Jako dorosły ojciec mogę spojrzeć na swoją córkę, pochłoniętą na przykład grą komputerową, i powiedzieć sobie ze szczodrym uśmiechem: „Dobrze, przecież wiem, co tak naprawdę jest dla mnie ważne, kocham tę dziewczynkę i po prostu będę ją wspierał, stał u jej boku, dam jej wszystko, o co prosi! Teraz prosi o to, by ją wesprzeć. A więc właśnie to chcę jej dać. Nawet jeśli gra już od trzech godzin w tę grę, ufam, że znajdzie swoją drogę, w ciągu dwóch dni czy dwóch miesięcy, żeby wyłączyć komputer i zająć się czymś innym”. I wydaje się, że wszystko się układa. Lecz nagle pojawia się dziecko, które jest we mnie, i mówi: „Zatrzymaj się! Nie wolno! Mama się rozgniewa, tata się odsunie, nie rób tego!”.