Kategorie
Dziecko Rozwój dziecka

„Jeśli teraz nie nauczy się dzielić, to wyrośnie na samoluba” – prawda czy fałsz?

Chcemy, żeby nasze dzieci miały kompanów do zabawy i były lubiane. Nie dziwi więc fakt, że tak dużą wagę przywiązujemy do tego, czy dziecko jest w stanie podzielić się swoimi rzeczami z innymi. Gdzieś z tyłu głowy słyszymy bowiem natarczywy głos, który powtarza: „Jeśli się nie nauczy dzielić, to wyrośnie na samoluba. Nikt nie będzie chciał się z nim bawić. To będzie moja wina”.

Czy to rzeczywiście prawda? Jak to jest z dzieleniem się u dzieci: czy trzeba je tego za wszelką cenę uczyć? I czy naprawdę dziecko, które często mówi „nie”, broniąc swojej własności, skazane jest na los samoluba?

Dziecięce prawo własności

Na początek spróbujmy wejść w skórę dziecka i zobaczyć świat z jego perspektywy. A ta zmienia się w zależności od wieku i co za tym idzie, etapu rozwoju poznawczo-emocjonalnego. 

Najmłodsze dzieci do ok. 2-3 roku życia wszelkie przedmioty znajdujące się w zasięgu ręki i wzroku traktują jak swoją własność. Jeśli coś je zainteresuje i bardzo chcą to wziąć do rąk, to po prostu próbują to zrobić. Trudno tak małemu dziecku wyobrazić sobie, że bobas obok chce dokładnie tego samego, i jeszcze wziąć tę myśl pod uwagę. Co ważne dzieci w tym wieku mają dużą potrzebę zaznaczania swoich granic, a jednym ze sposobów na jej zaspokojenie jest posiadanie czegoś, co jest tylko ich i nikogo więcej („To jest mój kubek, tylko mój!”, „To moje klocki, ja się nimi bawię!”, „To moja lalka i tylko ja mogę ją czesać!”). 

Dzieci nieco starsze, w wieku ok. 4-5 lat, nie dość, że nadal mają w sobie ogromną potrzebę autonomii, to dodatkowo mogą przywiązywać wagę do konkretnych cech, właściwości danego przedmiotu. Znam chłopca, który innym dzieciom nie pozwalał bawić się tylko jednym niebieskim samochodzikiem. Zapytałam go, podejrzewając o co chodzi, czy ta zabawka ma dla niego szczególne znaczenie. Natychmiast odpowiedział: „Tak, to autko od mojego dziadka. Tylko ja się mogę nim bawić”. 

W przypadku dzieci powyżej 5-6 roku życia do powyższego pakietu potrzeb dochodzi dodatkowo zaznaczanie sprawczości, np.: „To ja ułożyłam klocki, nie wolno ich teraz przekładać!”, „Nie podzielę się tą lalką, bo właśnie ją ubrałam. Od teraz jest moja”. 

Zatem to nieprawda, że małe dzieci, które nie chcą się dzielić, to samoluby i pewnie nigdy nie znajdą przyjaciół. Brak chęci do dzielenia się to normalna, naturalna sprawa, która wynika z etapu rozwojowego. Świadomość tego przynosi ulgę. 

Ważna w tym wszystkim jest też inna perspektywa, którą można zawrzeć w trzech słowach zapożyczonych od Janusza Korczaka: „dziecko to człowiek”. Tak samo jak ja, osoba dorosła, ma zatem prawo do własnego zdania, a idąc dalej, do tego, by decydować o swoich rzeczach i nie dzielić się nimi, jeśli nie ma na to ochoty. 

 „Naprawdę uważam, że lepiej, by dziecko się nie dzieliło, niż aby robiło to pod groźbą kary, ze względu na obietnicę nagrody lub ze strachu przed konsekwencjami, które będą je dotykać przez dziesięć lat („Jeśli nie będziesz się dzieliła/dzielił, to nikt nie będzie chciał się z tobą bawić, nie będziesz miała/miał koleżanek/kolegów”). Jeżeli dzieci nie chcą się dzielić, to wcale nie znaczy, że nie zaczną tego robić za jakiś czas i czekają je trudności w kontaktach społecznych” (1).

Niegrzeczne Książeczki

Pakiet Niegrzeczne Książeczki

126 PLN
Emocje i granice

Seria Niegrzeczne Książeczki to opowieści dla małych i dużych, które rozprawiają się z mitami dotyczącymi dzieciństwa. Czy dziecko zawsze powinno być posłuszne, zjadać wszystko z talerza i dzielić się swoimi rzeczami? 

Dzielenie się jako efekt motywacji wewnętrznej

Jeśli właśnie teraz myślisz mniej więcej tak: „Czyli co, niech się nie dzieli i już? Mam nie reagować, nie wtrącać się, gdy dzieci próbują sobie wyrywać zabawki z rąk? Bez przesady!”, to wiedz, że miałam podobnie. Takie przekonania krążyły mi po głowie i co gorsza, odbierały wszelką przyjemność z wyjść z moim synkiem na plac zabaw. Z jednej strony bowiem czułam, że to okej, jeśli mój potomek nie będzie chciał się dzielić swoimi autkami, a z drugiej nie wiedziałam, jak się zachować w sytuacji, gdy dojdzie do otwartego konfliktu z jego udziałem. Po kilku różnych doświadczeniach: braku reakcji (dzieci same się dogadały albo rozpłakały się na dobre), wkroczenia do akcji  i prób tłumaczenia (raz się podzielił, a innym razem kategorycznie odmówił), interweniowania z inną mamą u boku (prowadziłyśmy zawzięcie negocjacje jak zawodowcy, a dzieci ostatecznie po chwili zajęły się czymś zupełnie innym), zrozumiałam, że z dzieleniem się jest dokładnie tak samo jak z innymi zachowaniami czy umiejętnościami: dzieje się naturalnie, gdy wypływa z wnętrza, w zgodzie z osobistymi przekonaniami, emocjami i potrzebami. 

Zatem przekonywanie dziecka na siłę, że dzielenie się jest fajne, może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Zwłaszcza wtedy, gdy wykorzystujemy swoją przewagę dorosłego. Otóż „czasem dzielenie się występuje nie dlatego, że dziecko odczuwa taką potrzebę, tylko dlatego, że chce być posłuszne woli rodzica. Pojawia się wtedy niebezpieczeństwo, że dzieląc się, zapomni o swoich potrzebach, a nawet przestanie je brać pod uwagę. W przyszłości takie dzieci mogą wchodzić w rolę ofiary (skoro same nie liczą się ze swoimi potrzebami, to inni też się z nimi nie liczą) lub też będą nadmiernie bronić swoich potrzeb, przekraczając granice innych (np. zabierając zabawki lub wchodząc w cudzą przestrzeń zabawy, wręcz „rządząc” innymi). Tymczasem ani pierwsza, ani druga postawa nie ułatwia budowania autentycznych relacji z innymi ludźmi” (2).

Co możemy zrobić jako rodzice? 

Co zatem możemy zrobić, my dorośli, by rozbudzić w dziecku gotowość do dzielenia się? To moje trzy sprawdzone sposoby:

  • daję przykład swoim zachowaniem: dzieci uczą się poprzez obserwację i naśladowanie, jeśli więc mają szansę zobaczyć, jak my sami z przyjemnością dzielimy się swoimi rzeczami z innymi, będą bardziej otwarte na podobne zachowanie i przyjdzie im ono z większą łatwością; oczywiście nie robię tego na pokaz, przykładowo: nie lubię pożyczać innym swoich książek, więc nie mam zamiaru na siłę tego zmieniać i na oczach synka nagle ochoczo dzielić się swoją biblioteczką;
  • zauważam, nazywam i akceptuję emocje dziecka: gdy widzę, że synek nie chce się czymś podzielić, próbuję to ubrać w proste słowa, np.: „Nie masz ochoty dać Tadzikowi koparki, bo za chwilę będzie ci potrzebna?”, „Bardzo lubisz ten samochodzik od taty i boisz się, że Staś go zepsuje”. Nie oceniam, a raczej daję znać, że rozumiem obawy dziecka i dopiero po tych słowach otwieram przestrzeń na perspektywę drugiego malucha i/lub podsuwam rozwiązanie sytuacji, mówiąc np.: „Tadzik z pewnością ucieszyłby się, mogąc chwilę pobawić się twoją koparką”, „A jeśli poprosimy Stasia, żeby uważał na autko?”. Oczywiście nie zawsze jest tak, że efekt moich słów to zgoda synka na pożyczenie zabawek, ale nie o to w tym chodzi: celem jest pokazanie, że dziecko ma wybór, że jego emocje są ok niezależnie od tego, co zadecyduje, i że dzielenie się może być fajne, może sprawić przyjemność obu stronom (dającemu i biorącemu);
  • okazuję empatię drugiemu dziecku i… samej sobie: w sytuacji, gdy mój synek nie chce się dzielić (po tym jak wyraziłam swoje zdanie), akceptuję to i jednocześnie staram się pamiętać o uczuciach drugiego dziecka, które zostaje z pustymi rękoma, mówiąc np.: „Wiem ,że to przykre, gdy nie możemy dostać tego, czego chcemy. Myślę, że Janek ma ważne powody, by teraz się z tobą nie podzielić. Mogę ci jakoś pomóc?” W efekcie często kończy się na tym, że wymyślamy wspólnie zabawę z użyciem rzeczy, które nie były źródłem konfliktu. Staram się także pamiętać o samej sobie, by nie dać się porwać galopującym w głowie myślom typu: „O nie, zaraz będzie afera, płacz i koniec zabawy”, „Wtrącać się czy nie wtrącać, oto jest pytanie!”, „Czy on po prostu nie może pożyczyć tej cholernej koparki?”, dlatego zanim zareaguję, biorę kilka głębokich wdechów i sprawdzam w ciele, czy przypadkiem nie mam w sobie napięcia, którym mogę „zarazić” dzieci i pogorszyć sytuację. Jeśli wyczuwam podskórnie nerwy, nie oceniam ich, a próbuję, najlepiej jak potrafię w danym momencie, wyciszyć się (wtedy do oddechów dodaję osobistą macierzyńską mantrę „To minie, to przejściowe, dam radę”) i dopiero po chwili reaguję.

Dzielenie się zaspokaja jedną z uniwersalnych potrzeb, jaką jest wzbogacanie życia innych. Wychodząc z tej perspektywy, łatwiej jest nam zrozumieć, jak ważne jest, by dzielić się w zgodzie ze sobą, a nie pod przymusem, dla nagrody czy akceptacji ze strony innych. Pozwólmy dzieciom doświadczać przyjemności dzielenia się, biorąc pod uwagę ich możliwości rozwojowe, emocje i potrzeby. Pozwólmy dzieciom na mówienie „nie”, gdy nie są gotowe się dzielić. Nie wychowamy w ten sposób samoluba, a świadomego i empatycznego człowieka. 

Bibliografia:

K. Dworaczyk, Minimediacje z dziećmi. O dzieleniu się, docenianiu, przepraszaniu i świętowaniu. Opowieści i ćwiczenia spójne z ideami Porozumienia bez przemocy, Klett Polska, Poznań 2019, s. 92.

J. Jeżak, Zabawa [w:] Jak zrozumieć małe dziecko. Seria rodzicielska. Książki pierwszego wyboru, red. A. Siudut-Stajura, A. Szwinta-Dyrda, Natuli, 2019, s. 141.

Autor/ka: Aneta Zychma

polonistka, pedagog, konsultantka kryzysowa, bajkoterapeutka. Prowadzi zajęcia relaksacyjne, wspiera rodziców w kryzysie, pomaga rodzinom i dzieciom w żałobie. Autorka bajki o chłopcu chorym terminalnie "Tadzik i rak".
Strona autorki:https://www.tulistacja.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *