Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam film Jana Komasy „Sala samobójców”, moje myśli od razu poszybowały do sześcioletniej wtedy córki. Doszłam do wniosku, że pewnego dnia koniecznie musi zobaczyć ten film. Kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości: kiedy będzie wystarczająco duża i dostatecznie dojrzała. Czas płynął, a ja wciąż w myślach odkładałam ten film na później. Niestety przegapiłam najlepszy moment i zamiast wykorzystać go prewencyjnie, potrzebowałam go do gaszenia pożarów.