100+ prezentów na DZIEŃ DZIECKA > zobacz
| Skąd się wzięli dziadkowie. Niezwykła historia naszego gatunku

Skąd się wzięli dziadkowie. Niezwykła historia naszego gatunku

30 tysięcy lat temu nasz gatunek doświadczył potężnego skoku, dystansując w przedbiegach inne Homo, w tym neandertalczyków. Długość życia gwałtownie wzrosła. Na każdych dziesięciu osobników umierających w wieku 10–30 lat przypadało aż dwudziestu dożywających sędziwego wieku 30+. Antropologowie próbujący dociec przyczyn tego sukcesu odkryli ze zdumieniem, że kluczową rolę w tych społecznościach zaczęli odgrywać... dziadkowie.

Późny neolit – pojawiają się pierwsze babcie

Jerzy Vetulani, nieżyjący już neurobiolog, pytany o ewolucyjną funkcję dziadków w społeczeństwach pierwotnych, odpowiada: „(…) noworodek ludzki jeszcze przez 23 lata nie da rady żyć samodzielnie. Musi być pod ochroną rodziców, głównie matki. Z drugiej strony życie jest ciężkie, wobec czego czasem matka i ojciec sami nie dają sobie rady z długim procesem wychowania, bo trzeba łowić, pracować i opiekować się. (…) Nagle pojawiły się samice, które są już poza cyklem reprodukcyjnym, nie rozmnażają się, ich życie seksualne się kończy, ale swój potencjał mogą przeznaczyć na opiekę nad dziećmi” (Do czego właściwie są nam potrzebni dziadkowie, wywiad z Jerzym Vetulanim, “Gazeta Wrocławska” 20/01/2017).

Kristen Hawkes* z Uniwersytetu w Utah, badając współczesne tradycyjne społeczności łowiecko-zbierackie w Tanzanii, zarysowała taki przebieg wydarzeń, mających miejsce tysiące lat temu: w Afryce, kolebce naszego gatunku, nasze pramatki umierały zwykle w wieku rozrodczym, wydawszy na świat potomstwo. Zupełnie przypadkowo, dzięki pakietowi silnych genów i sprzyjającym okolicznościom, jedna z kobiet dożyła wieku, w którym mogła się zaopiekować dziećmi swojej córki. Ta opieka oznaczała piastowanie maluchów, dostarczanie pożywienia matce i zapewnianie jej odpoczynku. Babcia, dzięki własnemu doświadczeniu, wiedziała też, jak zaspokoić potrzeby niemowlęcia i jak odczytać wysyłane przez niego sygnały. Dzieci miały większą szansę przeżycia. Takie wzmocnione geny zostały drogą doboru naturalnego, który faworyzuje silniejszych, przekazane dalej.

Vetulani komentuje: „(…) gdzieś od późnego neolitu nagle pojawiają się szkielety starych kobiet [w wieku 30–40 lat – MSK]. (…) Podkreślmy: to szkielety kobiet, a nie mężczyzn. Okazało się więc, że w jakiś sposób ewolucja zaczyna faworyzować długowieczność kobiet” (Do czego właściwie są nam potrzebni dziadkowie).

… i dziadkowie

Rachel Caspari z Uniwersytetu Michigan rozszerzyła tę teorię o rolę dziadka w prehistorycznej społeczności. Dziadek z ewolucyjnego punktu widzenia nie był aż tak użyteczny, co wynika z pierwotnego podziału ról. Kobiety siedziały w jaskini, mężczyźni szli na polowanie. Stary mężczyzna, który nie mógł już być myśliwym, stanowił rezerwuar wiedzy. Zarówno on, jak i stara kobieta, babcia, wiedzieli, gdzie szukać pożywienia i wody, które rośliny są trujące, a także uczyli młodych budowy coraz bardziej skomplikowanych narzędzi.

Dziadkowie wiedzą

Teraz na Ziemi żyją tylko dwa gatunki przekazujące sobie wiedzę z pokolenia na pokolenie: ludzie i słonie.

Dziedziczne przekazywanie wiedzy zapewniło naszemu gatunkowi sukces ewolucyjny, co zauważa także Jean Liedloff, sytuując tę kwestię w centrum swojego pojęcia kontinuum. „To jest nasza genetyczna natura jako gatunku, że jako dzieci wierzymy starszym. Obserwujemy ich, by wiedzieć co i jak. Dużo później jesteśmy zdolni do samodzielnej oceny, a nawet buntu, ale w wieku kilku miesięcy, roku, czy dwóch lat, rodzic, reagujący zniecierpliwieniem (…) sprawia, że wydaje nam się, że coś musi być z nami nie w porządku, bo nie do pomyślenia jest, że coś mogłoby być nie w porządku z nim” (An Interview with Jean Liedloff, Chris Mercogliano).

Sztafeta pokoleń

Przekazujemy sobie wiedzę dotyczącą świata, dzięki czemu nowe pokolenie nie musi jej zdobywać od nowa. Dzięki dziadkom robimy to także wewnątrz rodziny; zachowujemy ciągłość: celebrujemy podobne zwyczaje, przekazujemy te same historie.

Dziadkowie stanowią w tej sztafecie pokoleń kopalnię pamięci i, przynajmniej dopóki nie dotknie ich choroba, pełnią funkcję spoiwa łączącego najodleglejsze punkty rodziny.

Pierwsi dziadkowie sięgali pamięcią do dawniejszych związków – łączących różne wspólnoty, w tym do koligacji rodzinnych, co stanowić mogło kartę przetargową podczas negocjacji o dostęp do wody lub tereny uprawne, ale także dawało poczucie umocowania w społeczności.

Także współcześnie wnuki mogą doznawać niezbędnego poczucia zakorzenienia, czyli czuć się częścią wspólnoty, jaką jest rodzina, właśnie dzięki dziadkom. Dziadkowie opowiadają historie. Pamiętają, jak mama była mała. A poza tym Tosia ma dokładnie taki sam uśmiech jak babcia Stefania. A może wnuki odziedziczyły imiona po nieżyjących dziadkach?

Starość to cena za dziadków

Długość życia Homo sapiens zaczęła wzrastać, a my jako gatunek zaczęliśmy się coraz bardziej wyłamywać ze świata przyrody. Chociażby starością. Jeden z najwybitniejszych ewolucjonistów XX w., George Ch. Williams, w swojej teorii samolubnego genu, wskazywał na źródła ewenementu ludzkiej starości. Otóż w podeszłym wieku dopadają nas choroby, z którymi medycyna nie może sobie poradzić, jak demencja czy choroba Alzheimera, które przyczyniają się do naszej śmierci, gdyż są one niezauważane przez dobór naturalny. Krótko mówiąc, nie wydajemy już wtedy potomstwa, więc ewolucja nie ma interesu w eliminacji tych chorób. Sam Williams zmarł na demencję starczą, okrutną chorobę, która zabiera nam mózg na długo przed tym, nim zabierze całą resztę.

„Homo sapiens to jedyny gatunek, który wynalazł „instytucję babci”, a więc długi okres życia, kiedy reprodukcja w ogóle nie jest już możliwa (…). Wszystko to możliwe było dzięki (…) odgradzaniu się od bezpośrednich wpływów naturalnego środowiska i zastępowaniu go przez środowisko sztuczne, w którym takie ewolucyjne ekstrawagancje (…) mogły się utrzymać (Okruchy ewolucji, Marcin Ryszkiewicz).

Co zrobić z bezużytecznym starcem?

Gdy przedłużył się wiek postreprodukcyjny naszego gatunku, starcy musieli znaleźć swoje miejsce w społeczności. Oprócz bycia dziadkami pełnili funkcje szamanów i zasiadali w plemiennej starszyźnie, co z kolei w spojrzeniu długofalowym przyczyniło się do rozwoju religii, medycyny i demokracji.

Nie każda społeczność tradycyjna akceptowała wieloletnią „bezproduktywność” starców. U Słowian miał miejsce „tyleż racjonalny, co okrutny zwyczaj, w myśl którego najstarsi przedstawiciele obu płci, w niczym się już nie przysługujący produkcyjnej ekonomii miru, żegnali się z bliskimi i zaszywali w leśnej gęstwinie” (Słowiańska Ruś, pogaństwo i kobiety, Aldo C. Marturano).

Dzisiaj długość życia sprawia, że podstarzałe dzieci opiekują się swoimi jeszcze starszymi rodzicami, nie każdy potrafi jednak udźwignąć taki ciężar, wymawiając się różnymi pretekstami (kariera, własna rodzina, brak czasu).

Ewolucyjnie rzecz biorąc, problem jest nowy, ale historycznie już znalazł swoje odzwierciedlenie w baśniach. Dziadek i wnuczek, baśń opublikowana przez braci Grimm, opowiada o upokorzeniu, jakiego ze strony swoich dzieci doznawał staruszek. Musiał jeść w kącie z drewnianej miski. Pewnego razu rodzice zobaczyli swego synka strugającego korytko. Gdy spytali go, co to, odpowiedział im, że będą z niego jeść na starość.

Najbardziej znanym motywem babci, funkcjonującym już w starożytności, jest historia o Czerwonym Kapturku. Powszechna interpretacja psychologiczna tej baśni mówi o przemianie głównej bohaterki, która zamiast rywalizować ze swoją matką i babcią uczy się z nimi współdziałać.

W naszym świecie taka przemiana też jest widoczna i w pełni naturalna. Najczęściej ma ona miejsce, gdy kobieta rodzi własne dzieci.

Miejsce dziadków w rodzinie

Obecnie najbardziej popularny model rodziny to rodzina nuklearna, czyli taka, która składa się tylko z rodziców i dzieci, ewentualnie z dochodzących babć i dziadków. Mieszkanie „na swoim” stało się w postindustrialnym społeczeństwie miarą sukcesu. Wspólnoty wiele tracą, odchodząc od modelu rodzin wielopokoleniowych, do którego jako gatunek najbardziej przywykliśmy.

Weźmy choćby pod uwagę nasze dzieci. Do harmonijnego rozwoju potrzebują one mnogości zdarzeń i ludzi, więcej niż mogłyby zrozumieć i „wykorzystać”. Trudno sobie wyobrazić lepsze ćwiczenie psychoruchowe i jednocześnie zadanie z integracji sensorycznej niż przekładanie malucha z rąk do rąk. A tak może się dziać tylko w dużej rodzinie lub plemieniu.

Być może historia zatoczyła koło i pradawna rola babci, zapewniająca potomstwu przetrwanie, znajduje swoje odzwierciedlenie w pełnym rozwoju współczesnych dzieci.

Gdy babcia nadal pracuje

Czy bycie babcią może być wyborem? Pytanie jest zasadne dzisiaj, gdy wielu dziadków jest aktywnych zawodowo i wcale nie uśmiecha im się niańczenie dzieci. Z antropologicznego punktu widzenia to nie wybór, a ewolucyjne fatum. Rola dziadków jest konstytutywna dla funkcjonowania społeczności.

Ale każdy wzorzec może być korzystny dla dziecka. Jeśli maluch widzi babcię lub dziadka zajętych swoimi sprawami to uczy go to szacunku do siebie i swoich potrzeb.

Różnijmy się pięknie! Działajmy razem!

Wielu rodziców boi się o to, że dziadkowie swoim podejściem do dzieci zniweczą ich zamierzenia. Wydaje się, że bezzasadnie. Dziecko może bowiem wytworzyć bezpieczną więź z więcej niż jednym opiekunem i każda z tych relacji może się różnić jakościowo. To jest właśnie ta pełnia doświadczania bliskości na różne sposoby.

Współdziałanie rodziców i dziadków powinno opierać się na wykorzystaniu bogactwa tych więzi. Mama zazwyczaj jest numerem jeden dla dziecka, ale każda mama odczuwa czasem zmęczenie, a przecież każde dziecko chciałoby mieć szczęśliwą mamę. Tutaj znajduje się przestrzeń dla babci, która – jeśli tego chce – powinna stopniowo wkraczać w życie dziecka od niemowlęcia.

Dzięki przebywaniu z dziadkami dziecko może nauczyć się czegoś także o chorobie, starości i wzajemnym szacunku od dziadków. A i dziadkowie mogą się niejednego nauczyć od wnuków.

*theguardian.com/science/2011/jul/24/prehistoric-man-helped-as-elderly-survived


Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/chustastarachowice/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

8 sposobów, które pomogą ukoić płaczące niemowlę

Unia Europejska zdecydowała się ratować pszczoły!

Juul na poniedziałek, cz. 88 – “Naszymi codziennymi wyborami i działaniami decydujemy o tym, jak będzie wyglądała teraźniejszość i przyszłość naszych dzieci”

Przejdz do: