Śpicie z dzieckiem? Czyli jak to jest w praktyce?
| Śpicie z dzieckiem? Czyli jak to jest w praktyce?

Śpicie z dzieckiem? Czyli jak to jest w praktyce?

Dziecko powinno spać samo, łóżko rodziców jest tylko dla nich. Maluch będzie od was zbyt uzależniony. Jeśli pozwolisz spać dzieciom w małżeńskim łóżku, zostaną w nim na długie lata. Spanie z dzieckiem jest niezdrowe. Będziecie ciągle niewyspani. Wasze małżeństwo się rozpadnie, nie będzie miejsca ani czasu na bliskość i seks.

Takie i podobne reakcje budziła często moja odpowiedź na pytania o sen córki. Hania spała z nami. Teraz ma dwa lata i od dziewięciu miesięcy część nocy spędza w naszej sypialni, ale już w swoim łóżku, a część jeszcze dalej pomiędzy nami. Niedługo po skończeniu roku dumna jak paw przeniosła swoją kołderkę do własnego łóżka i codziennie w nim zasypia. W nocy przychodzi do nas i oboje to uwielbiamy. Takie rozwiązanie jest dla nas naturalne – choć nie jest pozbawione pewnych niedogodności.


Dlaczego zdecydowaliśmy się na wspólne spanie z córką?
Z tych samych przyczyn, co na długie karmienie piersią. Natura tak to zaplanowała i nie bez powodu. Do około XVIII-XIX wieku we wszystkich kulturach wspólne spanie z dzieckiem było oczywiste. U wszystkich ssaków młode śpią w rodzinnym gnieździe. Umożliwia to wygodne karmienie naturalne – zmniejsza potrzebę wstawania z łóżka do minimum. Wystarczy się przewrócić na bok i gotowe, a Maluch łatwo zasypia pod pachnącą rodzicami ciepłą kołdrą. Zaspokaja to potrzebę bliskości dziecka, koi jego strach przed samotnością. Pozwala sprawdzić, czy u niego wszystko w porządku, bez nerwowego zaglądania do łóżeczka przy każdym dźwięku. Instynkt podpowiada mu, że utrzymanie blisko siebie rodziców uchroni je przed zamarznięciem, krzywdą ze strony zwierząt, głodem, zapomnieniem. Człowiek jest jedynym ssakiem, którego niektórzy przedstawiciele wymagają, by ich młode spały oddzielnie.

A co, jeśli któreś z rodziców ma obawy, że przygniecie maleństwo podczas snu, że dziecko spadnie z łóżka lub stanie mu się krzywda?
Szczególnie warte uwagi jest to, że spanie z maluchem w łóżku lub chociaż pokoju (dziecko orientuje się węchem!) zostało uznane za czynnik zmniejszający ryzyko wystąpienia zespołu SIDS, czyli nagłej śmierci zdrowego niemowlaka podczas snu.
Absolutnie jednak nie należy spać z dzieckiem po spożyciu alkoholu, narkotyków, w przypadku gdy któreś z rodziców jest palaczem, zażyło środki nasenne lub jest skrajnie zmęczone. W pozostałych przypadkach obawy są przesadzone.
Mój mąż ma bardzo mocny sen, więc gdy córka była niemowlakiem, spała przy ścianie, obok mnie. Lęk o upadek dziecka można zmniejszyć, układając na ziemi kołdrę lub poduszki. Część osób praktykujących wspólne spanie z dzieckiem, zwane czasem co-sleepingiem, zdejmuje jeden bok łóżeczka dziecięcego i przystawia je do dorosłego.

W Europie Południowej, Azji, Afryce i obu Amerykach maluchy powszechnie śpią z rodzicami – czy to w ich łóżku, obok nich na podłodze lub w koszyku przy samym posłaniu. Z krajów uprzemysłowionych wspólne spanie jest powszechne w Japonii.

Dobre rozwiązanie to takie, z którego zadowolona jest cała rodzina. Nieważne, czy śpicie we dwójkę, trójkę czy w piątkę – ważne, by każdy czuł, że jest na swoim właściwym miejscu i wszyscy wspieracie się wzajemnie. Emocje związane z powiększeniem rodziny i zmęczenie nową sytuacją stopniowo się stabilizują, najpóźniej po trzech miesiącach wszyscy dostosowują się do nowej sytuacji i zmieniają nocne przyzwyczajenia.

A co z ojcami? Często nie mogą się odnaleźć w nowej sytuacji, rezygnują ze wspólnego spania i przenoszą się do innego pokoju.
No tak, im może być ciężko, zwłaszcza na początku – muszą być ostrożni, trudniej jest się przytulić do żony. Przyzwyczajamy się jednak do mnóstwa niedogodności w imię wyższego dobra lub zgodnie z wewnętrznym przekonaniem. Pijemy niesmaczne lekarstwo, bo ma nam ono pomóc. Wspólne spanie nie jest idyllą absolutną i często także wymaga drobnych poświęceń. Jest inwestycją w poczucie bezpieczeństwa u dziecka i komfort psychiczny rodziny. Pomaga w utrzymaniu bliskości i we wspólnym przeżywaniu trosk oraz radości. Nie można zapominać, że to tymczasowe, że do wielu rzeczy można z czasem przywyknąć, że maluch podrośnie szybciej, niż nam się wydaje, i warto korzystać z jego wielkiej potrzeby bliskości, póki jest na to czas!

Wspólne spanie z dzieckiem jest przyczyną problemów małżeńskich, nie ma miejsca na seks!
No cóż, tak na prawdę to zwykła wymówka, pretekst do narzekania. Dziecko idzie spać znacznie wcześniej niż dorośli, pozostawia im do dyspozycji cały dom! To wspaniała okazja, by wnieść w życie intymne nową jakość – najważniejsze to pamiętać, że zmęczenie towarzyszy nie tylko początkom rodzicielstwa, ale większości zmian w życiu. Przypomnijcie sobie, ile pracy wymagała przeprowadzka albo nauczenie czystości małego pieska… Musicie być wyrozumiali wobec siebie i partnera, znajdować jak najwięcej plusów w nowej sytuacji. Możecie cieszyć się sobą na zupełnie nowe sposoby.

Jak długo to będzie trwało? Co, jeśli dziecko nie zechce spać w swoim łóżeczku już nigdy?
O to się nie ma co obawiać, czy znacie jakiegoś 16-latka śpiącego z rodzicami? To żart, bo odpowiednie podejście do zmiany miejsca nocnego odpoczynku to połowa sukcesu, druga to wyczucie odpowiedniego momentu. Jeśli wyraźnie podkreślimy, że samodzielne spanie jest wyróżnieniem dowodem na dojrzałość dziecka, zapewnimy mu wieczorne rytuały i wstrzymamy się do chwili, gdy będzie na to gotowe – sukces murowany.
Dla naszej córki właściwy moment nadszedł, gdy skończyła 15 miesięcy. Dostała swoje własne łóżko, pościel, dumna słuchała o tym, że już jest duża i ma miejsce przeznaczone tylko dla niej we wspólnym pokoju. Uwielbia tam zasypiać, jednak w nocy… wciąż wędruje do nas. Rano zwykle nie wiemy o której przyszła, ale rozumiemy, że z nami czuje się lepiej – w końcu jesteśmy dorośli i też nie lubimy spać sami. Przyjdzie taki moment, że prześpi całą noc i spotkamy się rano.

Matki z rozwiniętych cywilizacyjnie krajów (innych niż Japonia – tam co-sleeping jest powszechny), które śpią wspólnie ze swoimi dziećmi, często się tego… wstydzą, uznają to za swoją słabość i obawiają się przykrych konsekwencji. Coś jednak je ku temu pcha, daje im to poczucie szczęścia, a często także widzą, jak bardzo dziecko tego potrzebuje.

Spytałam kilka Mam o doświadczenia związane ze wspólnym spaniem.

Iza, mama 14-miesięcznej Emilki, Kraków


Śpię z Emilką od jej urodzenia. Na początku kładliśmy ją do małego łóżeczka i spała tam aż do pierwszej pobudki w nocy, kiedy przenosiłam ją do siebie. Po kilku nocach stwierdziłam, że to bez sensu, niech śpi ze mną całą noc – z czystej wygody. Nie niepokoję jej przenoszeniem z miejsca na miejsce, a ja po prostu przewracam się na bok i karmię piersią.
Czy wspólne spanie umożliwia nam wysypianie się? Po ponad roku przerywane pobudkami noce dają o sobie znać, ale mam pełną świadomość, że o wiele ciężej by było, gdybyśmy spędzały noc osobno. Spanie razem jest u nas połowiczne. Nie śpimy we trojkę, bo mąż jest tak zestresowany, że coś jej zrobi, że prawie w ogóle nie śpi. Ze względu na pracę potrzebuje się położyć wcześniej niż ja i by nie budzić małej, śpi osobno. Jest mu to trochę na rękę, przesypia całe noce niewzywany do dziecka, co jest minusem nie tylko ze względu na mnie (nie pamiętam kiedy przytuliłam się wieczorem do męża…), ale też na jego tacierzyństwo. Trudniej o bliskość, kiedy nie ma wieczornego rytuału kładzenia się do łóżka i zasypiania obok siebie. Oboje mamy jednak świadomość, że musimy nasze relacje na chwile zawiesić na kołku w kwestii wieczornego wspólnego zasypiania na rzecz Emilki. Powiem szczerze, że przed narodzinami wyznawałam zasadę, że pierwszą najważniejszą relacją jest małżeńska, że nie należy jej degradować po narodzinach dziecka. Teraz uważam, że nie można przesadzić w żadną stronę i pewne deficyty w relacjach małżeńskich można nadrobić w inny sposób, nie kosztem dziecka. Uważam, że małe dziecię nie powinno zostawać samo na noc, musi najpierw dostać kapitał uczuć, aby czuć się bezpiecznie i chętnie spać osobno.
Plusy spania razem dla nas to olbrzymia wygoda, bliskość z córką, poranne pobudki, kiedy widzę pierwszy jej uśmiech – bezcenne chwile nie do zapomnienia!

Anna, mama 7-letniej Zosi i 10-miesięcznego Antosia, Kliczków Mały


Zosia spała z nami do około czwartego roku życia. Do swojego pokoju i łóżka przeniosła się z własnej woli. Przez pierwsze tygodnie przychodziła do nas jeszcze w środku nocy, potem już bardzo sporadycznie. Wspólne spanie nie jest dla nas przeszkodą w wysypianiu się, a w temacie bliskości małżeńskiej jest w naszym przypadku neutralne.
Synek ma prawie 10 miesięcy. Śpimy razem z nim i nie wyobrażamy sobie inaczej. Po porodzie przez miesiąc spałam z synkiem sama, potem dołączył do nas mąż. Dla mnie jest to wygoda. Mały często budzi się w nocy na picie. Sięgam tylko ręką po butelkę, która jest w podgrzewaczu, synek pije i śpimy dalej. Gdyby był w łóżeczku, musiałabym wstawać i trwałoby to znacznie dłużej, nie usłyszałabym jego prośby tak szybko. Poza tym cały czas wiem, co się dzieje. Jeśli np. zacznie wymiotować (co zdarza się np. podczas choroby), jestem w stanie zareagować natychmiast. Uważam, że spanie z rodzicami jest dla dziecka bezpieczniejsze. Gdybym miała jeszcze kiedyś maleństwo, na pewno spałoby z nami. Nie wiem, czy ta decyzja miała wpływ na moją córkę. To otwarta dziewczynka, łatwo nawiązuje kontakt z innymi dziećmi, jest wrażliwa, opiekuńcza w stosunku do młodszych dzieci (nie ma w niej zazdrości o brata). Co do synka, czas pokaże. Dla mnie wspólne spanie jest czymś naturalnym i podpowiadał mi je instynkt od pierwszej chwili, gdy dostałam dziecko po urodzeniu.

Agnieszka, mama 15-letniego Dawida i 2-letniej Mai, Chełm


Dawid spał najpierw ze mną i moim pierwszym mężem (przez dwa lata). Później zostaliśmy sami i spaliśmy razem do około szóstego roku życia syna. Bez problemu wysypialiśmy się oboje. Wspólne spanie fundowało nam ogromną bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Dawid był ze mną bardzo związany, a nasze długie, nawet dwugodzinne rozmowy przed zaśnięciem zbliżały nas do siebie jeszcze bardziej.
Z Mają śpimy prawie od urodzenia w trójkę. Mąż nigdy nie chciał przenieść się na kanapę, chociaż na początku było mu bardzo niewygodnie – założyliśmy, że mimo to będziemy dbać o bliskość. W końcu się przyzwyczailiśmy i bardzo polubiliśmy wspólne spanie. Nikt ani nic nie zastąpi wspomnień o tym, w jaki sposób przebudzała się nasza córeczka – od razu z uśmiechem na ustach. Spaliśmy razem również z tego względu, że karmiłam Maję piersią, więc bliskość, zapach mamy i dostępność piersi była dla niej zbawienna, np. w okresie ząbkowania.
Uważam, że wspólne spanie dostarcza ogromnego zastrzyku miłości który procentuje potem przez całe życie.
Nigdy nie wpływało też negatywnie na stosunki małżeńskie. Wręcz przeciwnie, okazywanie sobie przywiązania i bliskości przez każdego członka rodziny nastraja bardzo pozytywnie i buduje chęć współpracy dla dobra całej rodziny.
Moje doświadczenie pozwala mi już zupełnie nie bać się żadnych zagrożeń płynących z dobrych rad typu, „bo wychowasz maminsynka”. Dawid jest teraz nastolatkiem, dobrze strzeże swojej intymności. Między nami nie ma niezdrowego braku przestrzeni.
Maja śpi teraz w swoim pokoju na własnym, „dorosłym” łóżku. Dopiero niedawno zaczęła przesypiać całe noce sama. Jeszcze do niedawna potrafiła wołać mnie co godzinę albo przychodzić do nas ze swoją bandą pluszaków. Bywało, że ja zasypiałam w jej łóżku i tak sobie przytulone spałyśmy do rana. Absolutnie nie bałam się, że „się przyzwyczai”. Uwielbiam z nią spać. Teraz, gdy większą część nocy śpi sama bez budzenia się i przychodzenia do nas, bardzo za tym tęsknię… i zaglądam do niej, by przykryć kołderką, powąchać pachnące włosy…

Anna, mama 7-miesięcznej Natalki, Piaseczno


Wszystko zaczęło się od tego, że z różnych powodów Natka od urodzenia bardzo często się budziła – w gorszych okresach, związanych np. z ząbkowaniem, zdarzały się noce, kiedy wstawałam do jej łóżeczka co godzinę czy nawet 30 minut. Wyglądałam jak zombi i tak się czułam. Wiecznie rozdrażniona, niedospana, pragnąca chwili spokoju. Niepokorny duch ze mnie, więc nie szłam spać w dzień, razem z córką. Zajmowałam się milionem innych rzeczy.
Któregoś dnia mąż zachorował i przeniósł się na kanapę do drugiego pokoju, tego też dnia Natka trafiła do mnie do łóżka…i to było moje wybawienie. Początkowo nie umiałam jej nakarmić na leżąco, ale próbowałam do skutku, bo już wiedziałam, że dzięki temu się wyśpię i odzyskam pogodę ducha.
Śpimy razem od około trzech miesięcy – najczęściej we dwie, ale zdarza się też we troje. Wielkim plusem tego rozwiązania jest świetne samopoczucie nas obu. Niezapomniane są chwile, kiedy córeczka mnie budzi rano, głaszcząc rączką po twarzy. Widzę jej uśmiech, który mówi: „Witaj mamo”! Jest cudownym promykiem, który codziennie mnie upewnia, że była to dobra decyzja. Uwielbiam, kiedy wtula się we mnie, szukając ciepła i ukojenia. Bardzo sobie cenię to, że śpimy razem. Jestem w stanie szybciej zareagować na sygnały, które wysyła mi córka. Moje wcześniejsze nocne pobudki: wstawanie, podchodzenie do łóżeczka, wyjmowanie Natki, karmienie piersią, odkładanie malutkiej, wsuwanie się do łóżka – w porównaniu z tym, co jest teraz, były ciężką pracą skutkującą chronicznym niewyspaniem. Teraz jestem wypoczęta, zrelaksowana i ma to ogromny, pozytywny wpływ na relacje z moim mężem. Zwyczajnie mam siłę i ochotę na nasze wspólne życie oraz pożycie, a do przyjemnych chwil tak samo nadaje się kanapa jak łóżko w sypialni.
Dzięki wspólnemu spaniu moje dziecko się wyciszyło, mniej płacze i od jakiegoś czasu coraz rzadziej się budzi. Potrafi sama zasnąć w nocy, co gdy spała w łóżeczku, nigdy się nie zdarzyło. Minusem jest to, że nie zmieniam pozycji we śnie i śpię zazwyczaj w jednej, co często skutkuje drętwieniem kończyn. Mój sen jest bardziej czujny, kiedy mam Natkę obok siebie, jednak mimo wszystko wypoczywam, więc to nie jest mocno uciążliwe.
W chwilach kiedy śpimy we trójkę, minusem jest też małe łóżko (160×200). Oboje z mężem nie jesteśmy krasnoludkami i jest nam trochę ciasno, poza tym lubimy mieć sporo przestrzeni.
Mimo tych niedogodności widzę głównie plusy wspólnego spania, nawet jeśli częściej śpię z córką niż z mężem. On to doskonale rozumie i również ceni sobie spokojne noce oraz radosny humor mój i Natki. My mamy całe życie na spanie razem, a Natka teraz tego bardzo potrzebuje. Ten czas nie będzie przecież trwał wiecznie.

Wspólne spanie z dzieckiem to decyzja, którą wszyscy rodzice muszą podjąć sami. Nie warto się tego bać ani czuć winnym, jeśli się tego nie robi. Miłość można okazywać na wiele sposobów i to jeden z nich, zdaniem wielu, bardzo piękny, a przy tym wygodny. Postęp cywilizacyjny brutalnie zachwiał wiarę w instynkty, moda na chłodne wychowanie zaowocowała problemami emocjonalnymi u wielu osób. Zauważmy, że społeczeństwa mniej rozwinięte, wciąż żyjące w zgodzie z naturą, nie mają pojęcia o wielu kłopotach z wychowaniem występujących w cywilizowanym świecie. Warto słuchać siebie i swoich dzieci i pamiętać, że to nasze najbliższe istoty i z okazywanej im czułości, z pozwalania im być z nami nie może wyniknąć nic złego. Dzieci naturalnie dorastają do samodzielności, a przywiązanie i bliskość z rodziną to przecież pozytywne wartości.

Foto

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Paulina Kosiorek

Kiedyś charakteryzatorka w TVP. Dziś wizażystka i stylistka Mam, redaktor, copywriter freelancer, dyrektor kreatywny i marketingowiec Babyetta oraz powstającego El Gato. Certyfikowana doula. Kilka lat spędziła w Dublinie, gdzie prowadziła warsztaty artystyczne dla dzieci różnych kultur, ściśle współpracowała z Art Polonią, pisała do lokalnej prasy. Jest mamą 20-miesięcznej Hani. Razem z mężem dzielnie praktykuje Rodzicielstwo Bliskości. Jest aktywnym członkiem Stowarzyszenia Radości z Bliskości i z zaangażowaniem działa na rzecz rozpowszechniania świadomego rodzicielstwa.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.babyetta.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Dlaczego nuda jest potrzebna?

Naturalne czy stylizowane? Jakie zdjęcia warto zrobić noworodkowi

Kiedy dziecko ciągle mówi “nie”. Rozmowa Moniki Szczepanik i Eweliny Adamczyk

Przejdz do: