Intymne części ciała też mają swoje nazwy, jak zwykłe kolano czy ucho... Dlaczego nie warto ich infantylizować?
| Intymne części ciała też mają swoje nazwy, jak zwykłe kolano czy ucho… Dlaczego nie warto ich infantylizować?

Intymne części ciała też mają swoje nazwy, jak zwykłe kolano czy ucho… Dlaczego nie warto ich infantylizować?

W ostatnich latach zaszły duże zmiany w wychowaniu dzieci. Uznajemy, że choć dziecko ma mniejsze od nas doświadczenie, nie jest połową, ale całym człowiekiem i ma równą nam godność. Należy mu się szacunek i przestrzeń do rozwoju. Nie wolno używać wobec niego przemocy. Zauważyliśmy bezsens kar. Szukamy równowagi dla potrzeb wszystkich członków rodziny.

Dzieci mogą zabierać głos, chodzą z nami do restauracji, a nawet mają własne zajęcia na uniwersytecie. A jednak ciągle trudno nam w rozmowie z nimi powiedzieć głośno: penis, łechtaczka, wagina. I wyjaśnić im, czemu je mają.

Słowa mają znaczenie. Ale jak uczyć ich nasze dzieci?

Czy musimy być doskonale wyluzowani i otwarci, żeby podejmować temat ciała i seksualności?
Dlaczego warto jak najwcześniej poświęcić uwagę kwestii edukacji seksualnej w naszych domach?

Kiedy rodzi się dziecko, zastaje wokół siebie gotową rzeczywistość. Jest jak mały obcy w świecie naszych norm, zwyczajów, języka i całej kultury. Od chwili przyjścia na świat maluch całym sobą nastawiony jest na uczenie się i poznawanie, zrozumienie. Jesper Juul namawia rodziców, by przyjęli rolę przewodnika swojego dziecka. Trochę tak, jakby odwiedził nas gość z całkiem innego kręgu kulturowego, a my oprowadzamy go, tłumaczymy i cierpliwie znosimy potknięcia.

Ważnym obszarem poznania są nasze ciała i fizjologia. Większość dzieci naturalnie interesuje się swoim wyglądem, różnicami dotyczącymi płci, zmianami i procesami, które zachodzą w ciele. Wiele razy tłumaczymy im, że zęby mleczne wypadają, a na ich miejsce wyrastają nowe, stałe. Że kolor oczu mają po tacie albo po mamie. Wszystko to pomaga im odkryć, kim są.

“Jak zbudowane jest ucho?”, “Mamo, a po co jest pępek?”, “Tato, czemu masz włosy na rękach?”, “Mamo, twoje cycuszki są miękkie jak poduszki!”, “A jak nazywa się…?”… I o ile łatwo nam przyjmować pytania o budowę, funkcjonowanie i zastosowanie oka, ucha, stawów czy zębów, to przy miejscach intymnych robi się trudniej. Wszystko przez to, że mamy już w głowie „dorosłe nakładki” i zapominamy, że ciekawość dzieci jest zwyczajna, niewinna. Taka sama w przypadku ucha, jak waginy.

Czy to znaczy, że powinniśmy zaprzeczać naszemu skrępowaniu? Oczywiście, że nie. Ono jest naturalne. Mamy prawo się peszyć, odmawiać odpowiedzi czy prosić o czas na zastanowienie się.
Jednak kiedy coś sprawia nam dużą trudność, warto zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze uważnie przyjrzeć się sobie i swoim własnym doświadczeniom, a po drugie… ćwiczyć.

Jako dzieci przeszliśmy swoisty trening i dowiedzieliśmy się, co wypada, a co nie

Niestety większość z nas ma do opowiedzenia mniej czy bardziej traumatyczne doświadczenia związane z własną dziecięcą ciekawością. Przyłapani na „zabawie w doktora”, tak powszechnej i całkowicie naturalnej w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym, byliśmy karani i zawstydzani. Szybko nauczyliśmy się, że coś jest nie tak z pewnymi rejonami ciała, a pewnych pytań się nie zadaje. A ponieważ wstyd jest bardzo bolesny i dotkliwy, nie jest nam teraz łatwo zachowywać się naturalnie i swobodnie wobec dziecięcej ciekawości.

Warto to sobie uświadomić, przypomnieć, objąć łagodną uważnością bolące miejsca.
Warto również poćwiczyć głośne wypowiadanie trudnych słów. Najpierw w samotności.
Potem z partnerem czy przyjaciółką. Oswoić się z tematem możemy też na warsztatach dotyczących dziecięcej seksualności. Takie próby pomogą nam przygotować się na dziecięce pytania.

Jakie słowa są odpowiednie?

„Pisia”, „cipcia”, „muszelka”, wagina, pochwa, wargi sromowe… „Siusiak”, „siurek”„wacek”, penis… Które słowo jest odpowiednie? Które wybrać, kiedy rozmawiamy z dziećmi?

Język polski w temacie nazewnictwa intymnych części ciała nas nie rozpieszcza. Mamy określenia wulgarne, medyczne i zinfantylizowane. Możemy oczywiście szukać własnych określeń, ale zachęcam do oswajania dzieci także z takim słownictwem, jakiego za kilka, kilkanaście lat będą mogły użyć w gabinecie lekarskim. Tak, żeby konieczna czasem wizyta, nie wiązała się z dodatkowym problemem braku słów.

Umiejętność nazwania pociąga za sobą większą świadomość. Jeśli ktoś mówi na własną pochwę „tam na dole”, to czy dokładnie wie, co tam ma i jak o to dbać?

Doskonałą okazją do oswajania słów jest kąpiel i różne codzienne zdarzenia. O wiele łatwiej będzie nam zacząć rozmowę o budowie ciała z dwulatką niż z nastolatką. Im dłużej zwlekamy, tym bardziej nienaturalne wydadzą nam się słowa i tym większe będzie nasze skrępowanie. Dlatego rozmawiajmy od samego początku. Nazywajmy. Wspierajmy nasze dzieci w uczeniu się tak samo tego, że po zębach mlecznych wyrosną im stałe, jak i tego, że urosną im włosy łonowe, piersi, pojawią się polucje. Dla nastolatków dojrzewanie to trudny okres i wielką ulgą może być wiedza, co się dzieje z ich ciałem i że to normalne. Dziecko, które nie może pytać bliskich, staje się samotne. Jest również narażone na zdobywanie wiedzy z ryzykownych źródeł.

Opowiadając dzieciom o seksualności, mamy większy wpływ na to, jaki światopogląd im przekazujemy. Mamy szansę łączyć seksualność z relacjami, umacniać w nich szacunek do własnego ciała, uczyć prawa do „nie”. Im więcej mogą dowiedzieć się od nas w bezpiecznych warunkach, tym bezpieczniejsze będzie ich późniejsze zetknięcie się ze światem.

Świadomość, jak wyglądają narządy płciowe, pomaga rozpoznać, kiedy dzieje się coś niepokojącego. Znajomość odpowiednich słów może pomóc dziecku w poproszeniu o pomoc, kiedy coś je boli, a także kiedy spotka je coś nieprzyjemnego czy zaskakującego. Dzieciom, które rozmawiają z rodzicami o swojej cielesności, które wiedzą, że mogą zadawać pytania i jakich słów używać, będzie łatwiej prosić o pomoc w razie „złego dotyku”. Edukacja w tej dziedzinie jest ważnym elementem ochrony przed molestowaniem.

Pamiętam, że kiedy byłam dziewczynką, pojawiły się w telewizji reklamy podpasek. Był to pewien skandal obyczajowy. Próbowałam to wytłumaczyć mojemu jedenastoletniemu dziś synowi, co skomentował: „Ale, mamo, to bez sensu, to tak jakby zakazywać reklam mydła!”. Podobnie jest ze słowami. To, że nie mówimy penis i wagina, ma dokładnie taki sens, jak zakaz używania słowa kolano.

Foto: flikr.com/cadencrawford

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Katarzyna Gałązka

Mama Gucia, Heli i Danusi, żona Marcina, fotografka, trenerka FamilyLab. Zakochana w filozofii Jespera Juula. W ciągłej zmianie, obecnie jej konikiem jest edukacja seksualna. Prowadzi seminaria inspirujące dla rodziców i wychowawców oraz bloga.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://wrownowadze.blogspot.pt/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

„Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

Czy faktycznie myślisz, to co myślisz? O wielkiej roli przekonań w naszym życiu

Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Przejdz do: