mieć czas, by opłakać swoje wyobrażenia i oczekiwania związane z dzieckiem oraz rodzicielstwem. Ten specyficzny proces żałoby dotyczy czasem także własnych potrzeb, z którymi rodzice muszą się rozstać. Droga do pogodzenia z nową sytuacją bywa kręta i zawiła, ale świadomość celu i samo bycie na niej pozwala stopniowo uwalniać dobrą energię, by powitać nowe. Nie lepsze, nie gorsze, ale po prostu inne. I cieszyć się bliską relacją ze swoim wyjątkowym dzieckiem.

Foto: flikr.com/63258847@N02

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ania Siudut

Psycholog, trener, terapeuta Gestalt. Ostatnio najbardziej mama, która praktykuje codzienność. Od pytania: „kim jestem?” woli pytanie „kim się staję poprzez to, co robię?”. Marzy o stworzeniu systemu wsparcia dla rodziców High Need Babies i aktualnie pracuje nad tym, by to marzenie zamienić w rzeczywistość.Pisze bloga pracowniasrodka.pl - o rodzicielstwie, psychoterapii i podróżach na Wschód.
Odwied stronę autorki/autora: http://www.pracowniasrodka.pl/




Bakterie z naszych jelit potrafią leczyć! Probiotyki medycyną przyszłości

Mleko kobiece to wzorzec idealnego pokarmu

Dla jednych piękne, dla innych kontrowersyjne. Nieoczywiste zwyczaje okołoporodowe

Przejdz do:
Ponad 100 tys. rodziców w społeczności dziecisawazne.pl
DOŁĄCZ DO NAS
Wszystko co robimy, o czym piszemy trafia na facebook. Dołącz do nas i bądź z nami w kontakcie.