Kategorie
rodzina

Dlaczego warto dawać? Kultura daru

Gdziekolwiek pójdziesz by zapytać ludzi, czego brakuje w ich życiu, najczęstszą odpowiedzią z jaką się spotkasz (jeśli nie trafisz na osoby ubogie bądź poważnie chore) będzie „wspólnota”. Co stało się społeczności i wspólnotowości, która do niedawna była podstawą naszego istnienia? Powodów jest wiele – suburbanizacja, zanikanie przestrzeni publicznej, samochód, telewizja, mobilność społeczna… A wszystkie te powody sprowadzają się do jednego – kultury pieniądza.

Samowystarczalność?

Funkcjonowanie wspólnoty w jej tradycyjnym ujęciu jest niemalże niemożliwe, w tak bardzo zmotoryzowanym, mobilnym społeczeństwie jak nasze. To dlatego, że wspólnotowość mocno zasadza się na kulturze darów. Biedniejsze społeczności (np. Afryka) mają silniejsze relacje, niż te bogate. Jeśli bowiem jesteś niezależny finansowo, to nie obchodzi cię aż tak bardzo los twoich sąsiadów czy kogokolwiek innego z twojego otoczenia. Jesteś przecież samowystarczalny, a gdy czegoś ci brakuje, możesz za to zapłacić.

W tradycyjnych, wspólnotowych społecznościach ludzkie potrzeby realizowano w szerszym kontekście. Jeśli wyobcowano by z lokalnej społeczności kowala bądź lekarza, nie byłoby wymiany. Jakość życia byłaby wówczas znacznie niższa. Podobnie w sytuacji, gdy odciąłbyś się od swoich sąsiadów – wówczas nie mógłbyś liczyć na pomoc w przypadku, gdy skręciłbyś kostkę w czasie żniw bądź gdyby spłonęła twoja stodoła. Wspólnota nie była dodatkiem do życia, ale sposobem na nie. Dziś, tylko z lekką dozą przesady można rzec, że nie potrzebujemy nikogo. Nie potrzebujemy rolnika, który wyhoduje nasze jedzenie, bo możemy zapłacić komuś, aby to zrobił. Nie potrzebujemy mechanika, szewca ani żadnej z osób, które produkują rzeczy używane przez nas na co dzień. Oczywiście potrzebujemy ludzi do wykonywania jakiejś pracy, ale nie są to unikalne, pojedyncze osoby. Podlegają oni wymianie, dokładnie tak samo, jak my sami.

Twoje powodzenie = moje powodzenie

W kulturze daru szczęście rozumiane jest jako dobro wspólne – więcej dla mojego sąsiada oznacza więcej dla mnie. To eliminuje rywalizację, alienację i buduje autentyczność w relacjach, swoistą intymność zrodzoną z możliwości współtworzenia. Współczesne społeczeństwa również opierają się na kreatywności, tworzeniu – ale wszystko to dzieje się w specjalistycznych dziedzinach i głównie… dla pieniędzy.

Tymczasem społeczność jest tkana z darów. W przeciwieństwie do dzisiejszego systemu rynkowego, który wymusza konkurencyjność i rywalizację, kultura darów mówi o tym, że więcej dla ciebie oznacza więcej dla mnie, twoje dobre powodzenie oznacza dobre powodzenie także dla mnie. Bogactwo krąży więc w społeczności bezustannie. W tej specyficznej wspólnocie ludzie wiedzą, że ich dary w końcu do nich powrócą, choć często w nowej formie.

Kultura darów w dzisiejszych czasach

Na szczęście dla współczesnych społeczeństw coraz częściej wracamy do źródeł, odkrywając, że budowanie prawdziwej wspólnoty opartej na darach ma potężną siłę. Owa rekultywacja jest częścią przesunięcia ludzkiej świadomości, większego zjednoczenia z naturą, ziemią czy wreszcie – sobą. Niezależność okazuje się bowiem złudzeniem. To co odczytujemy jako niezależność, jest zależnością dużo bardziej niebezpieczną, niż w kulturach tradycyjnych – bo zależną od ludzi obcych i bezosobowych instytucji.

Czym jest kultura darów:

  • Relacja, nie transakcja
    W gospodarce rynkowej liczy się transakcja, w kulturze darów natomiast – relacja. Wartości przedmiotu nie determinuje gra popytu i podaży czy cena rynkowa. Ta wartość wynika z relacji między obdarowującym a obdarowywanym, a także znaczenia tej relacji w społeczności.
  • Waluta społeczna kontra pieniężna
    W kulturze darów ludzie korzystają z waluty społecznej. Jej zadanie nie polega na przeprowadzeniu transakcji, ale na wyrażeniu relacji. Nie da się jej wartości wyrazić za pomocą jednostek monetarnych. Swoistym przykładem waluty społecznej jest facebookowe „Lubię to”.
  • Majątek wspólny kontra majątek własny
    Zdobyty status wynika z zasług a nie stanu naszego konta. Doskonałym przykładem obrazującym to zjawisko jest rytuał zwany „potlacz” wytworzony w rejonie północno-zachodniego Pacyfiku. Wysoki status zdobywali tam nie ci, którzy zgromadzili najwięcej dóbr, ale ci, którzy najwięcej dali społeczności.

Foto: flikr.com/erizof

Autor/ka: Justyna Urbaniak

Piszę zawodowo, prywatnie jestem matką i kurą domową. Z wykształcenia - nauczycielką polonistką, z przekonania - antypedagogiem. Aktualnie, oprócz pisania, dokształcam się w zakresie edukacji alternatywnej, Porozumienia Bez Przemocy, gotowania. Ostatnio również bloguję: http://justynaurbaniak.natemat.pl/.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *