Zrozumieć dziecko. Fragment książki
| Zrozumieć dziecko. Fragment książki

Zrozumieć dziecko. Fragment książki

Być usłyszanym, zrozumianym i wziętym pod uwagę to uniwersalna ludzka potrzeba. Całe nasze jestestwo jest nastawione na jej zaspokojenie – bez tego tracimy energię do życia, a bywa, że i jego sens.

Już od momentu przyjścia na świat, wiara dziecka w pełne miłości przyjęcie przez rodziców jest ogromna. Równie ogromna jest nadzieja na bycie usłyszanym – to właśnie dlatego dzieci głośno i ufnie komunikują, czego im potrzeba. Potem, w dorosłym życiu, emocjonalna pamięć tego dziecięcego doświadczenia – bycia zobaczonym, uważnie wysłuchanym, otoczonym troską – może sprawić, że właśnie w taki sposób będziemy chcieli traktować nasze własne dzieci.

O przekonaniach i mitach dotyczących dzieci i ich wychowania

Rodzicielstwo wcale nie rozpoczyna się z chwilą, kiedy po raz pierwszy przychodzi nam nakarmić, przewinąć czy wykąpać nasze nowo narodzone dziecko. Nasze rodzicielstwo zaczyna się długo, długo wcześniej… Dokładnie wtedy, kiedy zaczyna się historia naszej rodziny. Sposób wychowania: troska, opieka, bliskość, miejsce w hierarchii rodzinnej, a nawet sposób zwracania się do dzieci był nam przekazywany z pokolenia na pokolenie. My zaś, jako rodzice, łączymy w sobie zbiór tych „rodzinnych wzorców wychowania” oraz sumę doświadczeń własnego dzieciństwa. Mamy skłonność nazywać to „coś” zdrowym rozsądkiem rodzicielskim i obdarzać dość dużym kredytem zaufania. Czy słusznie?

Zarówno nasze dziecięce doświadczenia, jak i system rodzinny, w którym funkcjonujemy, są elementami silnie zindywidualizowanymi i nierzadko tylko w części uświadomionymi. Dochodzi do tego kontekst kulturowy, religijny i ekonomiczny, w jakim my, nasi rodzice i rodzice naszych rodziców dorastaliśmy jako dzieci. Biorąc pod uwagę wszystkie te kształtujące nas aspekty, trudno się zgodzić z przekonaniem, że, by „dobrze wychować dziecko”, wystarczy zachować zdrowy rozsądek. A samemu „zdrowemu rozsądkowi” w odniesieniu do wychowania warto się przyjrzeć krytycznie, zamiast dawać mu kredyt zaufania. Dlaczego?

Z tej prostej przyczyny, że dla każdego z nas zdrowy rozsądek będzie oznaczał coś innego. Weźmy jako przykład sen dziecka: dla jednych z nas w granicach zdrowego rozsądku zmieści się wspólne spanie z dzieckiem w łóżku rodziców, dla drugich jest to wyraz przesady, przekraczania granic, budowania złych nawyków, zaburzenia hierarchii rodzinnej, seksualizacji dziecka albo rozpieszczania. Czy któraś ze stron ma rację? Nie sposób tego jednoznacznie rozstrzygnąć, a zbrojenie sięw naukowe argumenty i tak niewielu przekona. Wchodzimy bowiemna delikatny grunt naszych indywidualnych doświadczeń z dzieciństwa, a co za tym idzie – silnie zakorzenionych i często nieuświadomionych przekonań.

Reklama, dzięki której rozwijamy redakcję
Jak zrozumieć małe dziecko

To przewodnik dla rodziców dzieci w wieku 0 - 3 lat (i starszych), którzy nie ufają "niezawodnym metodom" i "instrukcjom obsługi", ale pragną nauczyć się rozpoznawać i prawidłowo reagować na prawdziwe potrzeby swojego dziecka.

Zobacz więcej

W tym, co sami przeżyliśmy jako dzieci, tkwi ogromna siła, która determinuje nasze postrzeganie dziecięcej natury, rodzicielstwa i samego procesu wychowania. Innymi słowy, mimo szczerych intencji, bez świadomej pracy nad sobą, będziemy traktować nasze dzieci tak, jak i nas traktowano. (1)

A większość z nas przeżyła sporo upokorzeń (bicie, wyzwiska, zawstydzanie), odrzucenie („Niech się wypłacze”, „Nie noś, bo się przyzwyczai”), bezsilność (karmienie na godziny, „Nie właź, nie skacz, bądź cicho”), wymuszanie („Nie wstaniesz od stołu, dopóki nie zjesz”), niezrozumienie („Nie płacz, nic się nie stało”, „Nie przesadzaj, co ty masz za problemy!”) i wiele innych, pomniejszych zaniedbań. Szokujące, a jednak prawdziwe. I nie jesteśmy w tym sami. Pokolenia dzieci przed nami przeżywały to samo, a ponieważ dokładnie tak jak my kochały one swoich rodziców, uczucia te spychały w głąb siebie i próbowały o nich zapomnieć („Dostawałem lanie, bo na nie zasłużyłem. Dzięki temu wyrosłem na porządnego człowieka”).

W ten sposób kręciło się błędne koło przekonań o groźnej naturze dziecka. Naturze, którą trzeba trzymać w ryzach, bo inaczej „dziecko wejdzie nam na głowę”, roszczeniowej, która „wiecznie czegoś chce”, niemądrej i moralnie podejrzanej – kłamliwej, leniwej, egoistycznej, wścibskiej, która sprawi, że bez odpowiednich zabiegów pedagogicznych, dziecko wyrośnie na jednostkę bezużyteczną społecznie.

Co czuje dziecko traktowane w taki sposób? Przede wszystkim lęk i brak zaufania do własnych potrzeb, przeżyć i doświadczeń. Żyje w nieustannym konflikcie między tym, co w nim naturalnie żywe, ciekawe, radosne, a jednocześnie złe i podejrzane. Nawet jeśli buntuje się przeciw takiemu traktowaniu, w głębi duszy trudno mu uwierzyć, że jest „dobre, czyste i mądre”. Większość z nas – rodziców – była takim podejrzanym dzieckiem. I dlatego dziś nadal tak często „nasza instynktowna rodzicielska miłość jest nieświadomie filtrowana przez podstawowy aksjomat o podejrzanej naturze człowieka.”(2)

Zamiast więc pokładać tak dużo zaufania w zdrowym rozsądku, warto przede wszystkim przyjrzeć się temu, co w nas samych budzi strach, nadmierną troskę, potrzebę kontroli, irytację i jest dla nas „nie do zaakceptowania”. W drugiej kolejności zweryfikować nasze przekonania i wiedzę na temat podstawowych psychologicznych potrzeb, z którymi przychodzi na świat każde dziecko: bliskości, kontaktu i akceptacji. I w końcu trzecie, ale najważniejsze w odzyskaniu zaufania do siebie samego (zarówno jako rodzica, jak i człowieka w ogóle): zadbać o swoje własne „wewnętrzne dziecko”. Zauważyć je, wysłuchać, otoczyć troską. Już z pozycji dorosłego człowieka odkryć, wyrazić i włączyć w obręb swojego życiowego doświadczenia wszystko to, co przydarzyło nam się w dzieciństwie, a co – często skutecznie – próbowaliśmy wymazać z pamięci. (3)

Ponieważ to, co psychologia rozumie pod pojęciem „wewnętrznego dziecka”, wiąże się z zaznaczaniem własnych granic, mówieniem „tak” i „nie”, naturalną umiejętnością wyrażania uczuć i potrzeb, samostanowieniem i spontaniczną zabawą, zachowanie naszych dzieci staje się często wskazówką w odkrywaniu wypartych przeżyć. To, co nas drażni, złości, blokuje – „za głośny” śmiech, „głupie” zabawy, bezpośredni język („Chcę pić”, „Jeść!”, „Daj mi to”) – czyli „niegrzeczne” zachowanie, może być odbiciem tego „podejrzanego dziecka” w nas, któremu warto poświęcić czas i uwagę – dla dobra nas samych, naszych dzieci i kolejnych pokoleń. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie przerwać błędne koło przekonań, oddać dzieciństwu należny mu szacunek i zaakceptować swoisty rytm dziecięcych potrzeb.

Jak zrozumieć małe dziecko?

Odpowiedź na powyższe pytanie nie jest oczywista, a wynika to z tej prostej przyczyny, że każde dziecko jest indywidualnością. Mimo że to spostrzeżenie może brzmieć jak truizm, znajduje ono potwierdzenie w licznych badaniach naukowych – na to, kim jest i staje się nasze dziecko, wpływają zarówno geny, jak i wczesne doświadczenia życiowe i sposób, w jaki na nie reagujemy: m.in. przebieg ciąży (życia płodowego), sposób przyjścia na świat, zaspokajania podstawowych potrzeb oraz interakcje z opiekunem.

Drugą oczywistą prawdą, z jaką przychodzi nam się zmierzyć, a której chyba nikt nie zaprzeczy, jest fakt, że bycie rodzicem to jedno z bardziej wymagających i odpowiedzialnych wyzwań życiowych. Oto dostajemy w darze nowe życie ludzkie, kruchą, zależną od nas istotę, a naszą rolą jest wprowadzić ją w świat. Nic dziwnego, że większość z nas może czuć się przytłoczona, a nawet przerażona tym zadaniem i rozgląda się za swego rodzaju „instrukcją obsługi”. Tym bardziej że język, którym posługuje się nowo narodzone dziecko, różni się znacząco od języka dorosłego, a zrozumienie go wymaga czasu, chęci i wysiłku z naszej strony.

O ogromnej potrzebie znalezienia owej „instrukcji obsługi” świadczy niesłabnąca popularność różnego rodzaju metod i treningów odnoszących się do „kłopotliwych” (bo różniących się od rytmu i potrzeb dorosłych) obszarów dziecięcego funkcjonowania – jedzenia, snu, załatwiania potrzeb zjologicznych, zabawy i interakcji społecznych. Celem tych metod i treningów (o których m.in. piszemy w kolejnych rozdziałach książki) jest ułatwienie rodzicom opieki nad dzieckiem, „walka ze złymi nawykami”(4) oraz „nauka samodzielności”. Ich zwolennicy zapewniają, że konsekwentne stosowanie proponowanych przez nich technik „działa w przypadku wszystkich dzieci, niezależnie od temperamentu” (5). Przekonują również, że najlepiej rozpocząć trening od pierwszych dni życia dziecka, gdyż „im starsze dziecko, tym trudniej przełamać złe nawyki spowodowane przypadkowym wychowaniem, niezależnie od tego, czy chodzi o budzenie się w nocy i domaganie jedzenia, czy też buntowanie się przy sadzaniu w wysokim krzesełku, by zjeść właściwy posiłek” (6). Często proponowane przez ekspertów od trenowania „łatwe plany” i „proste rozwiązania” mogą wydawać się dla zdezorientowanych lub zwyczajnie zmęczonych rodziców kuszące, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że uwzględniają one tylko jedną perspektywę – perspektywę rodzica. Bo jeśli rodzic ma odpowiednią wiedzę o rozwoju i potrzebach rozwojowych dziecka, np. że żołądek miesięcznego niemowlęcia jest wielkości jajka, a żeby przeżyć, potrzebuje ono kontaktu fizycznego (którym, oprócz trzymania w ramionach, jest też karmienie piersią), raczej nie przyjdzie mu do głowy, ani że nocne pobudki i częste jedzenie są „złym nawykiem”, a nie zaspokojeniem głodu, ani że trenowanie do rezygnacji z nocnych karmień i przesypiania całych nocy służy zdrowemu rozwojowi dziecka.

Powiedzmy to jasno: ignorowanie perspektywy dziecka, jego naturalnych psychologicznych potrzeb i rozwojowych możliwości (które dokładnie opisujemy w kolejnych rozdziałach), stoi w absolutnej opozycji do rozumienia go. Nie sprzyja również budowaniu tak istotnej dla zdrowia psychicznego więzi ani nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozwojem samodzielności. Jeśli te metody działają, to odbywa się to nie na drodze usamodzielniania się dziecka, ale na drodze jego rezygnacji z komunikowania potrzeb i wycofania sięz kontaktu.

Czy to oznacza, że stając się rodzicami, powinniśmy odciąć się od naszych potrzeb, np. potrzeby nocnego wypoczynku? Oczywiście nie. Zaspokajanie naszej potrzeby nie może się jednak odbywać kosztem dziecka. Szukanie balansu między potrzebami rodziców a potrzebami dziecka jest jednym z kluczowych elementów rodzicielstwa. Rozmyślnie piszę o szukaniu balansu, a nie znalezieniu go, ponieważ od dnia urodzenia, przez kolejne lata życia dziecka, jego potrzeby będą się zmieniać i tylko elastyczne reagowanie rodziców na te zmiany pozwoli na nowo przywracać tę równowagę w relacji rodzic–dziecko.

Żeby zrozumieć nasze małe dziecko – język, jakim się komunikuje, jego potrzeby i możliwości rozwojowe – warto uzbroić się w cierpliwość i uwolnić od oczekiwań. O każdym bowiem dziecku można napisać osobną książkę, tak silnie indywidualnymi istotami jesteśmy. Indywidualnymi, choć paradoksalnie bardzo podobnymi – wszystkie dzieci na świecie rodzą się z tymi samymi, uniwersalnymi dla człowieka, potrzebami: kochania i bycia kochanym, kontaktu, bliskości, a także rozwijają się w podobnym tempie.

Przede wszystkim jednak warto otworzyć się na pracę nad własnym rodzicielstwem. Poszerzanie świadomości w obszarze wiedzy o rozwoju dziecka, komunikacji i budowania relacji, a także sposobów reakcji w odniesieniu do własnych doświadczeń z dzieciństwa ułatwi nie tylko zrozumienie, ale i odnalezienie indywidualnego dla waszych wzajemnych potrzeb porozumienia z dzieckiem.

Przypisy:

  • (1) Eichelberger W., Jak wychować szczęśliwe dzieci, Warszawa 2014.
  • (2) Tamże, s. 25.
  • (3) Tamże, s. 19.
  • (4) Hogg T., The Baby Whisperer Solves All Your Problems: Sleeping, Feeding, and Be- havior – Beyond the Basics from Infancy Through Toddlerhood, New York 2005 (tłum.Autorki).
  • (5) Tamże.6 Tamże.

Agnieszka Nuckowska

Redaktor naczelna dziecisawazne. pl. Terapeutka Gestalt i polonistka. Inicjatorka wielu działań na rzecz dzieci w Polsce i poza nią. Mieszka na wyspie na środku Pacyfiku.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://dziecisawazne.pl/


Przeczytaj więcej:

natuli.pl
8 książek o Porozumieniu bez Przemocy (NVC)

wychowanie
Dlaczego dziecko najgorzej zachowuje się przy mamie?

wychowanie
Jak pomóc dziecku radzić sobie z porażką?

edukacja alternatywna
Dzieci, które mają częsty kontakt z naturą są mniej zestresowane, bardziej kreatywne i szybciej się uczą

wywiady
Wściekli i skuteczni. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny.

rodzina
Zabawka doskonała? Kilka świetnych pomysłów na zabawy z użyciem kartonów

ciąża i poród
7 niezwykłych rzeczy, które dziecko robi w brzuchu mamy

edukacja alternatywna
7 rzeczy, które może zrobić rodzic, by pomóc dziecku w adaptacji przedszkolnej

zdrowie
Mózg rośnie razem z sercem, czyli o korzystnym wpływie bliskości na rozwój dziecięcych mózgów

olini
4 przepisy na energetyczne śniadania z masłem orzechowym

POLECAMY
Warszawskie przedszkole inspirowane fińskim modelem edukacji