Kategorie
Rozwój emocjonalny Trudne emocje

Bunt dwulatka nie istnieje. Ale jak to?!

Bunt dwulatka nie istnieje? Już słyszę komentarze oburzonych! Przecież tylu psychologów o nim mówi, nawet Wikipedia zawiera wyjaśnienie zjawiska. Na szczęście mówi też o tym, że to naturalny etap rozwojowy dziecka i nie ma co wpadać w panikę.

A jednak wielu z nas cierpnie na myśl o zbliżającej się granicy wieku, kiedy pogodne i uśmiechnięte do tej pory dziecko wkracza w spędzający opiekunom sen z powiek okres buntu, nasilających się sprzeciwów, uporu i niekończącego się „NIE!”. Gdy już pojawią się pierwsze objawy buntu dwulatka, zastanawiamy się, co możemy zrobić, by jak najszybciej opanować napady złości i wzmocnić poczucie bezpieczeństwa małego buntownika. Przeglądamy poradniki dla rodziców i fora internetowe, chcemy dowiedzieć się, z czego wynika zachowanie dziecka i ile trwa bunt dwulatka.

W końcu trafiamy tutaj i dowiadujemy się, że bunt dwulatka nie istnieje. A skoro tak, to dlaczego niemal każde dziecko w tym wieku wchodzi w okres buntu? Odpowiadamy.

Bunt dwulatka czy naturalny etap rozwoju dziecka?

Czas od ok. 18 do 30 miesiąca życia oczywiście różni się od poprzedniego etapu, bo to naturalna kolej rzeczy – małe dziecko się rozwija, uczy się stale czegoś nowego, próbując rozwiązywać rozmaite zadania, czasem rzeczywiście trudne. Ponieważ jest bardziej sprawne, podejmuje nowe wyzwania, co wiąże się nierzadko z frustracją. Dąży do samodzielności, którą realizuje niemal na każdym kroku: samo chce jeść, samo chce myć zęby, samo założyć buty, ba! nawet skarpetki. Przeżywa rozczarowania i złość.

W okresie buntu dziecko zaczyna zauważać swoją niezależność i odrębność. Oczywiście nas, rodziców, jego zachowanie może czasami doprowadzić do szewskiej pasji. Łatwiej, szybciej, czyściej, prościej, lepiej – to jest to, co lubimy. Jeśli jednak nie zrezygnujemy z całkowitej kontroli nad dzieckiem, nie pozwolimy mu zdobywanie nowych umiejętności, zabierzemy mu szansę na nauczenie się tego, co ułatwi, uprości, uskuteczni, rozwinie jego życie.

Uwzględniając wspomniane wyżej ramy czasowe, można więc pokusić się o stwierdzenie, że słynny bunt dwulatka trwa ok. 12 miesięcy. Okazuje się jednak, że czas silnych emocji nie mija tak szybko. Czasami trwa nieco dłużej – nawet kilkadziesiąt lat… 

Uwaga! Reklama do czytania

PREMIERA
Piękne, bliskościowe wierszyki na dobranoc

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

Dziecko buntuje się, bo potrzebuje zabawy. Zapewnij mu ją!

Zgodnie z założeniami Porozumienia bez Przemocy, za każdym działaniem stoją potrzeby, do spełnienia których każdy człowiek – także ten mały – wciąż dąży, bo ich zaspokojenie gwarantuje szeroko pojęty dobrostan. Zaspokojeniu potrzeb służą strategie, których maluch wciąż poszukuje, sprawdza, które są skuteczne, a które nie. To kosztuje wiele emocji. I jego, i nas.

Warto pamiętać, że poza potrzebami fizjologicznymi absolutnie podstawową i jedną z najważniejszych u dziecka jest potrzeba zabawy. Dzieci stale chcą się bawić: klockami, garnkami, jedzeniem, telefonem mamy. Trudno im zabawę przerwać i błagam, nie oczekujmy od dwu-, trzylatka, że powinien już wiedzieć i rozumieć, że jest pora jedzenia, mycia, spania i zabawy wreszcie. Wystarczy obrazowy przykład – mecz piłki nożnej. Próby namawiania dorosłego kibica do ściszenia telewizora albo – co gorsza – wyłączenia go, w wielu domach może zakończyć się niemałą awanturą. Nasz kibic przecież „powinien” zrozumieć, że jest coś ważniejszego. Pamiętajmy jednak, że za każdym zachowaniem kryją się potrzeby – mecz to strategia na zaspokojenie potrzeby – na przykład potrzeby zabawy, bo my, dorośli, też ją mamy.

Niejednokrotnie więc wystarczy dziecku zaproponować kontynuację zabawy, np. w wannie w morskie potwory, by jego potrzeba radości, zabawy, relaksu była spełniona, podobnie jak potrzeby rodzica: troski, dbałości o czystość i zdrowie malucha.

Aby przetrwać bunt dwulatka, spróbuj odciąć się od stereotypów

Przekonania mają wielką moc. Zarówno pozytywną, jak i negatywną. Jeżeli uwierzę w tę „prawdę objawioną”, to moje dziecię staje się w okamgnieniu roszczeniowym, rozwrzeszczanym, niezadowolonym, niezdecydowanym tyranem rzucającym się na podłodze w sklepie, drapiącym, gryzącym, kopiącym i uciekającym. W wersji „light” marudzi, płacze, ciągle się złości, samo nie wie, czego chce. To, co wczoraj było OK, dziś już nie jest…

Czemu takie myślenie służy? Bynajmniej nie budowaniu relacji, nie wspieraniu dziecka w tym trudnym dla niego okresie rozwoju. Buduje natomiast negatywny obraz dziecka „trudnego”, „upartego”, „złośliwego”. Czy to mnie jako rodzica wspiera? Czy to mi pomaga?

Jeśli jednak popatrzę na ten okres jako na czas budowania przez moje dziecko własnej autonomii, uczenia się samodzielności, podejmowania decyzji i doświadczania konsekwencji, to mam szansę autentycznie i z radością je wspierać. Jeśli przypomnę sobie jeszcze, jakim dorosłym chcę widzieć moją córkę czy syna (domyślam się, że pewnie samodzielnym, pewnym siebie, kreatywnym…), to będę wdzięczna za ten czas! Czy takie myślenie służy? Pomaga? Wspiera? I rodzica, i dziecko.

Aby poradzić sobie z buntem dwulatka, świeć przykładem

Dzieci zawsze współdziałają – to znaczy naśladują w swoim działaniu i myśleniu dorosłych. Warto się przyjrzeć, co robię, gdy sobie z czymś nie radzę. Jak reaguję, gdy zostaję postawiony przed faktem i nikt nie bierze mojego zdania pod uwagę? Co się ze mną dzieje, gdy nikt nie zwraca uwagi na moje silne uczucia, każe mi się uspokoić, najlepiej w innym pokoju – posłusznie wypełniam polecenie czy jednak się buntuję i walczę o siebie, by ochronić siebie, swoją integralność.

Uwaga! Reklama do czytania

Niegrzeczne książeczki

Czy dzieci na pewno są niegrzeczne?
Seria książek dla dzieci 2-5 roku życia i rodziców o tym, że w każdym zachowaniu dziecka jest ważna jego potrzeba.

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

Nie mów dziecku tego, czego sam nie chciałbyś usłyszeć

Bunt pojawia się tam, gdzie jest władza. Małe dzieci, tak jak dorośli, buntują się, sprzeciwiają się czemuś, co im nie służy, narusza ich wolność i godność, zagraża bezpieczeństwu. No ale przecież rodzice „muszą sprawować władzę nad dzieckiem”! Nie wiem, czy muszą, pytanie, czy chcą i jak chcą? Porozumienie bez Przemocy wprowadza rozróżnienie kluczowe na „władzę/siłę nad dzieckiem” i „władzę/siłę z dzieckiem”. Jaka jest różnica?

Kilka przykładów komunikacji „siły nad”:

  • Rób, co każę!
  • Ile razy mam ci to powtarzać!
  • Nie, bo ja tak mówię!

Wydaje się, że taki sposób mówienia charakteryzuje rodziców, którym zależy bardziej na racji niż na relacji z dzieckiem, które ma być bezwzględnie posłuszne. Mało liczą się uczucia i potrzeby, myśli czy upodobania.

Komunikacja „siły z”:

  • Chcę wiedzieć, co ty na to.
  • Pomóż mi zrozumieć, bo nie wiem, o co ci chodzi.
  • Cieszę się, kiedy robimy coś razem.

Tu dziecko jest brane pod uwagę, jego uczucia i potrzeby są równie ważne jak uczucia i potrzeby rodzica. I naprawdę nie trzeba toczyć boju, by je zaspokoić! Dialog z uwzględnieniem dziecka – pełen szacunku, życzliwości i gotowości do wysłuchania – pozwala wyciszyć wzburzone emocje, co nie oznacza spełniania za każdym razem tych potrzeb, których zaspokojenia w danym momencie tak głośno czy rozpaczliwie domagało się dziecko.

Mam dwie córki. Młodsza zgodnie z definicją powinna przeżywać „bunt”. Patrzę na nią i każdego dnia jestem wdzięczna, bo jest uosobieniem wzajemności, współdziałania, empatii – „chodząca miłość”. Bynajmniej nie dlatego, że zawsze na wszystko się zgadza, nigdy się nie złości i zawsze słucha mamusi. Starsza można by powiedzieć, że wciąż przeżywa „bunt dwulatka”. Strzeże swych granic, autonomii, samodzielności i wolności. To „chodzące wyzwanie”. Ale czyż miłość nie jest wyzwaniem?

Książki o buncie, konfliktach i sytuacjach bez wyjścia

Poza powyższymi wskazówkami, polecamy wam książki, w których znajdziecie jeszcze więcej informacji o emocjach i komunikacji w rodzinie. Jedną z nich są „Konflikty w rodzinie” Katarzyny Dworaczyk. To lektura obowiązkowa dla każdego rodzica – wyjaśnia, jak rozpoznać konflikty, zanim na dobre w nie wejdziemy. Czeka na was też książka Uwaga! Złość”. Jej autorka, Ewa Tyralik-Kulpa, po mistrzowsku odczarowuje tak znienawidzoną przez nas złość i pomaga nam ją zrozumieć. Obie książki wchodzą w skład wydanej przez NATULI „Serii Rodzicielskiej”, która wspiera wszystkich rodziców na każdym etapie rodzicielskiej, czasem dość wyboistej drogi.

Dla dzieci też coś mamy. Małym czytelnikom spodobają się książki dla dwulatka.

Autor/ka: Ewelina Adamczyk

Córka, żona, mama, pedagog. Współzałożycielka śląskiej Wioski Rodziców, współorganizatorka trzech edycji Konferencji Empatii na Śląsku, trenerka Mini Mediacji metodą SNO, trenerka Uważności dla dzieci i młodzieży Metodą Eline Snel, wytrwale integrująca w swoim życiu język Porozumienia bez Przemocy oraz uważność. Głęboko przekonana, że dzięki nim możliwa jest autentyczna i bliska relacja oraz dobre życie.

1 odpowiedź na “Bunt dwulatka nie istnieje. Ale jak to?!”

Większość ludzi jest wkurzona od urodzenia do smierci. To nie zaden bunt dwulatka,pieciolatka,nastolatka itp. To wk…. pospolity na ten świat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.