Kategorie
Komunikacja z dzieckiem Relacje rodzinne Rodzicielstwo Bliskości Trudne emocje Więź i relacja z dzieckiem wychowanie

Wakacje z rodziną. Przetrwać z dziećmi i nie zwariować, a nawet odpocząć – czy to możliwe?

Kiedy spędzamy z dziećmi dużo czasu, np. w trakcie wakacji, próby odpoczynku mogą być dla nas wyzwaniem. Niektórzy mówią, że z dziećmi nie da się odpocząć, a bycie razem jest niemal jak survival. Jednak istnieją proste narzędzia, oparte o bliską relację z dzieckiem, które pomogą zmienić survival w dobre bycie razem.

Rodzicielstwo jest doświadczeniem. Oznacza to, że wszystko, co robimy, buduje naszą relację z dzieckiem. Jest to proces dynamiczny, zmieniający się w czasie, więc nie mieści się w tradycyjnym ujęciu rodzicielstwa jako „roli”. Bycie „w roli” oznacza pewien determinizm: myśląc w takich kategoriach, mamy skłonność, aby dzielić ludzi (w tym nasze dzieci) na dobrych i złych. Nie szukamy przyczyn ich zachowania. Tymczasem „złe” zachowanie drugiego człowieka nie jest kwestią jego wyboru, tylko trudności, jakich doświadcza. Dzieci mają różne sposoby na to, aby zaprosić nas do kontaktu. I nie wszystkie muszą się nam podobać. 

seria rodzicielska

Jak zrozumieć się w rodzinie

Mniej kłótni i stresów, lepsza komunikacja z dzieckiem i partnerem, większe zrozumienie i wyrozumiałość oraz poszanowanie wzajemnych potrzeb. To możliwe! Dzięki tej książce dowiesz się jak.


Istota świadomego rodzicielstwa polega na tym, że relację budujemy cały czas. W trakcie rodzinnej sielanki, ale także wtedy, gdy jest trudniej. Bywa, że zwłaszcza podczas wspólnych wyjazdów i urlopów nastawiamy się na sielankę, a niestety burzą ją konflikty, nieraz bardziej intensywne niż na co dzień. Bywa, że żałujemy wtedy, że nie można wziąć wakacji od relacji. Faktycznie się nie da. Można jednak do relacji wprowadzić więcej luzu i… wakacyjnego klimatu.

Wakacje to ciągłe kłótnie dzieci. Kto zaczął? Nie warto szukać winnego

Warto pamiętać, że rozumowanie w kategoriach przyczynowo-skutkowych nie nadaje się do opisu relacji rodzinnych. Bardziej sprawdzi się porównanie rodziny do naczyń połączonych albo karuzeli. Osie wzajemnych powiązań przebiegają zarówno pomiędzy każdym dorosłym a każdym dzieckiem, jak i od rodzica do rodzica. To dlatego tak trudno nieraz dociec przyczyn konfliktu: trzeba wziąć pod uwagę cały system. Dlatego zamiast koncentrować się na tym „kto zaczął”, lepiej zrobić miejsce na wybrzmienie emocji, dostrzec swoje wzajemne potrzeby, a także możliwości i trudności (każdy ma inne!).

Układ nerwowy na wakacjach nie zawsze odpoczywa

Człowiek jest zwierzęciem społecznym i do życia potrzebni są mu inni ludzie. Od rodzaju relacji zależy także jakość naszego funkcjonowania. W tym względzie my, dorośli, nie różnimy się zanadto od dzieci. Nasz układ nerwowy w stanie równowagi charakteryzuje poziom kortyzolu (hormonu stresu) utrzymujący się na przeciętnym poziomie: ani za mało, ani za dużo. Wówczas jesteśmy w stanie uczyć się, rozwijać, poznawać nowe miejsca, innych ludzi, bawić się, współpracować. 

Dobra relacja
Jak zrozumieć małe dziecko
Porozumienie bez przemocy

Jednak w sytuacji, gdy dokoła dużo się dzieje, a do mózgu dociera zbyt wiele informacji naraz, łatwo o przebodźcowanie układu nerwowego. Wówczas reagujemy wysokim napięciem i pobudzeniem. Przesadnym bodźcem może być dosłownie wszystko, zwłaszcza w nadmiarze (chociaż nasza reakcja zależy m.in. od wrodzonego temperamentu):

  • hałas,
  • tłum,
  • nowe, ciekawe miejsca,
  • światła,
  • wcześniejsza niż zwykle pobudka lub późniejszy sen,
  • trudy podróży,
  • nowe, nieznane smaki,
  • temperatura i wilgotność,
  • a nawet inny zapach powietrza.

Dzieci zazwyczaj szybciej niż dorośli ulegają wytrąceniu z równowagi. Płaczą, marudzą, krzyczą, kłócą się „o byle co”, nierzadko bywa, że biją, kopią, wyrywają się. Dziecko, aby się uspokoić, potrzebuje wsparcia ze strony zrównoważonego/wyregulowanego dorosłego. To tutaj rozgrywa się największa tajemnica: jeden układ nerwowy pomaga drugiemu układowi nerwowemu.

Dobra relacja pomaga

W procesie powrotu do równowagi bardzo wspiera nas bliska relacja z dzieckiem. Dzięki niej:

  • wcześnie zauważamy, że robi mu się trudno,
  • jesteśmy emocjonalnie dostępni (czyli gotowi do kontaktu),
  • potrafimy zadbać o jego podstawowe, codzienne potrzeby.

Budowanie relacji na co dzień stwarza dziecku warunki do rozwoju. Pozwala nam też przyjąć jego perspektywę i odpowiedzieć adekwatnie do sytuacji, a nie reagować schematycznie i tunelowo. Dzięki temu długofalowemu podejściu łatwiej jest nam także zarządzać energią, której jako rodzice bardzo potrzebujemy, aby wesprzeć dziecko w stanie nierównowagi. 

Zbyt często mamy skłonność, by wkładać całą naszą energię w zażegnanie napięcia: uciszenie dziecka, stłumienie konfliktu. Niestety, pęczniejące w ten sposób w nas i w dziecku emocje prędzej czy później dadzą o sobie znać. Nie mówiąc już o tym, jak każda taka sytuacja jest dla nas wyczerpująca – a tym samym wakacje zmieniają się w bieg z przeszkodami.

Warto pomyśleć o naszej istniejącej już przecież relacji z dzieckiem jak o zasobie: tyle już o sobie wiemy! Rozpoznajemy, co koi, a co drażni dziecko, wiemy, co lubi, a czego nie znosi. W sytuacji napięcia nie musimy inwestować całej naszej dostępnej energii w uspokajanie dziecka. Wystarczy, że sami pozostając w spokoju i równowadze, przywołamy dziecko do tego stanu. Czasem wystarczy po prostu bycie obok i pozwolenie, by emocje wybrzmiały, bez prób ich zmiany.

Rodzic do wynajęcia 

Psycholożka Małgorzata Stańczyk mówi o outsurcingu emocjonalnym, jaki dla dziecka stanowi rodzic. Mały człowiek nie posiada bowiem jeszcze umiejętności korzystania z własnych zasobów, aby się uspokoić. Tę zdolność nazywamy samoregulacją i kształtuje się ona bardzo późno w trakcie rozwoju. Póki co, to rodzic – jak wynajęta firma – pomaga dziecku w powrocie do równowagi po przebytym stresie. Jego mózg ma możliwość zarezonować z naszym własnym spokojem i zintegrować trudne przeżycia. Czyli krótko mówiąc, uspokoić się.

Rodzic, podobnie jak terapeuta, nie jest w stanie wesprzeć drugiego człowieka, jeśli sam przeżywa napięcie i pobudzenie emocjonalne. To dlatego dbanie o siebie nie jest przejawem egoizmu, a wyrazem rodzicielskiej odpowiedzialności. Jest narzędziem świadomego rodzicielstwa. Nie zapominajmy o tym, ani na co dzień, ani podczas urlopu. Warto wygospodarować czas na samotną przechadzkę, kąpiel albo wieczór z książką, gdy dzieci pójdą już spać. Wiele zależy od naszych możliwości i konkretnych potrzeb.

Para rodziców na urlopie – nie szukajmy na siłę kompromisów. Różnorodność jako zasób

Do rodzicielstwa wchodzimy jako w dużej mierze ukształtowani już ludzie. Każdy z nas wnosi swoje zasoby, swoje ograniczenia, swój bagaż doświadczeń, przyzwyczajeń, nawyków, przekonań, wzorców rodzinnych. Pewne rzeczy robimy lepiej, inne gorzej. I te wszystkie strategie pakujemy także do wakacyjnej walizki.

Różnimy się, owszem. Ale ta różnorodność jest naszym atutem – pod warunkiem uznania autonomii obojga rodziców. Wówczas relacja każdego z nas z dzieckiem jest unikatowa. I każde z nas za tę osobistą relację odpowiada. Wyzbywając się przekonania o tym, że „ja wiem lepiej”, odkodowujemy także mit rodzicielskiej jednomyślności, która o ile na co dzień jest trudna na wakacjach bywa niemożliwa do osiągnięcia. Zamiast szukać na siłę kompromisów, zrzucamy sobie z ramion ogromny ciężar: dajemy sobie prawo do błędu. To uwalnia nasze rodzicielstwo i pomaga nam być rodzicami.

Quality time w walizce

Wspólne spędzanie czasu na relaksie i rozwoju (quality time) stanowi podstawowe narzędzie budowania relacji z drugim człowiekiem. Chodzi o taki rodzaj współprzebywania, kiedy pozostajemy z bliską osobą w dostępności fizycznej i emocjonalnej, czyli w kontakcie. Rozmawiamy, bawimy się, przytulamy, śmiejemy.

Wakacje to wspólnie spędzony czas w wersji maksimum. Zazwyczaj nasza codzienność wygląda inaczej: praca, szkoła, obowiązki. Co prawda, czas pandemicznej izolacji pozwolił nam zasmakować życia pod jednym dachem non stop, ale wówczas przynajmniej przebywaliśmy na dobrze sobie znanym terytorium.

Podróż burzy tę rutynę, wprowadzając nas automatycznie w stan utraty poczucia bezpieczeństwa. To dlatego tak ważne jest, aby o siebie zadbać: wziąć ulubioną książkę, apteczkę, prywatne kosmetyki. Skoro dla nas, dorosłych, jest to tak istotne, wyobraźmy sobie jak bardzo dzieci potrzebują tego mobilnego poczucia bezpieczeństwa. Jego dostępnym źródłem jesteśmy my, rodzice (ale wesprze także ukochana przytulanka albo znajoma książeczka).

Warto także przyswoić sobie taką myśl na wynos (i koniecznie spakować ją do walizki!), że quality time to nie musi być nic spektakularnego. To nic, jeśli nie uda się wam zobaczyć tej słynnej, opisywanej w przewodnikach katedry. Być może podróż do niej zbyt wiele by was emocjonalnie i fizycznie kosztowała. Może lepiej pobujać się w hamaku?

Narzędziownik na wakacje (i nie tylko)

Większość narzędzi opartych o bliską relację z dzieckiem polega raczej na niepodejmowaniu działań niż szukaniu sposobów, aby dziecko poczuło się lepiej. Takiej pozornej bezczynności nie należy bynajmniej mylić z zaniechaniem. Punktem wyjścia jest wyregulowany, spokojny rodzic, który towarzyszy dziecku w trudnych emocjach, podobnie jak latarnia morska wskazuje drogę podczas sztormu.

Oto kilka z tych ogólnodostępnych narzędzi:

  • Bycie w kontakcie ze sobą i swoimi dorosłymi emocjami. Świadomość swoich przeżyć i reakcji oraz bieżąca higiena psychiczna.
  • Uświadomienie sobie szkodliwych przekonań, które często jako dorośli w sobie nosimy, np.:

On mi robi na złość.

Wiem, które powody są dobre do płaczu.

Nie dam sobie wejść na głowę.

  • Towarzyszenie dziecku w trudnych emocjach. Bez zagadywania! Milczenie bowiem robi miejsce na emocje, które potrzebują przepłynąć do końca, jak fala na wzburzonym morzu. (Fakt naukowy: emocja, jako fizyczne pobudzenie w ciele, trwa do kilku minut. Powstrzymywana, tamowana, kumuluje się w ciele, prowadząc do zmian psychofizycznych).

Niekiedy wystarczy prosty komunikat:

Jestem tutaj.

albo pogłaskanie po pleckach (jeśli dziecko koi taki dotyk). Ważne, aby pamiętać, że naszą intencją jest wytrwanie przy dziecku, przeżywającym trudności, a nie starania, aby to już minęło.

  • Bliskość. Wiele dzieci uspokaja łagodny dotyk. Przytulanie, czułość, ponoszenie przez chwilę pozwalają im zredukować napięcie.
  • Nazywanie emocji. Najprościej zrobić to, korzystając z języka osobistego, pytającym tonem:

Widzę, że…

Słyszę, że…

Rozumiem, że…

Można odnieść się do własnego doświadczenia, należy jednak uważać, aby nie deprecjonować przeżyć dziecka:

Mnie też jest gorąco.

Trochę tu tłoczno, prawda? 

  • Komunikat: To, że tak czujesz, jest ok. Wiele osób tak ma. Można opowiedzieć dziecku historię, w której czuliśmy się podobnie: poirytowani, zagubieni, zmęczeni. Może macie wspólne doświadczenia, do których możecie się odnieść, mówiąc: A pamiętasz, kiedy…? W ten sposób dziecko dowiaduje się, że jego emocje są ważnym komunikatem o nim samym oraz że ono też jest ważne.
  • Ruch i swobodna zabawa to dostępne dzieciom sposoby na regulację emocji. Może da się wycofać z ruchliwej ulicy i znaleźć jakiś ustronny plac zabaw?

Te przykładowe narzędzia do zastosowania na bieżąco w trudnej sytuacji pozwalają dziecku doświadczyć, że obecność drugiego człowieka koi. To bardzo cenna wiedza. Ważne, aby pamiętać, że relacja z dzieckiem nie jest kolejnym sposobem na rodzicielstwo, ale jest zgodą na ciągły, wzajemny rozwój i elastyczność. Oznacza szukanie rozwiązań na bieżąco, czyli jest nieustannym procesem zmian, które zachodzą w nas samych. Aby to rzeczywiście się sprawdziło w naszej sytuacji, potrzebujemy odnaleźć w sobie zgodę na taki rozwój. I zgodę na swoje „nie wiem”.

Nas, dorosłych, i nasze dzieci karmi to samo: spokój, kontakt z innymi ludźmi, nauka nowych rzeczy, aktywność, dobre jedzenie, muzyka, przyroda. To, które z tych narzędzi zabierzemy ze sobą na wakacje, zależy już od nas samych.

Autor/ka: Marta Szperlich-Kosmala

Filozofka, pedagożka, terapeutka. Autorka książki Noszenie dzieci (Wydawnictwo Natuli).
Od 2016 uskrzydla rodzicielskie wyzwania, tworząc przestrzeń wsparcia dla rodziców Boska Nioska.
Realizuje projekt zmiany społecznej Tata Przewija pod patronatem Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Nagrywa podcast nie tylko dla rodziców Podwójne espresso.
Niegdyś obywatelka świata: mieszkała od Sztokholmu po Tel Awiw. Teraz mieszka z rodziną w stuletnim domu w Górach Świętokrzyskich.


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *