Kategorie
Wychowanie

Szarpanie, ciągnięcie na siłę, wyśmiewanie… to też przemoc

Na początek krótka opowieść

Jest maj zeszłego roku, mój synek ma kilka miesięcy. Jadę razem z nim i mężem jako osoba towarzysząca na weekendowy warsztat jogi. Znam wiele osób, które się tam wybierają, więc liczę na to, że w przerwach i wieczorami będę miała z kim porozmawiać, a w czasie, gdy inni będą ćwiczyć, posiedzę sobie z małym na kocyku, pochodzę na spacery, pooddycham świeżym powietrzem, odpocznę. Niestety, pogoda sprawia nam psikusa. Jest bardzo zimno – możliwe są tylko krótkie spacery, żadnego wygrzewania się na kocyku. Przez większość czasu siedzimy z synkiem w pokoju.

W ośrodku jest zimno, docieplamy się grzejnikiem, który właściciele udostępnili ze względu na dziecko. Na rozmowy ze znajomymi też nie mogę szczególnie liczyć – poza przywitaniem się unikają jakichkolwiek wizyt w naszym przybytku. Na rozmowę mam szansę tylko podczas wspólnych posiłków, a i to wyłącznie wtedy, kiedy nie karmię Małego. Robię się coraz bardziej rozgoryczona. W niedzielę rano mój zły humor osiąga apogeum, jestem wściekła. Synek jest, jak na złość, bardzo marudny. Płacze, nie wiadomo dlaczego, nie chce pozwolić się ubrać. Bardzo niedelikatnie naciągam na niego ubranka, mówię podniesionym głosem, nie przytulam. W końcu niemal wrzeszczę: „czy ty zawsze musisz mieć zły humor, kiedy ja jestem wściekła?”. I nagle coś do mnie dociera. Zaczynam się śmiać. W głowie myśl: „Chcesz mieć radosne, zadowolone z życia dziecko? A spójrz na swoje emocje…”

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik pomagający w codziennej opiece nad Twoim dzieckiem

Zobacz w księgarni Natuli.pl

Co jest przemocą, a co nią nie jest?

Co ten wstęp ma wspólnego z przemocą? Bardzo wiele. Od zawsze byłam przekonana, że dziecka nie należy bić, ale gdzieś na peryferiach świadomości krążyły mi wielokrotnie słyszane opinie, że co innego bicie, a co innego klaps wymierzony, gdy dziecko wyprowadzi rodzica z równowagi czy też zrobi coś, co zagraża jego bezpieczeństwu. Klaps to jednak tylko jeden z przykładów przemocy, którą często się usprawiedliwia. A przecież jest nią również szarpanie, popychanie, ciągnięcie na siłę, wrzeszczenie, wyśmiewanie. Bardzo łatwo usprawiedliwiać siebie, mówić, że to dziecko wyprowadziło mnie z równowagi, że przecież jak każdy człowiek mam prawo się zdenerwować… To prawda – mam prawo poczuć złość, bezsilność, nawet wściekłość. Ale nie mam prawa wyładowywać się na dziecku.

Oprócz najbardziej podstawowego argumentu etycznego, który każe szanować drugiego człowieka, przeciwko przemocy w każdej formie przemawia także szereg argumentów “pedagogicznych”. Dla mnie samej najważniejsze są poniższe trzy.

Uwaga! Reklama do czytania

Uwaga! Złość

Jak się złościć nie krzywdząc?!
Niezwykła książka o złości, akceptacji i trudnych momentach.

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

1. Nauka radzenia sobie z emocjami

Po pierwsze, to my – rodzice uczymy nasze dziecko radzić sobie z uczuciami. Jeśli pokażemy mu, że złość można “rozładowywać” przemocą, ono też będzie tak robić. Nie pomogą kazania, napomnienia. Dziecko uczy się przede wszystkim obserwując nasze zachowania.

Przykład? Proszę bardzo. Jakiś czas temu mój Synek miał trudny dzień, a mnie kończyła się cierpliwość. Nie chciałam go w żaden sposób skrzywdzić rozładowując swoją złość, więc z rozmachem rzuciłam plastikowym kubkiem do zlewu. Jakież było moje zdumienie, gdy kilka dni później to on zaczął w przypływie złości rzucać po mieszkaniu tym, co miał akurat pod ręką.

Uwaga! Reklama do czytania

Uwaga! Złość

Są sposoby radzenia sobie ze złością (swoją i bliskich), które nie ranią i nie krzywdzą. Książka pomaga zrozumieć i stosować te metody. 

CHCESZ? KLIKNIJ!

2. Niekrzywdzenie

Po drugie, ale równie ważne. Dzieci, szczególnie małe, są od nas całkowicie zależne. Nie wolno krzywdzić kogoś, kto nie może się przed nami w żaden sposób obronić. Nie ma od tego odstępstwa. I już.

3. Prawo do odczuwania wszystkich emocji

Po trzecie, zanim zareagujemy złością, pamiętajmy – dziecko ma prawo do wszystkich uczuć, również złości, strachu, bezsilności, niezgody na jakieś moje działanie. Jeśli jest małe, a ja nie wyłapię sygnałów niewerbalnych, które daje, pozostaje mu odwołać się do krzyku. Warto wtedy zastanowić się, dlaczego moja pociecha wybuchła. Może niczego nie wymusza, nie jest „niegrzeczna”, tylko nie zaspokoiłam jakiejś jej podstawowej potrzeby.

Jak sobie radzić

Bywa i tak, że nawet bardzo mały człowiek robi coś, świetnie zdając sobie sprawę, że rodzic tego nie akceptuje. Ba, wiele razy słyszał, że nie wolno tak postępować. Mój Syn uwielbia na przykład zjadać wszystko, co znajdzie się na jego drodze. Bywa, że mówię „nie wolno”, a on, patrząc mi w oczy, powoli wsadza do buzi jakiś śmieć, mówiąc jeszcze „mniam, mniam”. To jest moment, w którym mam największą ochotę dać mu przysłowiowego klapsa i “wytępić to zło, które w nim siedzi”. Wtedy najlepiej działa przypomnienie, że mnie – dorosłej – też zdarza się postępować złośliwie i na przekór. Nawet wiedząc, iż coś mi nie służy, czasem nie potrafię się zdobyć na zaprzestanie tego. Taki punkt widzenia pozwala mi spojrzeć z większą wyrozumiałością na małego berbecia i zamiast widzieć w nim zło, zobaczyć czysto ludzkie słabości, których na pewno nie wytępię przemocą. Przemocą mogę je tylko zepchnąć „do podziemia”.

A na co dzień, jeśli mój Syn ma zły dzień, dużo wrzeszczy, w pierwszej kolejności zastanawiam się, jaki ja mam humor. Jeśli sama jestem w paskudnym nastroju, nie mogę wymagać od dziecka, by szczebiotało jak skowronek. A potem myślę jeszcze, jaka atmosfera panuje w moim małżeństwie – jeśli są między mną a mężem jakieś niedokończone sprawy, złość, pretensje, zawsze odbijają się na małym. Jeśli któreś z nas uświadomi to sobie, mamy dobry powód, by pogadać, zrozumieć swoje motywy, przebaczyć i przywrócić harmonię w naszej rodzince.

Próbuję też zauważyć momenty, w których najłatwiej wpadam w złość. Szczególnie trudne były momenty, kiedy byłam gdzieś umówiona na konkretną godzinę, np. z lekarzem czy w urzędzie. Stresowałam się wtedy, że nie zdążę, byłam podenerwowana, a to przerzucało się na synka i powodowało moje niewspółmierne do sytuacji, bardzo nerwowe reakcje. Wybrnęłam z tego w prosty sposób – jeśli tylko pogoda na to pozwala, zaczynamy przygotowania do wyjścia za wcześnie. Jeśli synek ma dobry nastrój, wszystko idzie jak po maśle, po prostu przed spotkaniem idziemy na spacer. A jeśli humor mu nie dopisuje i współpraca jest trudniejsza, mamy czas na spokojne poradzenie sobie z sytuacją.

Akceptacja i zrozumienie

Ciągle trudno mi sobie poradzić w dwóch sytuacjach: kiedy naprawdę źle się czuję fizycznie lub  gdy synek obudzi mnie w nocy, niedługo po tym, jak zapadnę w sen, płacze i przez dłuższy czas nie chce zasnąć.

Trudno mi się wtedy zdobyć na cierpliwość. Choć doświadczenie pokazało mi, że im mniej staram się zdobyć na cierpliwość, a bardziej zrozumieć swoje dziecko, tym łatwiej mi być spokojną, tak po prostu, bez wysilania się w tym kierunku. A jeśli nie da się zrozumieć, warto spróbować zaakceptować – przecież ja też miewam zły humor bez wyraźnego powodu.

Pamiętam czas, kiedy mój synek zaczynał jeść coś więcej niż mleko z piersi. Pewnego dnia zachowywał się przy posiłku okropnie. Pluł, szarpał moją rękę z łyżeczką i jedzeniem tak, że wszystko spadało na niego lub krzesełko, wykładał nogi na stolik. A ja z całej siły starałam się być cierpliwa. W środku gotowałam się ze złości, na zewnątrz zachowywałam spokój. Co na to dziecko? Jak można sobie wyobrazić, wcale nie zachowywało się lepiej. Na drugi dzień obudziłam się z poczuciem, że to nie o to chodzi, że ważna jest akceptacja i zrozumienie, a nie udawana cierpliwość i… przez jakiś czas nie było problemów z jedzeniem.

I na koniec – nie jestem idealną mamą, daleko mi do tego. Zdarza mi się zachować niezgodnie z powyższymi zasadami. Staram się wtedy zauważyć błąd, przeprosić dziecko bez usprawiedliwiania się, wyciągnąć wnioski na przyszłość i iść do przodu bez obwiniania się.

Autor/ka: Agnieszka Łuszczak-Kaczmarek

Z zawodu nauczycielka, z wyboru mama na pełnym etacie, która z radością uczy się od swojego dziecka i dzięki niemu; zwolenniczka porodów naturalnych i ekologicznego stylu życia; jej marzeniem jest zmobilizowanie jak największej rzeszy kobiet do wspierania młodych mam tak, by żadna nie zostawała sama ze swoim dzieckiem, radościami i smutkami.

3 odpowiedzi na “Szarpanie, ciągnięcie na siłę, wyśmiewanie… to też przemoc”

Genialny post!!! Genialny!!!! Podaje dalej. Az serce rosnie! Ja teznie jestem
idealna mama, ale doszlam do tego, ze nie o to chodzi, by byc idealna lecz prawdziwa. I zawsze przepraszam, gdy sobie nie poradze ze swoimi emocjami. To jest tak wazne. W przeciwnym wypadku dziecko sobie wkreca, ze jest „cos z nim nie tak”.

I jak zwykle post o problemie. Dlaczego każdy opowiada o oczywistych problemach, błędach, niedociągnięciach w wychowaniu, a nikt nie napisze jak sobie z tym radzić. Nic, co napisałaś nie jest dla mnie nowe, ale nadal noe wiem jak mam sobie poradzić jak dziecko wpada w histerię, albo uderzy kogoś i ani spokojna rozmowa, ani prośba, ani obietnica nagrody, ani kara nic nie dają. 4 godziny prób i nic. Co z tego, że napiszesz kolejny post o tym jak wejść w buty dziecka, próbować go zrozumieć, tłumaczyć, itp. Dupa. To nie działa. Jak rano idziemy do przedszkola, to nie będę wstawać o 5, żeby uprosić dziecko do wyjścia przed 8. Jak czytam takie treści, to mam wrażenie, że piszą je psycholożki na drugim roku studiów, które gdzieś przeczytały, albo im się wydaje, że tak się da na codzień z dzieckiem funkcjonować. Spróbuj z upartym, zmęczonym, albo chorym dzieckiem dyskutować. O ile w ogóle będzie jeszcze chciało słuchać twojego ględzenia, bo przecież o każdą pierdołe muszę dziecko zapytać, wytłumaczyć, porozmawiać o jego uczuciach. Po tygodniu takiego chowania dziecko w ogóle cię już nie słyszy. Podobnie jak przejeżdżającego niedaleko tramwaju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.